Wyborczy raport z grajdoła nad Wartą

14 października 2019, 20:20, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Senatorem został leciwy staruszek. Izba zadumy stanie się izbą zadymy, a Gorzów potwierdził stereotyp grajdoła bez perspektyw. Lokalnym politykom to na rękę, bo w mętnej wodzie pływaj każdym stylem, choć najczęściej stylu nie mają.

Dwa przykłady: wygrana 74-letniego postkomunisty do Senatu ze znaną adwokat, samorządowcem i radną wojewódzką. I przykład drugi: zyskanie miana miasta z najmniejszą frekwencją wyborczą, przy historycznej frekwencji w całym kraju. Jeśli dla „fanu” dorzucić tu te wszystkie samobójstwa, zabójstwa i osiedlowe ekscesy, to postrzeganie miasta nad Wartą z perspektywy sycylijskiej, wcale nie jest publicystyczną przesadą. Wszystko, co powyżej to doskonała podstawa do tego, by do Gorzowa przyjeżdżali najlepsi inwestorzy i aby stworzyć tutaj silny ośrodek akademicki. Bo gorzowianie przywiązują się do bylejakości i pokazali to wielokrotnie.

Najpierw polityka. Skoro posłem był nawet Porwich, starostą jeszcze przez kilka dni pozostaje Michał Wasilewski, a na radnych są wybierani ludzie, którzy nie mają pojęcia o mieście, oznacza to, że nad Wartą swoją szansę mieli już dosłownie wszyscy. Nasza regionalna polityka dociera do granicy swoich kadrowych możliwości i nie oszukujmy się, że znajdą się w niej mądrzejsi od tych, którzy byli lub nadal są. Nie znajdą się i jeśli to zrozumiemy, nie będziemy się co wybory rozczarowywać. Faktem jest, że nawet ci teoretycznie na poziomie, ot taki Pahl czy Wierchowicz, wbrew publicznej kreacji, na wolnym rynku pracy i bez polityki, wiele nie znaczą. W tym kontekście nie dziwi, że w mieście gruchnęła wieść, że następcą wojewody Dajczaka mógłby zostać największy płatnik alkoholowej akcyzy z list PiS.

Największym przegranym kolejnych już wyborów jest Sebastian Pieńkowski z PiS. Nie miał w ostatnim czteroleciu dobrej passy i przegrał wszystko, co przegrać można. Teraz pozostaje mu wisieć na pasku partii, bo na pozapolitycznym rynku pracy może być co najwyżej ekskluzywnym stróżem, a do żadnych wyborów już go nigdy i nikt nie wystawi. Jest po prostu niewybieralny poza samorządem, który powinien być dla niego priorytetem.

Dobrze, że do parlamentu weszła lewica, a dokładniej piekielnie inteligentna Anita Kucharska-Dziedzic. Jest z Zielonej Góry, ale lepszy rydz, niż nic, bo Wontor Gorzowowi życzył i życzy głównie źle. Ogólnopolskie przejęcie Senatu przez opozycję nic dobrego Polsce nie przyniesie. Potwierdzi tylko to, co wiemy już od bardzo dawna: że Platforma i ekpia „dobrej zmiany” są sobie potrzebne do funkcjonowania. Będą kłótnie i awantury na pełny gwizdek, bo PiS-owcy i PO-owcy to jeden zestaw do wywoływania emocji. Te dwie partie są jak Paweł i Gaweł, głupi i głupszym Bolek i Lolek czy Flip i Flap. Bez siebie nie istnieją. Izba zadumy stanie się izbą zadymy.

Jeśli Gorzowianie są z siebie dumni, to warto tu zaznaczyć, że Komarnicki nie będzie Konradem Adenauerem, Elżbieta Płonka rozumie już bardzo niewiele i nie będzie Elżbietą Rafalską, a Władysław Dajczak prawi patetyczne kazania, ale z nim jest jak z parafrazą Słowackiego o dziewkach: łatwo wyrwać ze wsi, trudno wyrwać wieś z serca i umysłu. Gryzę się w język i oddaję hołd poseł Sibińskiej, bo ciężko w kampanii pracowała, a poza tym, na bezrybiu rak jest rybą. Jako jedyna potrafi nad Wartą jeszcze zaintrygować, intelektualnie zaskoczyć i powiedzieć cokolwiek poza partyjnym „przekazem dnia”.

Światli Gorzowianie, wiem, iż istniejecie! Mamy problem i chyba czas zacząć ze sobą rozmawiać, zamiast na siebie szczekać. Mogę zacząć od siebie, ale ujawnijcie się, że zależy nam wszystkim na czymś więcej niż politykowaniu. Mamy cztery lata. Zacznijmy od jutra, choć i tak jest za późno.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x