Mija kolejny rok i oby nie nadszedł ten najgorszy

29 grudnia 2019, 18:15, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Rok to dużo i wiele może się w tym czasie wydarzyć. Wiele też się wydarzyło. Chapeau bas za wszystkie remonty: te skończone, przeciągające się oraz właśnie inicjowane. Licząc ostrożnie, w rok 2020 wchodzimy z opóźnieniami we wszystkich obszarach.

Nie ma sensu u progu kolejnego roku dyskutować o eksmisji Jacka Wójcickiego z Ratusza, ponieważ to zaledwie jedna piąta całej kadencji. Nawet jeśli ktoś jest poirytowany, bo nieudolność magistrackich urzędników dotknęła go osobiście, ma lepszą wizję i zgadza się z tym, że pewne reguły w mieście umarły, nie jest to jeszcze czas na polityczną szarżę.

Owszem, jest obawa, że obudzimy się z ręką w nocniku, jeśli nie uświadomimy sobie, że za mało mówimy nad Wartą o przyszłości Gorzowa, dla której wylewany beton i asfalt są bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Może zabrzmi to dziwnie, ale wszystkie opinie o mieście konstruowane są w oparciu o tezę, że nasze miasto będzie się tylko rozwijało. Nikt nie dopuszcza scenariusza, w którym będzie jeszcze gorzej niż jest. Tymczasem, postrzeganie miasta nad Wartą tylko przez różowe okulary nie daje pełnego obrazu i tylko w minimalnym stopniu opiera się na faktach.

Biorę więc byka za rogi i zaczynam od faktów. W ciągu roku gorzowskie media publikują rozmaite rankingi oraz raporty, które są mniej lub bardziej kolorowymi ilustracjami miasta w różnych dziedzinach jego życia. Wiemy już, że jeśli ocenieni zostaliśmy dobrze, to była euforia i ratuszowe orgazmy. Papierowy tygrys znad Warty napina wówczas muskuły i wydaje donośny ryk. Skandalicznie niedocenieni czujemy się wtedy, gdy wypadamy słabiej niż inni. Tak jest niestety najczęściej.

Piąty rok z rzędu Gorzów zajął ostatnie miejsce w rankingu „Wspólnoty” w kategorii dochodu na mieszkańca, co czyni nas najbiedniejszą stolicą regionu w Polsce z dochodem 4183 złote, przy 4716 w Zielonej Górze. Nie ma się z czego cieszyć w kontekście badania reputacji miast, które kolejny raz przeprowadziła w 2019 roku fundacja „Premium Brand”. Wyszło z nich, że Gorzów jest miastem mało atrakcyjnym i niewartym odwiedzenia. Jeszcze bardziej dramatycznie wypadliśmy w „Rankingu Europolis” fundacji Schumana: Gorzów okazał się miastem nie dla młodych, plasując się nawet za Suwałkami, Wałbrzychem czy Jelenią Górą.

To dopiero początek jazdy po poręczy, na której mnóstwo wystających gwoździ. Według Financial Times i jego raportu „Polskie Miasta Przyszłości” jesteśmy miastem „efektywnym kosztowo”, co przekłada się na niższe niż w innych częściach Polski koszty funkcjonowania, ale mniej przyjaznym dla biznesu od Zielonej Góry. I na koniec dane Głównego Urzędu Statystycznego, z których wynika, że wysoko uplasowaliśmy się pod względem przestępczości, choć pocieszające jest to, że z wynikiem lepszym niż Zielona Góra.

Czy można znaleźć jednego winnego takiego stanu rzeczy? Napiszę z animuszem: nie! Ten ostatni, jak w starej anegdocie o socjalizmie, rozwiązuje na co dzień problemy, które sam stworzył – inwestycje, braki kadrowe oraz osobisty brak wizji miasta. Obarczenie odpowiedzialnością za powyższy stan rzeczy tylko prezydenta Wójcickiego byłoby nieprawdziwe i niesprawiedliwe. Aktem oskarżenia nie da się objąć tylko Jędrzejczaka, który obecnie zamiast wsparcia podstawia mu nogę.

Kto gorzowską politykę obserwuje od dawna, ten doskonale wie, że sprawami miasta wcale nie zajmują się umysły najtęższe i ludzie najlepsi. Wielu z nich nie próbuje nas nawet przekonać, że chodzi im o cokolwiek innego, niż miłość do słowa „dieta”. Wiem, to opinia mocno krzywdząca w dwójnasób. Po pierwsze uogólnienie, które nie dotyczy wszystkich. Po drugie, jest bezczelnością z mojej strony krytykować kogoś za to, że wyraża miłość do czegoś.

Nieuchronnym skutkiem procesów, o których piszę, jest niestety powolne urzeczywistnianie koncepcji „w sam raz”. Wystarczyło posłuchać biedadyskusji radnych Pieńkowskiego, Anackiego, Kaczanowskiego, Wojciechowskiej i Surowca na sesji budżetowej Rady Miasta. Te hasełka, przebłyski troski o miasto i bon moty z felietonów gorzowianin.com, by poczuć skalę gorzowskich deficytów. Deficyt jest poważny – nie rozmawiamy o mieście za 10-20 lat. Problem w tym, że zmęczeni życiem i myśleniem ludzie nie przeczytają tego tekstu, bo jest za długi, bez ich cytatów oraz nie dotyczy tego, co oni będą z tego mieli.

Na szczęście czytelnicy portalu, nawet jak się nie zgadzają, to o tych sprawach myślą na poważnie. Rok minie szybko i oby nie nadszedł ten, gdy nad Wartą nie będzie już ani dużych montowni, ani drobnych przedsiębiorców, do których władze miasta obróciły się plecami.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x