Kłótnia o grata spod gorzowskiego szpitala

14 czerwca 2020, 21:43, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Wielu zakrzyknęło: „Nareszcie!” Radość trwała krótko, bo chwilę po zamalowaniu baneru z rozerwanymi płodami, pojawił się nowy, a potem następny. I tak w koło Macieju. To się robi już tragikomiczne: jedni za nic mają odczucia innych, inni owoce pseudointeligencji słusznie zamalowują, a jeszcze inni uważają, że temat w ogóle nie istnieje.

Teoretycznie utknęliśmy pomiędzy młotem a kowadłem: wolnością wyrażania opinii oraz poglądów, a także zgorszeniem i brakiem szacunku dla odczuć innych. To nie jest spór tylko o ikonografię, ani nawet event jednej lub drugiej strony. Na banerze znajduje się lapidarny napis: „W gorzowskim szpitalu wojewódzkim zabijają dzieci nienarodzone”. Aż tyle albo tylko tyle.

Prezesi szpitala nie muszą odróżniać V Symfonii Beethovena od utworów Zenka Martyniuka, prac Banksy’go od malunków na drzwiach szpitalnej toalety, ale odróżnienie reklamy od prowokacji i zarzutu, że kierują placówką w której „zabijają dzieci nienarodzone”, nie powinno im sprawiać problemu. Ludzie zachodzą w głowę, czy warto się leczyć w szpitalu, skoro dzieją się tutaj tak bestialskie rzeczy. Może nie dzieją, ale nikt temu oficjalnie nie zaprzecza, a milczenie wydaje się aprobatą.

Każdy przytomny menadżer szpitala albo chociaż jego zwierzchnik w osobie marszałek województwa, wie doskonale, że taka propaganda pod drzwiami placówki zaufania publicznego, jest nie do zaakceptowania. Gdyby podobna furgonetka stanęła pod dowolnym gabinetem ginekologicznym, właściciel miałby proces. Oczywiście pod warunkiem, że zarzut byłby nieprawdziwy.

To prawda, właściciel samochodu Kazimierz Sokołowski, ma prawo do osobistych przekonań, i nic nam do tego. Nie ma prawa do epatowania obrzydliwą ikonografią postronnych, a jeśli „w gorzowskim szpitalu wojewódzkim zabijają dzieci”, powinien powiadomić o tym prokuraturę. Jeśli kłamie, zawiadomienie organów ścigania oraz stosowny proces cywilny, powinny zainicjować władze szpitala.

Osobista przyjaźń z właścicielem furgonetki, jeszcze z czasów antykomunistycznych młodzieżówek, nie może być alibi dla bezczynności. Sokołowski to postać ciekawa i barwna, ale w sensie politycznym żywa skamielina. Nie stygmatyzuję, ale wydaje mi się, że temu zasłużonemu w walce z komunizmem aktywiście, byłoby lepiej w wiosce Amiszów, niż w Gorzowie. Trudno odmówić mu osobistej uczciwości, ale na zewnątrz buduje opowieść grozy. Porusza się w świecie odrealnionym, a w polityków innych niż nacjonaliści, wali na odlew.

Wszyscy plus minus wiedzą, że właściciel furgonetki ma więcej banerów, niż Stanisław Czerczak pojemników ze sprayem. Pojedynek ma coś z Gombrowiczowskiego pojedynku na miny, przy czym to Sokołowski gwałci nasze poczucie smaku — nie tylko przez uszy, ale obrzydliwą furgonetką, którą może sobie postawić na „Szańcu”, ale nie powinien tego robić pod szpitalem.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x