Zwijanie miasta zamiast jego rozwijania

27 października 2019, 08:50, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Wciskanie kitu, to najbardziej mi znana dyscyplina, w jakich prezydent Gorzowa zawsze wypadał lepiej od innych. O jego braku rozumienia spraw miasta mówią nawet urzędnicy.

Tych kilka linijek będzie o tym, co na sto procent już miało być, ale zaistniało tylko na poziomie werbalnym. Mam poważne przekonanie graniczące z pewnością, że nad Wartą dobra pamięć jest sierotą. Nie widać, by dziennikarze kolejny raz cytujący włodarza miasta, sięgali do tego, co mówił rok, dwa i cztery lata wcześniej. On tę sytuację ochoczo wykorzystuje: dzisiaj powiem, aby ładnie wyglądało, a za miesiąc i tak wszyscy zapomną. Taka kalkulacja towarzyszy właściwie wszystkim bulwersującym wydarzeniom w mieście.

Pal licho, że nikt nie pamięta jego opowieści o Cerrefurze, Leroy Merlin czy Auchanie na deszczniańskich polach. To opowieści prehistoryczne i pamiętają je tylko czytelnicy z długimi brodami. Teraz sprawa jest poważniejsza i wbrew jego słowom, Gorzów to nie jest taka sama gmina jak Deszczno, tylko trochę większa. Prezydent zderza się czołowo z konsekwencjami zaniechań z pierwszego roku urzędowania, kiedy to postanowił na siłę korygować pomysły poprzednika. To jeszcze nic. Największym dramatem było to, że z rzeszą nawiedzonych aktywistów, zaczął je konsultować. Konsultacje poprzedziły konsultacje o konsultacjach i nie jest to publicystyczna hiperbola.

Złą passę rozpoczęło rondo na Walczaka, a potem problemy były ze wszystkim. Efekty są widoczne gołym okiem. Oprotestowana alejka na Staszica jest taka sama jak w czasie gdy paradowała po niej Marta Bejnar-Bejnarowicz w kasku budowlańca w 2014 roku. Kostrzyńska będzie przypominać drogę z Bogdańca do Gostkowic. „Terminowa” przebudowa Sikorskiego przyczyniła się do rozwoju lokalnej przedsiębiorczości. Tramwaje przywitane w kampanii przez śmietankę polityków z dumą jeżdżą po gorzowskich arteriach. „Płuca gospodarcze” miasta, jak określił teren przy ulicy Dobrej prezydent, w całości zostały sprzedane. Strefa inwestycyjna ma wreszcie zapowiadanego inwestora, a na Myśliborskiej stanął „złoty pociąg”. Tyle żartów...

Kolejny już przetarg na budowę Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu nie zakończył się sukcesem, bo kwota 104 milionów, to znacznie więcej niż miasto na tę inwestycję przygotowało. Prezydent zapowiada, że przedsięwzięcie zrealizuje, choćby się paliło i waliło, ale ta narracja rozłazi się w szwach, jeśli skonfrontować ją z innymi wypowiedziami i na temat innych przedsięwzięć. Jest też inny szkopuł. Gdyby inwestycja była realizowana tak, jak zakładano już od 2015 roku, kosztowałaby ponad 50 milionów, co przy dofinansowaniu w ramach ZIT w wysokości 29 milionów stanowiło połowę. Dzisiaj kwota dofinansowania, w konsekwencji zaniechań administracji Wójcickiego, to zaledwie 25 procent. Czarnym snem jest sytuacja, w której CEZiB nie powstanie nigdy.

Rzecz jasna, wszyscy rozumiemy problemy na rynku budowlanym, ale ostatnią rzeczą, jaką można zaakceptować, jest pudrowanie rzeczywistości, a wręcz zwykłe polityczne konfabulacje. W obszarze „soft power” takiej miękkiej siły oddziaływania przez propagandę i PR Gorzów radzi sobie dobrze. To paliwo, na którym można jechać, ale niezbyt daleko.

Krótkoterminowe efekty są. Inwestycyjne błędy i bałagan spowszedniał wszystkim tak bardzo, że doszliśmy do miejsca, gdy stwierdzenie „Niech robią, aby kiedyś skończyli” ma więcej zwolenników, niż „Ucieka nam cenny czas i okazja, która się już nie powtórzy”. Tymczasem prezydent tydzień po oficjalnym ustaleniu harmonogramu robót na Sikorskiego oświadcza, że osobiście nie wierzy, by termin został dotrzymany. Tak właśnie zwijanie miasta wypiera obszary, w których miasto powinno się rozwijać.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x