Wiwat! Wiwat! Niech żyją oni...

30 marca 2020, 15:37, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Medialne pożary roznieca wyobraźnia o tych, którzy rzekomo nie mogą wykonać testów na koronawirusa. Najbardziej brawurowe tezy głosiły, że rządzący robią to z premedytacją, by nie wzrastała oficjalna krzywa zachorowań. To teza nieprawdziwa i niebezpieczna.

Sęk w tym, że nie ma sensu poddawania testom ludzi zdrowych oraz takich, którzy cudzoziemca widzieli tylko w kebabie lub telewizji. Do całości obrazu dodajmy, że gdyby testom na obecność koronawirusa poddać się chcieli wszyscy, to szansa na potwierdzenie go u chorych, byłaby bliska zeru.

Nie ma nic lepszego niż formułowanie opinii na podstawie osobistych doświadczeń. To taka rytualna fraza, gdy chce się opowiedzieć o czymś, co było powodem irytacji lub ekscytacji. Mnie do śmiechu nie było, ale gorycz strachu o możliwość zarażenia osłodził profesjonalizm służb epidemiologicznych oraz wspaniała postawa pielęgniarek i lekarzy gorzowskiego szpitala.

A było tak. Ni stąd, ni zowąd dopadły mnie dolegliwości, które mogły być konsekwencją kontaktów z osobami z Włoch, Hiszpanii i Meksyku. Wszystko było jak zawsze: o zdrowie dbam, hipochondrykiem nie jestem i wolę lekarzom nie przeszkadzać, gdy pomocy udzielić sobie mogę sam. Ale nie tym razem, o nie. Lekko mówiąc, telefon do Sanepidu był dla mnie tym, czym koło ratunkowe dla topielca.

Nie wiem, skąd ludzie biorą te niesprawiedliwe opowieści. Po pierwsze, na telefon dyżurny Sanepidu dodzwoniłem się bez problemu, a stamtąd przekierowano mnie do kontaktu ze szpitalem zakaźnym. Tutaj pełen profesjonalizm. Pierwszorzędna obsługa pielęgniarek i kapitalne diagnozy lekarza. Nieprzyjemne czynności z wykonaniem testu i „c’est la vie”.

Nie byłbym jednak sobą. Podejrzliwość wyssałem z mlekiem matki i piwem taty. Byłem przekonany, że to pic na wodę fotomontaż. A jednak nie. Po pierwsze telefon po badaniu, a w końcu kontakt Sanepidu z informacją o tym, że moje zdrowie zostaje bez korony i wynik jest ujemny.

Wiwat! Wiwat! Niech żyją nam służby medyczne ze szpitala, ale również pracownicy Sanepidu. Łatwo przychodzi krytyka, nie często lubimy chwalić. Dziś jest jasne, że gdyby nie pielęgniarki, ratownicy medyczni, sanitarni urzędnicy oraz lekarze, nasze poczucie bezpieczeństwa byłoby znacznie mniejsze. Ta historia pozwoliła mi bliżej przyjrzeć się ich pracy i docenić to wszystko, co dotychczas znałem z teorii.

Śpieszmy się szanować tych, którzy nam pomagają, ponieważ im wcale nie jest łatwo. Pierwszy krok to nie zawracać głowy, gdy nie trzeba. Pod szpitalem było mnóstwo takich, którzy robili to kilka razy w tygodniu


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x