Gdy wszyscy cukrują, potrzebna jest gorzka prawda

11 sierpnia 2020, 21:48, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Margot przyćmiła Madonnę, a obrona Częstochowy jest niczym, przy ataku na kierowcę furgonetki. Uwielbiamy wolność wyrażania opinii, ale tylko teoretycznie, i do jakiegoś czasu. To jest coś niesamowitego. Czuję się jak uczestnik biesiady z karafką La Fontine na stole albo jeszcze gorzej – jak Wolterowski Prostaczek, który rozumie coraz mniej.

Gdy wszyscy cukrują, potrzebna jest gorzka prawda. Z której strony, by nie usiąść, to promienie narracji mają inną barwę. Literatura dała odpowiedź, że zależy ona od perspektywy, i nie wyklucza tego, że rację mają wszystkie strony sporu. Dlaczego o tym piszę? „Mówię po prostu, co myślę” – rzekł Wolterowski Prostaczek.

Sprawa ostatnich protestów LGBT, a także poprzedzających je zajść, wydaje mi się bardzo ważna. Prognozuje spore zmiany, które dużymi krokami zbliżają się również do miasta nad Wartą. Tu również protestowano w obronie osobnika o pseudonimie „Margot”, a na ewent obok Katedry przyszło całe trzydzieści osób. Sprawa rozgrzewająca media i polityczną opozycję zgromadziła w mieście nad Wartą zaledwie garstkę aktywistów. Gdyby nie Szypiórkowski i jego piekarnia, byłoby więcej.

Ta awantura z LGBT jest odpryskiem kampanii prezydenckiej. Ludzie „dobrej zmiany” ślinili się w słowotokach, by przedstawić te środowiska w jak najgorszym świetle. Teraz grzeją się przy nich bezmyślni przedstawiciele partii opozycyjnych, których prawdziwy los i prawdziwe historie tych ludzi, nigdy nie obchodził. „Oni bawią i lansują się w telewizji, a my dostajemy za nich w du...ę” – powiedział mi znajomy gej.

Pozwólcie teraz, że wrócę do Margot. Swoją drogą, tak krzepką, zwinną i silną kobietę ostatni raz widziałem na gali judo u Grzegorza Biegańskiego. Dajmy sobie spokój z głupim pytaniem: kto i kogo sprowokował? Fałszywa troska o wartości rodzinne, podszyta katolickim sosem, jest tak samo „mądra”, jak obkładanie pięściami kierowcy z kontrowersyjnej furgonetki. Kunktatorskim milczeniem Kościoła, należy się brzydzić tak samo, jak fascynacją posłanek lewicy nad „nowym Wałęsą” obu płci. Zagadką pozostaje fakt, że jednym wolno więcej, a innym mniej, bo łatwo można zostać osobą nietolerancyjną.

Niebywałą hipokryzją wykazały się w powyższym temacie media głównego nurtu. Te same, które oburzały się z powodu agresji jasnogórskich pątników na widok reporterów ze stacji komercyjnych. „Moherowe berety” w ustach premiera Tuska, to była błyskotliwa analiza, ale określenie „aktywiści LGBT” jest już występkiem. Określanie wyborców PiS-u biomasą, nieukami, ciemnogrodem i sprzedawczykami za 500 plus, jest jak najbardziej w porządku. Podobnie jak ubieranie figur Chrystusa w tęczowe flagi. Grzeszą policjanci, którzy aresztują człowieka pod zarzutem napaści.

Gazeta Wyborcza rzuciła się na prezydenta Poznania, wielkiego propagatora „Marszów Równości”, tylko dlatego, że wieszanie tęczowych flag na symbolach religijnych uznał za niestosowne. Rozmawiam ze wszystkimi, a szczególnie ludźmi lubuskich partii opozycyjnych. Oni boją się powiedzieć lub napisać w temacie cokolwiek, bo z miejsca spotka ich hejt i brutalne ataki.

Trochę futurologii. Mam pewne wątpliwości. Środowiska bliskie dzisiaj PiS-owi, tak bardzo cieszące się z silnej ręki ministra Ziobro, powinny zdawać sobie sprawę, że zmiany są nieuchronne, niestety. To, że dzisiaj w imię walki z LGBT grzywnę lub areszt zaliczy ten, lub inny, oznacza tylko tyle, że za kilka lat masowo będą je dostawali ludzie nazywający rzeczy po imieniu. Podskórnie czuję, że przyszłe ramy wolności słowa, z czego śmiać się można, a z czego nie można, wyznaczą nam ci wszyscy, którzy dzisiaj obśmiewają zwyczaje i tradycje, a nie ci wszyscy, którzy nieudolnie i agresywnie ich bronią.

To nie musi się wydarzyć, ale potrzebna jest zgoda co do tego, że za poglądy oraz ich wyrażanie – jeśli mieszczą się w pewnych ramach, karać nie powinno się nikogo.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x