Zdarzyło się nawet biskupom w Lubuskiem

8 listopada 2020, 15:44, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Jedną ręką błogosławili, a drugą przywoływali do siebie nieletnich. Bywało jednak, że tą od błogosławieństwa, robili dzieciom okropne świństwa. Fala kościelnych bezeceństw oraz krycia ich przez biskupów, nie ominęła diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. To podróż w przeszłość, ale konsekwencje powinny zostać wyciągnięte dzisiaj.

Papież pozbawił wszelkich godności znanego i popularnego w środowiskach „Solidarności” kardynała Gulbinowicza. Przez lata nie reagował i ukrywał księży pedofilów, a przed karą nie uchroniły go wiek, zasługi oraz emerytura. Nie ulega wątpliwości, że podobny los powinien spotkać hierarchów z Lubuskiego. W ślad za karami nałożonymi na kardynała z Wrocławia powinny pójść sankcje dla biskupów Regmunta, Dyczkowskiego, a nawet Dajczaka z Koszalina.

Jakim trzeba być człowiekiem, by poszukiwać „pedałów” i „tęczową zarazę”, a jednocześnie udawać, że pod własnym nosem nie widzi się pedofilów. Bronić dzieci nienarodzone, a jednocześnie zapominać o tych już narodzonych, które stawały się ofiarą pasterzy dusz, żądnych uciechy z ich ciał.

Nie dalej jak kilkanaście dni temu, jedna z ogólnopolskich gazet (Duży format - przyp. red) kolejny raz doniosła o zaniedbaniach biskupów seniorów Stefana Regmunta i Adama Dyczkowskiego. Obaj nie odnotowali w kurialnych dokumentach, a także nie poinformowali watykańskich instytucji o oskarżeniach wobec byłego dyrektora seminarium i proboszcza w Witnicy. Do molestowania małoletnich Lubuszan dochodziło m.in. w seminarium w Paradyżu i na plebanii w Witnicy. Dyczkowski był ordynariuszem w latach 1993-2007 i wiedział o sprawie z pierwszej strony „Ziemi Gorzowskiej”, a Regmunt otrzymał od ofiar oficjalny list, a nawet się z nimi spotkał. Swoją rolę zredukował do osoby zacierającej ślady

„Dotykał mnie i całował w miejsca intymne, a następnie masturbował mnie, a potem siebie” – opowiada jedna z ofiar, a wszystko działo się w apartamencie seminarium, którego ojcem duchownym był późniejszy biskup pomocniczy diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Edward Dajczak; dzisiaj biskup koszalińsko-kołobrzeski. Pytany przez gazetę o sprawę, postanowił skorzystać z milczenia, które w rzeczywistości jest jego aktem oskarżenia; ofiary pisały do niego listy. Tej lawiny nie da się już zatrzymać, choć niepokojące jest to, że mimo nie mniejszej skali przewin niż miało to miejsce w przypadku kardynała Gulbinowicza, w naszych mediach cisza jak makiem zasiał. Wszyscy czujemy, że nie jest to jednostkowa aberracja, ale skala jest dużo większa.

Książęta Kościoła stają przed nami nadzy i nie jest to widok fajny. Niechęć do nich przechodzi z fazy chłodnej do bardzo gorącej. Prezes Kaczyński wezwał kilkanaście dni temu do obrony Kościoła, zapomniał jednak, że największym jej wrogiem są duchowni. Jako człowiek w przeszłości mocno z Kościołem związany, zadaję sobie pytanie: jak go obronić przed tym wszystkim, co wyprawiają mu biskupi i księża? Spiskowe teorie odkładam na bok, innym sugerując to samo. Nie można ślepo wierzyć tym, którzy swoim owieczkom sugerują, by postępowali jak automaty bez sumienia; na hasło: „To atak wrogów Kościoła!”, mają odrzucić argumenty skrzywdzonych.

Biskupi wymienili uczciwość na żetony milczenia, wierząc w to, że ugrają czas i bezkarność, a po swojej śmierci sarkofag w gorzowskiej Katedrze. Ten scenariusz musi zostać zburzony, bo obraz naszych biskupów ma sporo wad i defektów, a zza jego ozłoconych ram wystają brudne frędzle ukrywania ludzi złych. Sorry, Gregory, ale nie po to idą miliony z naszych podatków na remont Katedry, by pochować w niej później ludzi kryjących pedofilii. Amen.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x