Wiadomości

„Fur Deutschand”. 19.30

16 sierpnia 2021, 11:59, Robert Bagiński
Trend na prawicy nienowy, ale faktem jest, że nam w Lubuskiem nie jest z nim dobrze. Nie wszystko można zwalić na upały, bo o 19.30 bywa już całkiem chłodno.

Tematów na felieton jest bez liku i pisać można o wszystkim. Tylko nie o stosunku rządzących Polską do naszych sąsiadów zza Odry. To temat na elegię, albo nawet treny: straszne czynisz nam rządzie polski pustki w lubuskim domu tą antyniemiecką propagandą. Karty, którymi zagrywają politycy PiS-u są zupełnie zgrane i tutaj w Gorzowie, gdzie każdy ma kumpla, rodzinę, współpracownika lub ulubione w Niemczech miejsce, po prostu odrealnione. Prężenie muskułów w Warszawie, nie pomaga nam w Gorzowie, Zielonej Górze czy Szczecinie. Może antyniemiecka narracja jest dla rządzących paliwem wzdłuż Wisły, Bugu czy Wieprzy, ale nad Odrą, Wartą i wzdłuż Nysy Łużyckiej, po prostu smrodzi.

„Fur Deutschland” znają już wszyscy i nie jest to tylko socjotechniczna zagrywka partyjnych „Wiadomości”. To nigdy nie jest niewinne, kiedy w głównym serwisie informacyjnym publicznych mediów, języka niemieckiego używa się jak politycznej pały, a z jego znajomości czyni stygmat, który ma świadczyć o niecnych i antypolskich intencjach. Spora część naszej lubuskiej historii to współpraca z Niemcami. Do Berlina mamy bliżej niż do stolicy Polski, skąd antyniemiecki rząd sączy jad w nasze codzienne relacje z sąsiadami. Aż się człowiek wzdryga na myśl, że sąsiedzi mogliby się na nas obrazić. Na szczęście zaciskają zęby i rozmawiają, na szczerość pozwalają sobie „off the record”.

Z najnowszego „Barometru Polska-Niemcy 2021” wynika, że politycy swoje, a społeczeństwo swoje: polsko-niemieckie relacje oceniane są bardzo dobrze, a ich spoiwem są sprawy gospodarcze. Z innych badań Fundacji Bertelsmanna wynika, że Niemcy postrzegają Polaków całkiem dobrze i chętnie zaakceptowaliby ich jako biznesowych partnerów, kolegów z pracy, sąsiadów, a nawet członków rodziny. Nie dziwi więc, że rządowa propaganda mocno nam w Lubuskiem doskwiera. Ten ostry kurs na Niemcy może być popularny w Olsztynie, Lublinie, Przemyślu lub Rzeszowie, ale u nas na Zachodzie ma prawo wyglądać na groteskową szarżę i proszenie się o kopniaka.

Każdy, kto ma odrobinę oleju w głowie wie, że „niemieckie” jest synonimem jakości, a nie podłości – jak chciałyby polskie „Wiadomości”. Rzut oka na rynek pracy. Tysiące Lubuszan od lat pracuje w Niemczech, codziennie dojeżdżając do tamtejszych zakładów pracy lub do niemieckich rodzin. Nie robią tego z powodu ekonomicznego przymusu, nie kręcą nosem, ale prawda jest czarniejsza i prostsza: w Polsce więcej nigdy nie zarobią. Nawet po „Polskim Ładzie”, którego słabość bije po oczach i spowoduje jeszcze większą ochotę na dojeżdżanie do pracy w Niemczech.

Nie dalej jak w czerwcu granicząca z naszym województwem Brandenburgia ogłosiła, że do landowego parlamentu wpłynął wniosek podpisany przez wszystkie najważniejsze kluby, aby do konstytucji wpisać „przyjaźń z Polską”. Do całości obrazu dodajmy, choć Polska nie jest krajem federacyjnym z autonomią krajów związkowych, że polskie województwa – od Opola, przez Wrocław i Gorzów, a na Szczecinie kończąc, też chętnie by taką deklarację złożyły, ale doświadczenie Donalda Tuska i telewizyjnego „Fur Deutschland” nie napawają optymizmem, że skończyłoby się to dla nich dobrze.

Czy ktokolwiek wyobrażał sobie, że znajomość języka obcego stanie się wadą? Pal licho „Wiadomości” z ich bredniami. W Lubuskiem trafiają kulą w płot. Jak to możliwe, że całkiem niemała grupa zwolenników lubuskiego PiS-u, daje przyzwolenie na taką hucpę, za którą trzeba się wstydzić przed znajomymi, kontrahentami oraz rodzinami zza Odry? Wiadomo tyle, że nie znają języków, nie zwiedzają świata i nienawidzą różnorodności. Fur Deutschland...


Podziel się

Komentarze

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości