Ratusz powiedział, ale sprawa nie jest skończona. Kto pierwszy odwiesi strzelbę?

2 marca 2021, 21:20, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Nie ma innej drogi niż obniżenie napięcia wokół Stali Gorzów. Zbyt dużo energii zużywane jest do okładania się oskarżeniami, a za mało do szukania porozumienia. Robienie „buzzu” w internecie nie przynosi korzyści nikomu – ani ambitnemu prezesowi, ani znanemu adwokatowi.

Chciałoby się sparafrazować stare rzymskie powiedzenie: Roma locuta, causa finita. Ratusz przemówił, sprawa skończona - pieniądze podzielone, nie ma już sporu. Tymczasem to nie takie proste. Konflikt pomiędzy dwoma ważnymi figurami gorzowskiego sportu rozhulał się tak, że nikt już nie pamięta, o co poszło. Dwa tygodnie temu zaledwie się tlił i dotyczył podziału miejskich środków na sport; dzisiaj dotyczy wszystkiego: pieniędzy, przeszłości Stali Gorzów, spekulacji na temat obozu na Teneryfie, a nawet wielkiej polityki. Blizny po tej awanturze będą się goić bardzo długo.

Tak się dzieje, gdy język wyprzedza myśli, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie odmawia słusznych motywacji żadnej ze stron. Wypowiedzi Grzyba oraz Synowca były jak głazy, obok których nikt nie mógł przejść obojętnie. Obaj panowie weszli w buty wojowników, którzy szermowali słowami tak finezyjnie, jak to się robi w przypadku młócki cepem. Oliwy do ognia dolały ogólnopolskie portale, które zwietrzyły w tym okazję do podbijania klikalności w czasach żużlowej flauty. Główni bohaterowie mieli oczy szeroko zamknięte na konsekwencje swoich działań, chociaż ich usta są areną sportowego Gorzowa.

Jest poważne ryzyko, że po wciągnięciu do sporu kibiców, tudzież obrażeniu niektórych, sprawy mogą się wymknąć spod kontroli. Będzie trzeba gasić pożar, którego zarzewia dzisiaj nikt jeszcze nie dostrzega. Czasy mamy ponure, a do wywołania awantury nie potrzeba wiele. Wystarczy niewinna zaczepka kibica jednego klubu, przeciw komuś z drugiego, a przepis na tragedię gotowy. Aby uniknąć tego scenariusza, gdzie kibic kibicowi będzie wilkiem, samce alfa powinny spuścić z tonu oraz wykonać symboliczny i jednoznaczny gest. Nie ma mowy o międzyklubowej idylli, ale dla dobra miasta warto zadbać o to, by nie kojarzyło się ze sportową wojną.

Działacze sportowi już funkcjonujący w polityce, albo dopiero do tego pretendujący, nie powinni mieć problemu z zawieraniem pokoju, który nie musi być kapitulacją. Sam stałem się przedmiotem perfidnych ataków, choć nie zrobiłem nic, czego nie zrobiłem rok i dwa lata temu – napisałem w gorzowianin.com tekst o podziale środków na promocję przez sport, gdzie stanąłem po stronie innej, niż Stal Gorzów. Pokusa wojowania wydaje się duża, ale nie ma żadnego sensu. Nasz gorzowski ul zainfekowany jest wieloma konfliktami o charakterze personalnym, ale dalsze trajkotanie o Stali Gorzów, to proszenie się o wizerunkowe kłopoty, które będą miały swoje konsekwencje również w innych obszarach.

Stara jak świat zasada: zgoda buduje, niezgoda rujnuje, nadal jest aktualna. O sporcie mam pojęcie blade, ale o polityce całkiem spore. Konflikt stał się personalny za sprawą wypowiedzi prezesa Grzyba o żonie mecenasa Synowca. Od tego momentu czuć było proch w powietrzu, ale nikt nie podejrzewał, że będzie jak ze strzelbą Czechowa: jeśli wisiała na ścianie w pierwszym akcie, to z pewnością wystrzeli w drugim lub trzecim akcie. Wystrzeliła i dziękować bogu, że nie ma jeszcze trupów. Może to jest moment, w którym spór powinien zostać zakończony. Warto schować honor do kieszeni, a wygra ten, kto strzelbę odwiesi na ścianę jako pierwszy. Wujków dobra rada mają wszystkie strony, ale warto słuchać osób, które wykraczają poza własną bańkę informacyjną portali społecznościowych.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x