Czy się stoi, się leży, kilka stówek się należy

2 maja 2020, 18:36
Jak okiem sięgnąć, szerzy się w naszym życiu publicznym prywata i "załatwiactwo". Maski opadły także gorzowskim radnym, a ich wzniosłe hasła o służbie publicznej okazały się wydmuszkami. Oto zagwarantowali sobie sto procent rajcowskiej diety na wypadek, gdyby musieli przebywać na zwolnieniu lekarskim.

Tak właśnie mało atrakcyjną nudę kwarantanny rozwiali nasi wybrańcy. Setki lub nawet tysiące gorzowian tracących właśnie pracę, którym dochody z powodu epidemii zmalały lub zostali ich pozbawieni, mogą poczuć dumę z faktu, że ich samorządowi przedstawiciele krzywdy mieć nie będą. Z tej uchwały wyłania się rozpaczliwy obraz kolejnej już Rady Miasta, która rzadko kiedy potrafi zaskoczyć pozytywnie. Radni zagwarantowali sobie finansową kroplówkę na wypadek choroby, chociaż dieta nie jest wynagrodzeniem, a jedynie rekompensatą za utratę dochodów w zakładzie pracy.

Nie wszyscy jednak pracują zawodowo. Głównym orędownikiem, takim „spirytus movens” tego przedsięwzięcia, był doświadczony i zasłużony przewodniczący Kaczanowski. Dla młodszych radnych powinien być autorytetem jak mistrz Jedi, a stał się uosobieniem czasów dobrze mu z życia w PRL-u znanych: czy się stoi, czy się leży, stówka się należy. Jego wystąpienia w sprawach społecznych wyglądały jak "memlolenie bezzębnego starca”, ale było to bardzo autentyczne i wiarygodne. Teraz ten wiarus gorzowskiego samorządu pokazał ciągoty szulerskie, wchodząc w buty człowieka, który dla kilku złotych dodatkowo w czasie choroby i nicnierobienia, poświęci cały swój dorobek.

Rzeczową krytykę uchwały podjęła Marta Bejnar-Bejnarowicz, ale reszta w brawurowych ślinotokach o wyższości stówki nad honorem, czekała na decyzję. Z ust przewodniczącego padły nawet nikczemne słowa: „Radni są takimi samymi ludźmi jak wszyscy”. Chyba nie, bo żadnych innych ludzi przed zwolnieniem lub obniżeniem wynagrodzeniem nie chroni ustawa.

Jedno jest pewne. Po tej akcji z dietami za nicnierobienie większa połowa radnych nie będzie już musiała płacić za swoje karykatury, ponieważ sami się nimi stali. Bycie radnym było kiedyś zaszczytem i aktywnością dla dobra publicznego. Sęk w tym, że sprawy oczywiste kiedyś, przestały być oczywiste dzisiaj. Banał, że do Rady Miasta nie idzie się dla pieniędzy, jest dzisiaj opinią niemal wywrotową.

I tu docieramy do najważniejszej lekcji ostatnich lat, ale również wynikającej z tej uchwały. Trzeba mieć nadzieję, że w obliczu epidemii, mocno obniżył się u gorzowian próg tolerancji dla mowy trawy, politycznego cynizmu i dla polityków, którzy go praktykują. Przez najbliższe lata trzeba zatkać nos i tolerować dużą ilość „gołodupców” w Radzie Miasta, ale nie później. „Wojny niewypowiedziane” – to stwierdzenie profesora Brzezińskiego, ale chyba właśnie wchodzimy w etap, że trzeba się z klasą polityczna policzyć.

Akcja z dietą jest moralnie wątpliwa, społecznie szkodliwa, a politycznie nonszalancka. Znamy się z tymi wszystkimi politykami od wielu lat, a jednak ich wybieramy. Potem musimy słuchać podobnych do Klaudii Jachiry, która wali między oczy: „Może nie jesteśmy doskonali, ale to wy nas wybieracie”. Nic dodać. Nic ująć.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x