Chcę przemówić ludzkim głosem

20 grudnia 2019, 22:43, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Okres świąteczny ma to do siebie, że wszyscy łagodniejemy. Nie dziwota, skoro nawet zwierzęta w Wigilię mówią ludzkim głosem. Wierzcie lub nie, ale dzisiaj postaram się być miły i mało zgryźliwy.

Dosyć z rzadka zdarza mi się pisać o lokalnej władzy dobrze. Nie raz i nie dwa kipiałem na prezydenta Wójcickiego inteligentnym gniewem, ale pomysł krytykowania go za wszystko, jest po prostu głupi. Wielu innych też staje na głowie, by mu ciągle coś zarzucić. Najciekawsze jest to, że najmniej przejmuje się tym zainteresowany. Stanowi twardy orzech do zgryzienia dla autorów krytyki, bo nawet jak nic nie idzie jak po przysłowiowym maśle, to po prezydencie spływa jak po kaczce.

Jestem młody, ale pamięć mam chyba ułomną, bo nie mogę sobie przypomnieć prezydenta, który nie byłby krytykowany za wszystko. Z oczekiwaniami wobec kolejnych włodarzy zawsze było tak samo, jak z dziurami w VIP-owskiej loży na stadionie „Stilonu”. Zatkali jedną dziurę, czyli spełnili obietnice środowiska, partii lub osiedla, a tu zaczęło cieknąć przez dziesięć innych. Ani Woźniakowi, ani Jędrzejczakowi, a tym bardziej Wójcickiemu, nigdy wiatr nie wiał w żagle. Nigdy nie było też „flauty”, a raczej sztormy, silne burze i pioruny.

Tym bardziej smuci fakt, że panowie nie potrafią ze sobą rozmawiać, skoro w święta rozmawiają nawet zwierzęta. Nie chodzi o to, żeby sztucznie pudrować różnice, ale ich brak dialogu to prawdziwa gwiazdka z nieba dla kolegów z Zielonej Góry. W pisaniu historii gorzowskiej głupoty udział ma wielu i nie są to tylko politycy, ale czas na to, by ten romans z głupotą i narcyzmem w końcu się skończył. Za okręt o nazwie Gorzów odpowiada nie tylko obecny włodarz miasta, ale również jego poprzednicy, a nawet ci wszyscy, którzy w potylicy głowy myślą o prezydenturze. Dzisiaj ten okręt płynie i łapie unijny wiatr w inwestycyjne żagle, ale może przyjść czas, że pojawią się dziury trudne do załatania.

Szkoda, że w wyniku osobistych animozji tracą z oczu to, co ważne. Przykład pierwszy z brzegu: ulica Kostrzyńska. To nie Wójcicki jest winien, że inwestycja się ślimaczy, ale miłośnicy paprotników, którzy dzisiaj w paprociach powinni się schować. Moja miłość do Jędrzejczaka jest trochę ślepa, ale nie jest upośledzona: wiem jednak, że jego koncepcja dwupasmówki była lepsza. Inna sprawa, że nikt nie mógł przewidzieć drastycznego wzrostu cen. Mój rzut oka na Kostrzyńską nie jest przypadkiem, ponieważ jechałem tą drogą i wrażenie robi nie tylko asfalt, ale zagospodarowanie pobocza. Szukający niegdyś dziury w całym, mają powód do wstydu. Wypisz wymaluj jak ci, którzy przed laty oprotestowywali budowę „Słowianki”, drogi przez Park Kopernika, bulwarów nadwarciańskich czy filharmonii.

Tak to się jednak utarło nad Wartą, że głównym zajęciem tych wszystkich, którzy nie są prezydentami lub prezydentowi politycznie bliscy, jest krytyka. Grają na faul, dbając o formę w uprawianiu miejskiego zdziczenia, a my możemy się pocieszać, że robią tak nie wszyscy. Nawiasem mówiąc, ci ostatni są marginesem i widać to chociażby po liczbie uczestników programu „Bohater Gorzowski”. Setki aktywnych działaczy sportowych, ludzi prowadzący fundacje i stowarzyszenia, bezimiennych aktywistów przy parafiach, a nawet kilku radnych bez parcia na radiowy mikrofon i nowe studio Telewizji Gorzów. Ich entuzjazm i zaangażowanie bywa zaraźliwe.

Na tyle koniec oczekiwań i pochwał, bo publicysta taki jak ja, bardziej nadaje się do roli diabła, niż anioła. Tak po prostu, nie da się mnie przerobić w anioła, nawet gdybym chciał być tak postrzegany. Ludzkim głosem pisać potrafię, ale z publicystycznymi rogami mi do twarzy.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x