Druga strona żużla: tłuste koty ze Stali

8 lutego 2021, 22:17, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Miłość gorzowian do speedwaya ma rewers w postaci konieczności zaspokajania potrzeb klubu. Politycy, może z wyjątkiem mecenasa Jerzego Synowca, mówią półsłówkami. Milczą, albo wypisują esy-floresy, byle nie podpaść bóstwom świątyni im. Jancarza.

Radni i ważni urzędnicy nie rozwinęli jeszcze „stadnej odporności” na lobbing najważniejszego nad Wartą klubu sportowego. Nic dziwnego, na horyzoncie majaczy otwarcie trybun oraz szansa na darmowe drinki w honorowych lożach. Dotychczas byliśmy karmieni narracją, że w klubie jeszcze nigdy nie było tak dobrze. Teraz na tapetę wjechały wnioski „Stali Gorzów” o przyznanie trzech dotacji na kwotę ponad 3,5 miliona złotych. Jest coś interesującego w fakcie, że klub wnioskuje o półtora miliona na promocję, ale wkład własny będzie wynosił tylko 20 tysięcy.

Kierownictwo gorzowskiego żużla potrafi pokazać swój status materialny, ale w trudnych czasach egzamin z umiaru w sięganiu po środki publiczne, zdaje ledwie na tróję. Żużlowa elita nad Wartą cierpi za miliony, ale dotację chce nawet na paliwo do motorów. Zabawnym postscriptum do wniosku o środki z Ratusza jest klubowa promocja karnetów. „Już za tydzień pozdrowienia z Teneryfy. Czy kupiliście już karnety?” – brzmi reklama, a Onet.pl donosi: „To będzie największe zgrupowanie w historii. Stal zajmie prawie pół samolotu”. Takie kontrasty składają się na alfabet gorzowskiego podziału środków na sport.

Teraz gdy w wydatkach innych niż konieczne inwestycje infrastrukturalne będą głównie cięcia, miliony na promocję Gorzowa przez żużel, to oczywisty absurd. Promocja miasta na memoriale im. Edwarda Jancarza, który oglądać będą głównie gorzowianie, to jak promocja pasty do zębów wśród pracowników fabryki, gdzie jest ona produkowana. Kurek będą mieć podkręcony wszystkie dyscypliny, ale „Stal Gorzów” nie musi funkcjonować w wersji oszczędnościowej – działacze klubu i sportowcy dysponują kwotami, jakie poprzednikom nawet się nie śniły. Jeśli dwóch zawodników zarabia ponad cztery miliony, a wcale nie najbogatsze miasto ma im płacić za paliwo do motorów, to taki układ nie ma żadnej racji bytu.

Z franciszkańską dobrocią nikomu i niczego nie zazdroszczę, lecz kilka „ale” istnieje. Zmarzlik w dwa lata zabezpieczył byt swój i swoich bliskich na kolejne dwadzieścia. Władze „Stali Gorzów” zachowują się tak, jakby w ostatnich latach źródła ich przychodów głównie wysychały, choć wszyscy wiedzą, że jest odwrotnie. Bankrutują firmy, miasto przekazuje im milion trzysta w ramach „Gorzowskiej Dychy Bis”, a wyprani z rzeczywistości i zdrowego rozsądku działacze, chcą trzy razy tyle na żużel. W Gorzowie panuje wyidealizowane wyobrażenie o roli tej dyscypliny sportu w promocji miasta. Z zawodowego doświadczenia wiem, że takie rzeczy można zmierzyć i pokazać, ale miejskim urzędnikom i rajcom, wystarczy kilka ściem sklejonych na ślinę oraz darmowe karnety.

Prezydent i radni powinni mieć odwagę postawić sprawy finansowania gorzowskiego sportu z głowy na nogi. Punktem wyjścia powinno być szkolenie młodzieży, ale myślenie w tych kategoriach znika wśród decydentów centymetr po centymetrze. W gorzowskiej rzeczywistości takie myślenie jest trudne, bo krezusi ze stadionu przy Śląskiej mają swoje sposoby. Cała sytuacja powtarza się od lat. Przypomina trochę bajkę o kocie, który kradł młynarzowi mięso. Młynarz łapał kota i srogo go pouczał, kot słuchał i dalej jadł. Młynarz groził palcem, a kot dalej słuchał i jadł. Nie było przypadku, by ktoś tam kogoś przekonał. Możemy bić na alarm, ale skończy się jak zawsze.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości