Wspólny stadion dla Stilonu i Warty. Czy to możliwe?

19 września 2021, 18:19, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Gorzowianom słusznie marzy się reprezentacyjny stadion piłkarski. W cieniu dyskusji o nim trwa spór i przeciąganie liny, których na co dzień nie widać. Jak współpracują ze sobą dwa gorzowskie kluby? Wcale lub bardzo źle.

Gorzów odwiedził prezes PZPN Cezary Kulesza. Przy okazji spotkania z prezydentem Wójcickim na tapetę trafił temat stadionu piłkarskiego. To kwestia o kapitalnym znaczeniu dla przyszłości tej dyscypliny nad Wartą, ale w bieżącej debacie prawie nieobecna. Niestety, w tej sprawie nic nie jest oczywiste. W ostatecznym rozrachunku wszystko zależy od dwóch rzeczy: politycznej decyzji władz miasta oraz porozumienia dwóch klubów piłkarskich.

Nic dziś nie wskazuje na to, by władze miasta w nieodległej przyszłości chciały się jednoznacznie określić. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że przedstawiciele Warty nie chcą jednego wspólnego stadionu miejskiego ze Stilonem. Nic bardziej nie zaszkodzi idei jednego stadionu, niż upieranie się przy tym, by budowany obecnie stadion lekkoatletyczny był jednocześnie obiektem do gry dla zawodników Warty. Rywalizacja pomiędzy klubami jest oczywiście mile wskazana, ale konflikt i próba ogrania jednego kosztem drugiego, na dobre gorzowskiej piłce nożnej nie wyjdą. Można odnieść wrażenie, że prezes Warty boksuje znacznie powyżej swojej wagi, nawet jeżeli czuje support w osobie przewodniczącego Rady Miasta. To jątrząca sprawa, ale najgorszy dla gorzowskich klubów byłby otwarty konflikt na gołe pięści.

W Polsce i na świecie jest wiele miejsc, gdzie piłkarscy rywale dzielą ze sobą jeden stadion. Nie chodzi tylko o Mediolan, ale podobne cuda mają miejsce w Genui, Bruggi, Izmirze, Charkowie, Zurichu czy tuż u sąsiadów zza Odry, w Monachium. Przewaga strat nad korzyściami, z powodu braku porozumienia pomiędzy Stilonem i Wartą w podobnej sprawie, jest oczywista. Dwa ważne kluby są przedmiotem niesportowych rozgrywek przez ludzi spoza sportu. To źle wróży idei jednego i reprezentacyjnego obiektu, który mógłby być powodem do dumy dla obu klubów. Porozumienie nie będzie przegraną lub zgniłym kompromisem, lecz wspólnym sukcesem. Ustąpić muszą obie strony, przy czym działacze z Olimpijskiej już od dawna wysyłają gałązkę oliwną, a ci z Wyszyńskiego głównie dwa gołe miecze.

Inna sprawa, że odpowiedzią na ten wiszący w powietrzu konflikt, powinien być donośny głos z Ratusza. Dotychczasowy modus operandi prezydenta Wójcickiego, polegający na unikaniu spraw jątrzących w obszarze sportu, nie będzie dobrym rozwiązaniem. Są jeszcze inne kwestie. Utrzymywanie w przyszłości przez Gorzów dwóch stadionów piłkarskich, to pomysł z pogranicza nonsensu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że stadion lekkoatletyczny mógłby pełnić rolę wielofunkcyjną, a więc również dla piłkarzy, ale jest to niewykonalne. Po pierwsze, utytułowane kluby lekkoatletyczne zasługują na własny obiekt. Po drugie, pogodzenie uprawiania tam lekkoatletyki z utrzymaniem prawidłowej nawierzchni boiska, jest po prostu niemożliwe.

Droga do wspólnego stadionu w Gorzowie nie musi być długa i kręta. Decyzja o jego budowie mogłaby być idealnym story dla Wójcickiego. Jego poprzednik na trwałe zapisał się w sportowej historii miasta za sprawą „Słowianki” oraz stadionu żużlowego. Obecny prezydent może go przebić halą sportową i stadionem lekkoatletycznym, ale perłą w koronie powinien być profesjonalny stadion przy Olimpijskiej, a także wspólna tam koegzystencja dwóch gorzowskich klubów. Papierkiem lakmusowym dobrych intencji w tej sprawie będzie przyszłoroczny budżet.

Gdzieś w tych sprawach gubią się inne rzeczy. Hitem jest konieczność płacenia przez kluby za użytkowanie obiektów sportowych w celu kształcenia dzieci oraz młodzieży. Dzisiaj wygląda to tak, że klub otrzymując z budżetu na to dotację w wysokości, na przykład stu tysięcy złotych, osiemdziesiąt musi oddać miejskiemu OSiR-owi. Wspólny głos dwóch klubów, zawsze będzie donioślejszy niż jednego, a strzelanie zza węgła jest kontrproduktywne. Na bok należy odłożyć opowieści o rozpoznawalności jednego czy drugiego klubu, a także ich historycznej spuściźnie. Jeden stadion dla dwóch drużyn nie musi być powodem do ingerencji w suwerenność poszczególnych organizacji. Piłka nożna nigdy nie znajdzie się nad Wartą wysoko na liście priorytetów, jeśli dwa rywalizujące ze sobą na boisku kluby, nie będą mówić jednym głosem poza boiskiem.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości