Podróbki z Chin i koronawirus z Zielonej Góry

9 marca 2020, 21:37, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Koronawirus na początek zaatakował w Zielonej Górze. Przypadek? Powinniśmy mieć duże wątpliwości. Fakt, iż nawet w tej kwestii „Falubaz” był pierwszy, spijając promocyjną śmietankę, z jednej strony potwierdza nasze obawy wobec tego miasta, a z drugiej – wywołuje uzasadnione refleksje na temat tej epidemii.

Nic dodać i nic ująć. Pojawienie się pierwszego przypadku koronawirusa w Winnym Grodzie powinno nam dać wiele do myślenia. Przecież my rdzenni gorzowianie od dawna wiedzieliśmy, że stamtąd nic dobrego przyjść nie może. Moi rozmówcy z sauny na „Słowiance” mają najpewniej rację: gorzowianie za swoje już dostali podwójnie. Najpierw wybierając sobie wójta na prezydenta, a potem pożarem katedralnej wieży. Teraz nadszedł czas na Zieloną Górę.

A jak przyjdzie do nas? Nie wywołujmy wilka z lasu. Nawet gdyby, to Warta od tego nie wyschnie, Zmarzlik nie odejdzie, a tramwaje w końcu ruszą. Ewentualną gorycz powinien nam osładzać fakt, że turyści omijają zielonogórski deptak i może przyjadą zobaczyć gorzowskie bulwary.

Póki co, pół Gorzowa zastanawia się, czy region i miasto jest przygotowane na nadejście koronowirusa. Drugie tyle sprawdza temperaturę i podgląda pasażerów autobusów z TPV, czy przypadkiem któryś z nich nie zakaszlał. Tymczasem, chyba warto wszystkich oświecić: koronawirus raczej nikogo w Gorzowie nie zabije. Znacznie większe jest ryzyko, że zrobi to jakiś pijany kierowca lub bandzior spod nielicznych nad Wartą budek z piwem.

Mimo to nawet na prowincji poczuliśmy się częścią globalnego kataklizmu, który nadchodzi do nas z Chin. W naszym przypadku jest nawet gorzej i znamy winnych, bo jeśli wirus w końcu się pojawi, to wiadomo gdzie miał swój początek i jak wiele złego stamtąd doświadczyliśmy. Z Chin przylatywały chociaż podróbki, a z Zielonej Góry dostawaliśmy figę z makiem. Teraz oni dostali oryginał prosto z niemieckiego Essen i wszystko w czasie, gdy Zmarzlik dostał kontrakt od Orlenu.

Czy najważniejsi politycy w Lubuskiem zdają w tej sytuacji egzamin? Trudno powiedzieć, bo na pierwszą linię frontu wybił się konflikt pomiędzy marszałek i wojewodą. Oboje nadają na siebie farmazony i za dużo w tym polityki. Bardzo źle, gdy poważne zagrożenia epidemiologiczne wykorzystywane są do celów politycznych. Pocieszeniem jest to, że obciach robi jedna i druga strona. Do opinii publicznej przebiły się dwie prawdy i nikt nie wie, która jest prawdziwsza.

Jasne może ktoś powiedzieć, że robię sobie przysłowiowe jaja z poważnych rzeczy. Wyjaśniam więc na poważnie: większym zagrożeniem są dla nas nieodpowiedzialni politycy niż koronawirus. Ten ostatni przeminie, oni pozostaną.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości