Na pochyłą Wojciechowską wszystkie kozy skaczą.

8 grudnia 2019, 22:46, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Za sprawą mocnych słów eksdyrektora filharmonii znana radna została wzięta w dwa ognie. Płaci rachunki za swoją działalność, wypowiedziane słowa i stosunek do ludzi. Bardzo jestem ciekaw, czy krytykując nie zapomnieliśmy, że zrobiła dużo dobrego.

Jak dla mnie, ekscentryczna radna od zawsze była nad Wartą kimś w rodzaju „świętej jawnogrzesznicy”. Jedni ją uwielbiają i podziwiają, inni wszystkiego jej zazdroszczą, a jeszcze inni po prostu jej nienawidzą. Postulat jej kanonizacji za życia konfrontuje się z tym, aby rzucić na nią anatemę.

Problemem na dzisiaj jest to, że widzimy głównie „jawnogrzesznicę”, a w mniejszym stopniu „świętą”. Łamigłówka z tą radną nie ma dobrego rozwiązania, ale mówienie o niej tylko źle, jest dużym uproszczeniem. W tym mieście mówi i pisze się źle o wszystkich funkcjonujących publicznie: o mnie, o was drodzy czytelnicy i dziesiątkach innych, którzy robią rzeczy ciekawsze, niż zgłębianie Neflixa.
 

Owszem, popełnia błędy. A kto ich w Gorzowie nie popełnia? Leniwi radni, zadufani w sobie działacze partii politycznych czy „geszefciarze” na publicznym? Nikt nie jest tak zły lub beznadziejny jak o nim piszą i mówią ani tak dobry, jak chciałby, aby o nim myślano. Nie ona jedna ma problem z zejściem ze sceny i widać to dobrze na przykładach byłego prezydenta, senatora Platformy Obywatelskiej i przewodniczącego Rady Miasta.

Poza dyskusją, zasługą radnej Wojciechowskiej jest re definicja pojęcia dobrego smaku. Jest głośna i kontrowersyjna, ale znam nad Wartą takich, którzy gorsze rzeczy robią po cichu, w białych rękawiczkach oraz udając niewiniątka. Wiemy o nich i oni wiedzą, że my wiemy, ale cieszą się mirem nieskazitelnych, więc trzeba milczeć. Tymczasem, na pochyłą Wojciechowską wszystkie kozy skaczą. Ta radna, czasami alpinistka obciachu, nigdy nie przegoni himalaistów cynizmu i zakłamania, którzy aktywność za free mają za nic.
Będę jej adwokatem i powiem wprost: nie umiem sobie wyobrazić Gorzowa bez osobowości pokroju Wojciechowskiej. Kiedy młodzi radni i aktywiści biegają wokół „temacików”, które równie szybko się pojawiają, jak znikają, ona konsekwentnie od kilkunastu lat organizuje kongres kobiet, konferencję „Bezpieczne wakacje” czy świąteczne prezenty dla najuboższych. Nie raz kiedyś pod telewizję lub dla foty na Facebooku, ale kilkanaście lat i często bez mediów. Dlaczego? Bo mediom już spowszedniało.

Do całości dodajmy, że jest w mieście wielu, których bohaterka felietonu obraziła, ale znacznie więcej jest tych, którym pomogła i jako jedyna podała pomocną rękę. Lista jej wrogów jest długa, ale nie dłuższa od tej z wdzięcznością. Słowa dyrektora były przysłowiowym gów...m rzuconym w wentylator, ale nie jest też tak, że opryskały w mieście wszystkich innych społeczników. Oni już dawno postulowali, by w tej dziedzinie otworzyć okna i wpuścić świeże powietrze, a nie tylko „Czystą wodę”.

A jednak coś mnie wkurza. Dość rozpowszechniona jest nad Wartą opinia, że aktywni są tylko ci, którzy robią wokół siebie dużo szumu. Pomysł bardzo naciągany, ponieważ w mieście są setki innych osób, które nie biegają ze wszystkim do mediów, ale robią rzeczy wielkie i wspaniałe. Od Urszuli Niemirowskiej z „Pozytywki” i aktora Cezarego Żołyńskiego, przez Augustyna Wiernickiego, Katarzynę Miczał czy Stanisława Czerczaka z „Codexu”, a na setkach innych działaczy sportowych, kulturalnych i społecznych kończąc. Błędy popełnia każdy, a kubeł zimnej wody przydaje się każdemu, nawet Grażynie Wojciechowskiej.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x