Radni sejmiku, czy oni w ogóle istnieją?

22 września 2020, 20:26, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Sejmik to doskonała miejscówka dla politycznych wyg. Szkopuł w tym, że z obecności przedstawicieli Północy w lokalnym parlamencie, wynika bardzo niewiele. Ocenę utrudnia fakt, że publikują dużo zdjęć, które na poziomie politycznego teatru, czynią z nich osoby niezwykle aktywne i sprawcze.

Jak kania dżdżu łakniemy tego, by osoby, na które głosujemy, miały z nami, choć minimalny kontakt. Jeśli chodzi o radnych wojewódzkich, Lubuszanie od dawna ulegają zbiorowej hipnozie: o nic ich nie pytają i niczego od nich nie wymagają. Sejmikowa demolka oraz spór o rację bytu marszałek Polak, uświadomiły wielu osobom, że ktoś taki jak radny wojewódzki w ogóle istnieje. Trzy najbliższe lata, to dla nich piękna perspektywa; problemem jest zrozumienie ich przydatności.

Dla samorządowców są personami z innego wymiaru; tacy „fajnopolitycy”. Obszarów do pracy oczywiście nie brakuje, ale wielu z nich ma problem z przyporządkowaniem gminy do nazwiska konkretnego włodarza. Sejmikowi radni bywają u nich od wielkiego dzwonu, a konkretnie na dożynkach – o ile te odbywają się w czasie poprzedzającym jakieś wybory. Niektórych z nich trudniej spotkać w terenie niż wybrańców do Sejmu i Senatu. Ich siła sprawcza jest kpiną, a zaangażowanie i komunikacja z samorządami subregionu gorzowskiego, to już niemal szyderstwo. Niewielu burmistrzów i wójtów jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, w czym pomógł mu ten lub inny radny wojewódzki. Ale kto by się nimi przejmował, skoro oni sami swoją rolę w procesie zarządzania województwem postrzegają z przymrużeniem oka.

Północ regionu jest w sejmiku silna znanymi nazwiskami oraz ich doświadczeniem w polityce – byli parlamentarzyści, prezydenci, wojewodowie, a nawet ministrowie. Problemem jest to, że odcięli wszelkie cumy od bazy, i ostatecznie nie wiadomo, czy w sejmiku są za karę, czy w ramach rekompensaty za to, że nie załapali się gdzie indziej. Inna sprawa, że sejmik trawiony jest chorobą, która niszczy też parlament; radni pozbawieni są podmiotowości. Są trybikami bez znaczenia, a ich wartość dostrzegana jest dopiero w sytuacji rozchybotania, a więc kryzysu politycznego.

Może niektórzy zachodzą w głowę, po co pchać się do sejmiku, skoro prawie to samo można robić w Radzie Miasta. Odpowiedź jest prosta, tam można być głośnym jak w klasztorze kamedułów, a skuteczności i tak nikt nie zmierzy. Ich aktywność jest jak obraz „Upadek Ikara” Brugela: niby coś wielkiego, ale na obrazie widać tylko rolnika, rybaka, okręty i łodzie. Gdyby nie tytuł dzieła, nikt by nawet nie wiedział, że Ikar chciał cokolwiek osiągnąć. Popatrzcie, do czego doszliśmy – fatalne wrażenie robi fakt, że radni Hatka i Surmacz są w regionie gośćmi, ale udają troskę o region. Zresztą, wszyscy mają klawe życie, i żeby chciało im się raz lub dwa razy w miesiącu jechać do Zielonej Góry, otrzymują wysoką dietę. Dwa i pół tysiąca, to nie w kij dmuchał; do tego są jeszcze bonusy, gdy radny jest szefem lub zastępcą komisji, albo wiceprzewodniczącym sejmiku.

Niektórzy od lat praktykują technikę siedzenia na dwóch stołkach: w sejmiku oraz podległych władzom województwa instytucjom. Wszystko zgodnie z prawem, bo wystarczy nie być członkiem kierownictwa takiej instytucji, a jedynie pełnomocnikiem do spraw czegoś, co jest trudne do zweryfikowania. Ustawiają się w roli politycznych twardzieli, ale jednak na garnuszku marszałek województwa. Nie dziwi, że w takiej sytuacji, wiele pomysłów i wizji trzeba odłożyć na półkę, albo na święte nigdy.

Sceptyk powie, że przesadzam. Nie sądzę, bo w sytuacji sejmikowego przesilenia, gdy politycy z Południa chcą budować pozycję ” Trójmiasta (Zielona Góra, Nowa Sól, Sulechów), głos radnych z Północy powinien brzmieć donośnie. Idealizm podpowiada ponadpartyjne porozumienie „partii Gorzów”, ale to polityczne science fiction. Pewne jest to, że gdyby radni koalicji potrafili dbać interes subregionu i Gorzowa, jest szansa na przeciągnięcie lubuskiego sukna na stronę Warty. Problem w tym, że oni wszyscy są regionalnymi patriotami, którzy za Gorzów oddadzą życie, ale nie zaryzykują posady, towarzyskiej marginalizacji lub obietnicy przyszłości.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x