Nie ciesz się dziadku z cudzego upadku, czyli marszałek Polak ma problem

20 listopada 2020, 21:09, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Dziwne to wszystko. Jeszcze miesiąc temu marszałkowskie służby uderzały w największe dzwony, epatując gorzowian sytuacją pensjonariuszy zielonogórskiego DPS-u. Ta groteskowa szarża był nieuczciwa, ale podobno wszystko wraca. Media wzięły ostry kurs na sytuację w szpitalach podległych Urzędowi Marszałkowskiemu.

Nie ciesz się dziadku z cudzego upadku-to powiedzenie jest wciąż aktualne. Domy pomocy społecznej w całej Polsce były przygotowane na koronawirusową rzeczywistość tak, jakby na Spilbergen wybrać się w sandałkach. Wszyscy o tym wiedzieli; po zielonogórskiej placówce, było już tylko gorzej w całym kraju. Ci, którzy ochoczo wtórowali krytyce prezydenta Zielonej Góry, teraz muszą połknąć żabę. Portal gorzowianin.com obnażył prawdziwą sytuację pacjentów gorzowskiego szpitala. „Tutaj jest brak jakiejkolwiek opieki. Brakuje wody i środków czystości” – zaalarmowali rozmówcy portalu. Tym razem marszałkowscy urzędnicy nie organizują już specjalnych zbiórek. Może dlatego, że zarząd szpitala nie rozliczył się jeszcze z tych, które były organizowane wiosną.

W leciwej już komedii „Miś”, która obnażała absurdy PRL-u, jest scena, w której reżyser filmów propagandowych, stwierdza: jest prawda czasu i prawda ekranu. Wszystko po to, by uzasadniać mało wyszukaną ściemę w realizowanych przez siebie filmach. W buty filmowego reżysera weszły w październiku służby marszałek Elżbiety Polak; urzędnicy wykorzystali dramat pensjonariuszy zielonogórskiego DPS-u, aby dołożyć politycznemu przeciwnikowi w osobie prezydent Kubickiego. Tak było kilka tygodni temu. A jak jest teraz? Zza kulis wyziera dramat tych wszystkich, którym przyszło skonfrontować prawdę o marszałkowskich szpitalach, z codzienną rzeczywistością. „Jedna z kobiet krzyczała pół nocy, że nie piła wody przez trzy dni” – opowiada pacjent gorzowskiego szpitala.

Nie lubię mądrzyć się w sprawach ludzkich tragedii, ale gołym okiem widać, że przysłowiowa karma powróciła. Sytuacja jest tożsama z tą, która miała miejsce w przypadku pensjonariuszy zielonogórskiego DPS-u. Różnica jest taka, że ten ostatni nie dostawał milionów z budżetu państwa. Mimo tego, jego mieszkańców wzięto jako zakładników do politycznej wojenki. Przeholowali dosłownie wszyscy, ubierając się w szaty sprawiedliwych, a odsądzając od czci i wiary bogu ducha winnego prezydenta miasta. Relacja gorzowianin.com pokazuje, że ta postawa jest skórką od banana, na której stronnicy i urzędnicy marszałek, właśnie się poślizgnęli. Naginali rzeczywistość, by tworzyć fałszywą narrację, a teraz muszą się zmierzyć z narracją, w której koronnym dowodem jest lustro.

Pokusa krytyki totalnej wydaje się oczywista, ale publicystyczna uczciwość, nakazuje umiar. Bardzo prosto jest efektownie pisać o czymś, co jest białe lub czarne. Problem zaczyna się, gdy coś ma wiele odcieni. Tak jest właśnie z walką z koronawirusem w Lubuskiem. Stawką w tej grze jest życie wielu ludzi, a nominalnie za to odpowiedzialny jest wojewoda. Tylko ktoś nierozsądny i złośliwy mógłby nie dostrzec oczywistych faktów: kiedy marszałek Polak pracuje, wojewoda Dajczak głównie pozoruje. Polak od początku podejmowała kontrowersyjne decyzje, które z czasem okazały się racjonalne i potrzebne. Dajczak nie podejmował ich wcale albo kunktatorsko przyklejał się do nie swoich sukcesów. Jego zaangażowanie jest ogromne, ale trzyma je w tajemnicy.

Wniosek jest taki, że choć nastroje są bojowe, warto trzymać nerwy w ryzach. Pogoń za publicznymi „jobami” jest ogromna, ale wszyscy stąpamy po cienkim lodzie. Sytuacje z DPS-em i gorzowskim szpitalem, pokazują jak w pigułce, że nawet w polityce nie warto cieszyć się z koronawirusowej porażki konkurenta. Jutro to samo może się wydarzyć gdzie indziej.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x