Praca jakiej szukasz

Zza pleców Zmarzlika wyskoczy polityka

27 września 2019, 17:52, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Strasznego pecha miał senator znad Warty, gdy służby porządkowe trzykrotnie wyciągały go zza pleców liderki Platformy Obywatelskiej. Krążą informacje, że zza przyszłego mistrza świata, nie wyciągną go nawet czołgiem.

I tak w koło Macieju: jak jest sukces, to pojawia się ten nieprzyzwoicie pyszny z nie swojego sukcesu człowiek. „Najważniejsza jest lokalizacja” – mówił w kultowym „House of Cards” główny bohater Francis Underwood. Z góry wiadomo, że bohaterów sobotniego „Grand Prix” w Toruniu będzie dwóch. Ten prawdziwy i absolutny falsyfikat. Walka z bufonadą i pławieniem się światłem odbitym od innych przez tego ostatniego jest jak walka z mityczną Hydrą: w miejsce jednej głowy odrastała kolejna.

Czarny scenariusz działaczy gorzowskiej „Stali” jest taki, że zza pleców albo nawet na plecach Bartosza Zmarzlika, mimo podjętych działań prewencyjnych, pojawi się rubaszny senator z Białcza. Niektórzy podejrzewają, że dla lepszej foty przed wyborami, zaczai się w przebraniu mechanika w parku maszyn. To dobry punkt wyjścia do tego, aby być oczojebnym tuż po prezentacji najlepszych. Niektórzy słusznie czynią mu zarzut, że od lat wykorzystuje nie swoje sukcesy i nie swoje pieniądze dla partykularnych interesów wizerunkowych.

To przykre, bo sam mistrz będzie musiał wykonać nie lada szpagat. Już dziś wiadomo, że jego osobiste święto ma się stać karykaturalnym elementem kampanii wyborczej. Czy Zmarzlikowi opłaca się być trampoliną dla człowieka, który o innym mistrzu świata mówił w 2010 roku: „A kto to jest Gollob?”, a potem obwoził go po wioskach w swojej kampanii wyborczej? To nic, że Zmarzlik to absolutny talent, przy którym uzurpator z cygarem będzie wyglądał jak postać z Haska, taki kumpel wojaka Szwejka. Liczy się lokalizacja i pławienie światłem odbitym od mistrza. Żyjemy w pysznych czasach, gdy ów człowiek od lat trzęsie wszystkim, co gorzowskie jak małpa palmą, aby spadło coś tylko dla niego osobiście.

To przez takich ludzi Gorzów jest dzisiaj miastem trochę drugiego gatunku, mało istotnym, nieliczącym się ani w kraju, ani nawet regionalnie. Dbają tylko o siebie i są bystrzy do momentu, aż trzeba myśleć o sprawach publicznych. Walka z tymi postaciami jest jak Cervantesowska „walka z wiatrakami”. I na koniec. Zawsze, gdy o tym człowieku piszę, dostaję później wiadomości i telefony typu: przecież on nie zrozumiał nawet połowy tego, co napisałeś. Coś w tym jest i takim jest w życiu łatwiej.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x