Komu bije dzwon gorzowskiej Katedry?

14 września 2020, 20:58, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Kościół w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej będzie miał odnowioną „matkę kościołów”, ale zderzy się ze starymi problemami. Sam remont był zadaniem prostym; o wiele trudniej będzie ponownie zapełnić ją wiernymi. Odrestaurowana wieża i cieplutkie podłogi, nie rozgrzeją religijnej żarliwości wśród mieszkańców.

Zdawałoby się, prosta sprawa, ale siłę starych problemów wzmacniają te nowe. Będą one porównywalne do czasów, gdy na Ziemiach Zachodnich tworzono polską administrację kościelną niemal od początku. Szanse, że w sensie duchowym gorzowska Katedra będzie tym samym miejscem, co trzy lata temu, są niestety bliskie zeru. To miejsce ważne dla wszystkich – wierzących i niewierzących, ale niekoniecznie jako inspiracja do przeżyć duchowych.

Tyle się zmieniło przez te trzy lata wokół Katedry. Nie tylko nawierzchnia nowego deptaka oraz mijające ją tramwaje, ale również mieszkańcy Gorzowa. Może społeczeństwo stało się bardziej prawicowe, bo wyniki PiS-u robią jednak wrażenie, ale nie jest bardziej religijne.

Nasz region, jeszcze przed pedofilskimi skandalami oraz koronawirusem, był najbardziej zlaicyzowanym w Polsce. Jest w czołówce województw, które uznawane są za najmniej religijne. Kościelne badania wskazują, że na niedzielną mszę uczęszcza tutaj mniej niż 30 procent mieszkańców. Te same badania pokazują, że do komunii przystępuje ich tylko 13 procent. Taki stan rzeczy ma swoje konsekwencje albo odwrotnie – są parametry, które wskazują, że nie ma dymu bez ognia. Lubuskie jest w czołówce rankingu regionów, w których małżonkowie najczęściej mówią sobie w sądzie „Arrivederci!”. To tutaj jest najwięcej związków, którym do życia nie jest potrzebny kościelny sakrament. Nie dziwi więc fakt, że w całej Polsce, to właśnie w Lubuskiem rodzi się najwięcej dzieci w związkach pozamałżeńskich.

Również pandemia nie pozostała bez wpływu na życie religijne. Ponad pięćdziesiąt procent wiernych nie wróciło po kwarantannie do kościołów. Nie wiadomo, jak będzie po trzech latach nieaktywnej Katedry. Możliwe, że pozostanie jedynie pięknym zabytkiem w centrum ładniejącego miasta.

To wszystko powoduje, że duchowni spotykający się w gorzowskiej Katedrze, nie powinni już mieć dylematu „czy”, ale „jak” powinien się zmienić Kościół w regionie wysuniętym najbardziej na Zachód. Dziś Lubuszanie mają wiele katedr i wielu pasterzy; nie muszą wchodzić do tej odrestaurowanej, aby posłuchać biskupów Lityńskiego, Dyczkowskiego lub Regmunta. Bez problemu znajdą swoją katedrę w internecie, a tam wysłuchają kapłana, który nie będzie się wdzięczył politykom za milion więcej, bo chce wymienić jeszcze ławki lub oświetlenie.

Rola księży po pandemii też została mocno ograniczona; bezpowrotnie utracili monopol na bycie przewodnikami duchowymi. Teraz muszą zawalczyć, chociaż o szacunek jako ludzie. Ze świeczką szukać w regionie księży na miarę Witolda Andrzejewskiego czy Tadeusza Kondrackiego. Albo kogoś takiego jak siostra Michaela Rak. Wystarczy rzut okaz z katedralnej wieży w kierunku Kłodawy: pięciu wikarych uciekło od proboszcza, który traktował ich gorzej niż bydło. Jeden targnął się na życie. Albo w drugą stronę, gdzieś w okolice Strażackiej, gdzie proboszczem do dzisiaj jest człowiek, który w czasach gdy religia była jeszcze w salkach katechetycznych, robił dzieciom rzeczy o znamionach tortur.

Katedra to miejsce, gdzie podczas święceń kapłańskich, odbywa się rytuał określany mianem homagium. Biskup Lityński pyta: „Czy mi i moim następcom przyrzekasz cześć i posłuszeństwo?”. To formuła feudalna, ale na tyle silna, że biskup jest pewien milczenia i posłuszeństwa, a kapłan może liczyć na dozgonną opiekę. To nie jest przepis na to, by gorzowska Katedra była czymś więcej, niż cennym zabytkiem nad Wartą. Najpotężniejszy baron narkotykowy Pablo Escobar również budował szkoły, szpitale, sierocińce i drogi. Też miał wiernych i oddanych aktywistów. Wszystko było parawanem dla czynionego zła.

Z wieży katedralnej widać też inne miejsce. To samo, gdzie przy eliminowaniu skażonych odchodów w czasach ptasiej grypy, na kościelną działkę, wbrew mieszkańcom, ale za duże pieniądze na rzecz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, wywieziono wszystko to, czego nie chciał składować nikt inny. Takich działek jest w regionie mnóstwo, a parafie wzbogaciły się o nie m.in. dzięki gorliwości ekswojewody gorzowskiego Jerzego Ostroucha, który pod koniec lat dziewięćdziesiątych, niemal wciskał proboszczom hektary po byłych PGR-ach. Dzisiaj parafie je dzierżawią lokalnym rolnikom, a niekiedy nawet zagranicznym korporacjom rolniczym.

Są więc sytuacje, które zabijają resztki wiary w to, że budynki takie jak Katedra, mogą być czymś więcej, niż tylko świadectwem historii oraz życia dawnych mieszkańców Landsbergu, a dzisiaj Gorzowa. Póki co, jest się czym cieszyć. Symbol miasta wraca do swojej świetności...


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x