Dlaczego Europejskie jest przez radnych olewane?

26 lipca 2021, 22:39, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Napisana za kilka lat historia Osiedla Europejskiego będzie opowieścią o tym, jak rozwijało się ono nie dzięki lokalnym politykom, ale pomimo polityków. Ci ostatni uwielbiają nad Wartą duże projekty, a nad sprawami błahymi pochylają się tylko wtedy, gdy muszą zawiązać sznurówkę.

Pomiędzy Osiedlem Europejskim a resztą miasta nastąpił jakby rozwód, dlatego chciałbym w tym felietonie orzec o winie. W każdej innej części miasta, różnorakie pomysły latają po ulicach jak jaskółki. W sprawie Europejskiego jak makiem zasiał; jest szansa, iż politycy przypomną sobie o tym ważnym zakątku tuż przed wyborami. Póki co, sprawy mieszkańców leżą odłogiem, czego najlepszym dowodem jest list w sprawie boiska wielofunkcyjnego. Pikantne jest to, że to nie jedyny problem, ale młodzi i nie zawsze głosujący, często bez prawa do głosowania w mieście, nie bardzo mają się do kogo zgłosić. Aktywność miejskich rajców na tym osiedlu wypada wyjątkowo blado.

Przypomina mi się końcowa scena „Królowej” w reżyserii Stephana Frearsa. Elżbieta II i świeżo upieczony premier Tony Blear spacerują po ogrodzie, aż w końcu królowa zadaje pytanie, co też ciekawego ma do zaproponowania nowy szef rządu. „Najważniejsze dla nas, to zmniejszenie liczby dzieci w klasach” – odpowiedział z żarliwością premier Blear. Nie będę pisał o wielkiej polityce, ale czy ktokolwiek z gorzowskich parlamentarzystów, miejskich rajców lub członków sejmiku – z miłymi wyjątkami w osobach mecenasa Synowca, przewodniczącego Kaczanowskiego czy radnej Kozak, i jeszcze kilku innych wyjątków, wyrażał zainteresowanie tak błahymi sprawami? Nie chodzi o kompetencje, ale zdolność do pochylania się nad pozornymi głupstwami, które wcale nie wymagają wiele.

Zgoda, próba zestawienia problemów Osiedla Europejskiego z postrzeganiem miasta jako całości, nie do końca ma sens. Rzecz w tym, że gorzowscy politycy są jak wyjęci z dzieł Kochanowskiego: pełno ich, a jakby nikogo nie było. Chętnie fotografują się na tle strategicznych inwestycji, ale kompletnie nie mają głowy do spraw ważnych dla kluczowego osiedla, konkretnej wspólnoty mieszkaniowej lub niewielkiej organizacji społecznej. Nie wszyscy, bo kogo interesowałaby jedenasta z rzędu kradzież fajerki z pomnika Szymona Giętego? Mecenasa Synowca interesuje. Kto chciałby zawalać wolne wieczory, aby organizować mieszkańcom piłkę na Stilonie? Radnemu Wilczewskiemu się chce. Aktywność wielu innych rajców jest głęboko zakonspirowana. Wszystko dlatego, że w dziedzinie lokalnej polityki, najbardziej rozwinęła się retoryka. Palili się do pracy w samorządzie, ale teraz nie chcą się zaciągać

Tymczasem Osiedle Europejskie się rozwija, mimo braku realizacji obietnic nowej drogi dojazdowej, a także wielu innych spraw, które po wyborach przestały być ważne. Może dożyjemy czasów, gdy lokalnych polityków bardziej będzie interesował dojazd do kluczowego osiedla, zbudowanie tam boiska oraz placów zabaw, niż głupawy event w bibliotece, gdzie otwarto kilkumetrowe „polbrukowisko”, ale za to w obecności całej lubuskiej śmietanki polityki. Sprawy miasta były bladym tłem dla ich ego oraz kompleksów, a energię można było spożytkować znacznie lepiej. Choćby na dyskusję o tym, dlaczego na Europejskim będzie przedszkole, ale tylko prywatne. I tak dalej, i tak dalej.

Przykłady kompletnie olewanych przez gorzowskich polityków spraw, z rzadka podnoszonych przez nielicznych w mieście „donkiszotów”, można nad Wartą mnożyć. Zainteresowanie tak przyziemnymi sprawami uchodzi w mieście za godną pogardy propagandę, która nie jest warta uwagi posła, radnego wojewódzkiego lub rajcy z Ratusza. Nikt nie oczekuje, żeby ci ważni politycy ze zdjęć na Facebooku, zamiast kreowaniem wizji rozwoju miasta za 10-20 lat, zajmowali się jakimś boiskiem, drogą lub chodnikami na osiedlu, ale skoro nie mają predyspozycji do tego pierwszego, to niech pozostawią po sobie, chociaż to drugie.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości