Jak Bartek ugościł prezydenta i wkurzył kibiców

31 maja 2020, 21:37, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Nasz mistrz speedway’a w kampanii parlamentarnej nieskutecznie unikał osiodłania przez senatora. Teraz dał sobie nałożyć uwiąż przez PiS-owskich sztabowców. Nie wierzgał, skoro siano na niego wyłożyła wcześniej państwowa spółka.

W pierwszej części „Ojca Chrzestnego” grabarz prosił o pomoc i nie odszedł z kwitkiem. „Ile to będzie kosztowało?” – dopytywał. „Kiedyś może się zdarzyć, że poproszę pana o przysługę” – odpowiedział Don Corleone. W przypadku mistrza Zmarzlika i jego wsparcia przez państwową spółkę schemat był bardzo podobny. Wierzyciele na okazję czekać nie musieli długo, a idea mało oryginalnego widowiska z prezydentem Dudą i mistrzem ze „Stali”, wisiała w powietrzu od kilku dni.

Złowrogie pomruki sponsorów o proweniencji innej niż obecny lokator Pałacu Namiestnikowskiego, już od rana próbowali neutralizować klubowi działacze, ale wychodziło to cienko. Tym ruchem Zmarzlik pojechał nie po bandzie, ale wprost na ścianę, krzycząc do niej, aby się przesunęła. Niechlubna będzie jego karta w historii, bo w Gorzowie ludzie PiS wolą koszykówkę od speedway’a. Brak jakiegokolwiek symbolu „Stali Gorzów”, to również sygnał dla obecnego kierownictwa klubu i trzeba to czytać tak, że transfer Zmarzlika jest już właściwie przesądzony.

Kto kogo robi w konia? Zmarzlik władzę, reperując swój budżet państwowymi dotacjami w zamian za „misiaczki” z politykami PiS, czy ci ostatni, cynicznie wykorzystując młodych słabo zorientowanych politycznie sportowców? Nie da się porównać żużlowca z Gorzowa do klasy Roberta Lewandowskiego, ale ten ostatni od zawsze dbał nie tylko o budżet, ale również osobisty wizerunek. Zmarzlik wszystko postawił na jedną kartę i jest to chyba domena wszystkich, którzy boją się, że ich status finansowy będzie kiedyś taki, jak w momencie rozpoczęcia kariery.

Ostentacyjne wsparcie prezydenta Dudy na własnej posesji, a także wiszący w powietrzu transfer znad Warty w inne rewiry żużlowego świata, to nie fantasmagoria. To może być początek procesu dopełnienia niszczenia klubu żużlowego, który miał być czymś wspólnym dla wszystkich, a od lat rozszarpywany jest przez polityków i „pieczeniarzy”. Który to już raz muszę pisać, że największym wrogiem Gorzowa nie jest nikt na zewnątrz, ale sami gorzowianie.

W Stanach Zjednoczonych robienie sobie misiaczka przez celebrytów i polityków ma swoją tradycję, a nawet nazwę: endoresement. Różnica polega na tym, że to celebryci finansują polityków, a nie odwrotnie. Nie ma więc podejrzenia, że wsparcie jest interesowne i ma coś z najstarszego zawodu świata.

Co dalej? Moja wyobraźnia nie daje sobie rady z tym że dla sportowca na starcie ważny jest relaks i wyciszenie, a tego może zabraknąć, gdy konkurent na dwie sekundy przed startem rzuci mu przez zęby: „Ty PiS-owski sprzedawczyku”. Chamskie i niesprawiedliwe, ale krew się wzburzy. Tak jak wzburzyła się w tysiącach kibiców i sponsorów na widok gościny, jaką Bartek zgotował „Adrianowi”...


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x