Bagietka z zakalcem: Gorzowska polityka, czy tylko piaskownica?

24 września 2017, 18:42
W Gorzowie polityka interesuje dwa lub trzy tysiące osób, w regionie może dziesięć. Przekonanie, że gorzowian interesują polityczne spory, jest błędne.

Wystarczy wyjść na ulicę lub wyjechać poza rogatki miasta, by się przekonać, że „mikroświat” polityków, ma dla mieszkańców znaczenie marginalne. Doskonale wiedzą, że politycy śpiewają fałszywą nutę, i dlatego, mają na wiele spraw własne opinie. Najczęściej, diametralnie różne od tych, które są udziałem uczestników radiowych i telewizyjnych debat. Z tego wynika również popularność portalu gorzowianin.com, który w mniejszym stopniu eksponuje politykę, a w większym, zwykłe sprawy gorzowian – bez politycznego nadęcia. Dla polityków słuchalność i oglądalność jest „złotym cielcem”. Klikalność, to główny cel aktywności, a obawa przed brakiem rozpoznawalności nazwiska, koszmarną perspektywą. Większą i bardziej przerażającą, niż brak realizacji jakiejś ważnej dla miasta inwestycji.


Często dochodzi do sytuacji kuriozalnych, bo dla nich istotny jest czas. Z konferencją prasową lub wrzutką na portal społecznościowy, trzeba być szybszym od tych z Nowoczesnej lub Ludzi dla Miasta. To wrzask narcyzów, jak Gorzów długi i szeroki, którzy myślą, iż ktokolwiek przejmuje się tym, co ogłaszają w lokalnym radiu, telewizji lub na Facebooku. Sprawa z pomnikiem Braterstwa Broni, potocznie określanym mianem pomnika Niepodległości, obnażyła boleśnie obowiązującą dziś wśród lokalnych polityków strategię. Ma być donośnie, szybko, ostro i bezkompromisowo. I można się w tym zagalopować, jak to się stało w przypadku radnych Platformy Obywatelskiej. Oprotestowali zapisy ustaw dekomunizacyjnych, ale zapomnieli o tym, że głosowała za nimi ich szefowa oraz wszyscy inni parlamentarzyści tego stronnictwa.


Świat przyśpieszył. Tak bardzo, że ogarnięcie go, nawet na poziomie niewielkiego miasta nad Wartą, przez polityków tkwiących mentalnością, gdzieś w latach dziewięćdziesiątych, a w najlepszym razie, na początku trzeciego tysiąclecia, jest niemożliwe. To jedna z przyczyn porażki byłego prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka, który urzędowanie rozpoczynał w czasach, gdy internetu nie było, a kończył, gdy wszystko, co ważne, było w internecie. Młodsi od niego też nie dają rady. Można się głośno zastanawiać, czy to stosunkowo młodzi: Surowiec, Pieńkowski, Szmytkowski, Syska, Broszko, Ludniewski czy Bejnar Bejnarowicz, mieli i mają tak złe osobowości, że zepsuli gorzowską politykę, czy odwrotnie, to polityka zepsuła ich. Raczej to drugie-dali się zepsuć, a filozofia wojny spowodowała, że nawzajem kontestują swoje pomysły. Kariery niektórych z nich, nadają się na bardzo pouczającą fabułę o ludziach, którzy stojąc w miejscu, w rzeczywistości mocno się cofnęli. Jest więc sporo racji, w powiedzeniu, że starych psów nie nauczy się nowych sztuczek, ale to również gorzka lekcja dla wyborców, wprost z „Gry o Tron”, że ciężko założyć psu obrożę, gdy najpierw założyło mu się koronę.


Kiedy więc PiS-owcy, dziarsko walczą o zmianę nazw kolejnych ulic z komunistycznymi patronami, a ich miejscy koledzy z Platformy i Nowoczesnej, próbują zbić na tym polityczny kapitał, Wójcicki stawia na symbole nowoczesności — rozstrzygając przetarg na nowe tramwaje. Gdy jedni chcą pomnik Braterstwa Broni rozebrać, a inni go bronić, młody włodarz miasta szykuje się właśnie do oddania mieszkańcom nowego „Kwadratu”. Jakby rozumiał, że rozgrzewająca emocje dyskusja o symbole zamierzchłego systemu, jest dla wyborców w średnim i młodym wieku, niezrozumiała, bo jedyny system, jaki realnie pamiętają, to „Windows 98”.

Inna sprawa, że dobrze by było zatroszczyć się o to, aby nowoczesnymi tramwajami oraz wyremontowanymi arteriami, było, po co i gdzie jechać, a nie tylko do przychodni i na rehabilitację. Trzeba mieć odpowiedzi na czarne scenariusze dla miasta i wizję tych jasnych, ale tego nie zrobią „elity”, które nie wychodzą portali społecznościowych i kłócą się o to, kto był pierwszy z jakąś inicjatywą, lub otrzymał najwięcej „lajków”. Gorzów przestanie być miastem przemysłowym, ale kto wymyśli koncepcję tego, jakim ma być w przyszłości. Pewne jest, że będzie miastem ludzi starych, w większym stopniu, niż inne o podobnej wielkości. Warto w problemach szukać okazji, a w okazji nie szukać problemu.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x