Ile diabłów mieści się w furgonetce?

1 lutego 2021, 15:45, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Pokazujący się nam w nielicznych nad Wartą mediach aktywiści, posiadają jasno zarysowaną hierarchię spraw miejskich, które należy szybko załatwić. W pełnej zwrotów akcji historii z kontrowersyjną furgonetką spod szpitala doszło do kolejnego: głos zabrał urzędujący po sąsiedzku wiceprezes tej instytucji.

Nie od dziś wiadomo, że uprawianie polityki sporo ma z aktorstwa, nie dziwi więc, że polityk w dziele czynu, bywa kimś innym, niż w rzeczywistości jest. Taki Cezary Żołyński, wybitny aktor, który reżyserował lub grał Tygryska Pietrka czy Pinokia, najlepiej czuje się w stroju lorda Vadera, a poza sceną jest po prostu genialnym animatorem kultury. W polityce więcej jest obsad nietrafionych, niż tych trafionych. Oto wiceprezes szpitala pozwolił sobie wcielić się w rolę przeciwnika furgonetki, która przez lata mu nie przeszkadzała. Gest ze wszech miar oczekiwany, ale mocno spóźniony; niektórzy twierdzą wręcz, że niewiarygodny.

Ideologiczne awantury mają w Gorzowie swoją historię. Dzisiejsi bohaterowie sporu są zbyt młodzi, by pamiętać „Śfinstera”, który dumnie zawitał pod koniec lat dziewięćdziesiątych pod „Arsenał”. Był to pomnik, powiedzmy serio, na tamte czasy w miastku nad Wartą, obyczajowo rewolucyjny: brzydal z fiutem na wierzchu, w dodatku ufundowany przez liberała z Unii Wolności. Akcja tamtych sporów odbywała się w samym centrum, ta dzisiejsza mocno na obrzeżach. Brały w niej udział tuzy gorzowskiej polityki, dzisiaj zaledwie płotki z młodzieżówek.

Śfinster” przy obskurnej furgonetce, to jakby równać krzywą wieżę w Pizie z Dominantą, sykstyńskie freski Michała Anioła z najnowszym muralem przy Białym Kościółku, a na Kwadracie szukać inspiracji z Plaza de Espana w Sewilli. A jednak niektórym zajmuje więcej czasu i energii, niż Grekom spory na Agorze, albo dominikańskim mnichom dyskusja o to, ile diabłów mieści się w ostrzu szpilki. Wiadomo, że diabłem największym jest obecnie właściciel furgonetki i na niego wycelowane są wszystkie ostrza krytyki.

Tak jak onegdaj, słowa mają moc i konsekwencje: „Śfinster” padł ofiarą próby obcięcia mu przyrodzenia, a furgonetka nieudanej próby podpalenia. Styl publicznego dyskursu jest ten sam, tylko przedmiot sporu całkiem inny. Kiedyś urażeni byli konserwatyści i tradycjonaliści z ZChN-u, dzisiaj broni nie składają liberałowie oraz ludzie platformerskiej lewicy. Szczególnej mocy nabiera tu czynnik społeczny: dzisiaj i wtedy, donośnie brzmi głos rozsądku rodziców.

W Gorzowie jest wiele niewyjaśnionych fenomenów, jak na przykład to, że tu każdy z każdym, ale też każdy na każdego, albo jeszcze w innej konfiguracji – każdy przeciwko każdemu. Nie lekceważę inicjatywy młodych ludzi, którzy zbierają podpisy pod obywatelskim projektem uchwały w sprawie zakazu eksponowania drastycznych treści. Nie wiem tylko, o co tu do końca chodzi, czy o rzeczoną furgonetkę, czy o rozgłos dla wiceprezesa, który zorientował się, że w czasach gdy publiczny dyskurs ogniskuje temat aborcji, on przesądził zaniechaniem. Uchwałę mogą i powinni wnieść radni, a tych Koalicja Obywatelska ma w mieście rewelacyjnych: od Anny Kozak, przez Radosława Wróblewskiego, a na Jerzym Sobolewskim kończąc.

Zastanawiam się, jak wyglądałby Gorzów bez tych wszystkich awantur obyczajowych, wykręcanych kiedyś przez tradycjonalistów, a dzisiaj przez liberałów. Bez „Śfinstera”, furgonetki Sokołowskiego, proboszcza straszącego szczepionkami i kontrowersji wokół rewelacyjnego Jurka Gawrońskiego, który śmieje się z tego wszystkiego u boku Pana. I wiem, że teraz przesadziłem, ale nie potrafię tego udowodnić. Łączę jednak kropki, oczyma wyobraźni widząc furgonetkę z „Śfinsterem” na pace. To by dopiero była heca.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości