Praca jakiej szukasz

Radni o stanie miasta. Tisze jediesz dalsze budiesz...

10 czerwca 2019, 21:22, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Niemal bez echa odbił się nad Wartą report o stanie miasta. Dokument najważniejszy i dlatego dyskusję nad nim chciałem obserwować na Radzie Miasta osobiście. Zdziwiłem się bardzo, bo w punkcie o nazwie „debata”, głosu nie zabrał dosłownie nikt.

Nienachalna inteligencja sporej części gorzowskich radnych to największy kolec w sercu miasta. Niby powinniśmy się cieszyć, że nie ma tam typów spod ciemnej gwiazdy, lecz sporo z nich nie ma pojęcia o mieście dzisiaj, a co dopiero w perspektywie kilku i kilkunastu lat do przodu. Niczym dzikie krowy na ciecierzyckich pastwiskach, siedzą jakby nigdy nic dookoła się nie działo, czekając na kolejne przelewy z Ratusza. Taka postawa to dla mnie nie pierwszyzna, ale obciąża hipotekę także tych, których przyjęliśmy uznawać za rozsądnych i zaangażowanych.

Sygnałem alarmowym, że coś niedobrego dzieje się z nową Radą Miasta była „debata” o stanie miasta, która nie trwała dłużej niż minutę: „Czy ktoś z pań lub panów radnych chciałby zająć w tym punkcie głos?”. Milczeli wszyscy główni aktorzy gorzowskiej sceny politycznej, po czym przewodniczący skonstatował: „Dziękuję, przechodzimy do następnego punktu”. Radnym znacznie łatwiej debatować na Facebooku, za co im nie płacimy - bo tu mogą pomyśleć, a nawet zablokować, niż tam, gdzie jest to ich obowiązkiem. Nikt nie oczekuje, że radni będą śpiewać jak Prońko, myśleć o mieście jak Bauer lub Synowiec, Jędrzejczak czy Woźniak, ale czy muszą wykazywać się zaangażowaniem i aktywnością mniejszą niż „kwadraciańskie” żule? Kaskada ich próżności zdaje się nie mieć końca.

W całej sprawie narzuca się kilka wniosków. Po pierwsze, młodzi radni nie reprezentują odpowiedniego poziomu intelektualnego, a tym z wielokandencyjnym stażem nic już się nie chce, bo nie są radnymi po to, aby gardłować, ale podbudować swoje ego lub rodzinny budżet. Po drugie, trudno im się dziwić skoro wszystko jest oczywiste, zanim podejmie się jakiekolwiek decyzje. Tak było od zawsze. Każdy kolejny prezydent miał swoją „klikę” i prędzej czy później okazywało się, że „klika” ma swojego prezydenta. I wreszcie po trzecie, po co się wychylać i wychodzić przed szereg, skoro lepiej się ułożyć. „Tisze jediesz dalsze budiesz” – stoi w starym przysłowiu. Wszelkie uogólnienia mogą być krzywdzące, bo kilku sensownych radnych jest, ale w „debacie” nad raportem o stanie miasta głosu nie zabrali nawet oni.

Najbardziej oczojebny wniosek raportu dotyczy topniejącej liczby mieszkańców. Wszelkie lamenty nie są na miejscu, bo trudno nie zgodzić się z tezą mecenasa Jerzego Synowca, że mieszkańców nie jest w Gorzowie mniej, tylko wielu z nich pobudowało domy poza rogatkami miasta. Inna sprawa, zresztą nosząca znamiona łamania prawa, że dotyczy to, co najmniej połowy radnych. Marazm nad Wartą bierze się z tego, że wyjechali ci, którym mogłoby się chcieć więcej, niż tylko czerpać z towarzysko-politycznych układów lub pobierać rajcowską dietę.

Oni mogli tu wrócić, ale nie zrobili tego, bo nie widzieli sensu. Po co, skoro kształcąc się na najlepszych uczelniach, bez zapisania się do jednej lub drugiej partii, lub posiadania wpływowego rodzica, nad Wartą mogliby w Ratuszu liczyć co najwyżej na posadę referenta za dwa tysiące złotych. Reszta jest już dawno podzielona. Przy odrobinie szczęścia i bez lokalnych koneksji, możliwa jest tylko kariera w administracji jednej z międzynarodowych montowni. Ot i odpowiedź, dlaczego jest nas w mieście mniej, minus ci, którzy mieszkają w Baczynie, Kłodawie, Chwalęcicach, Łupowie i Jeninie. Temat mocno uprościłem, ale byłoby fajnie, gdyby radnym zechciało się na ten temat publicznie wymienić, chociaż kilka zdań. Pewnie by to zrobili, ale oni miasto poznają z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Inaczej niż prawdziwi aktywiści, który o stanie miasta wiedzą naprawdę wiele.

Co z tego, skoro w tym mieście, aby jechać do przodu z przetargami i etatami dla rodziny, trzeba siedzieć cicho. Ta konstatacja pachnie banałem na kilometr, ale jest najbardziej prawdziwa. Wszelkie dyskusje, jeśli nawet się pojawią, będą kupą zawinięta w sreberko. „Daj spokój Robert, tak jest wszędzie” – powiedział mi kiedyś jeden z ważnych polityków. Normalnie, szuka się pyłku na pięknej powierzchni, ale w Gorzowie staramy się szukać pięknych pyłków w niefajnej rzeczywistości. Oto raport o stanie Gorzowa...


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x