Usuwanie wgniecień po gradobiciach

Bagietka z zakalcem: Nieświęci i święci ze „Stali Gorzów”

19 maja 2019, 21:13, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Niewiadomych wciąż jest bez liku, ale pewne jest jedno, że Matka Boża z tęczą nie była jedyną sprofanowaną ikoną świętego. Jak niesie wieść, aureoli próbowano pozbawić także eksprezesa „Stali Gorzów”.

Ów żyjący i stąpający po naszej ziemi święty, jeśli wierzyć nadwarciańskim herezjom, wespół z kolegami z PiS, chciał pomóc w zdobyciu sanktuarium żużla, jakim dla fanów tej dyscypliny jest zapewne klub i stadion. Zły to ptak, co własne gniazdo kala, ale w ustach heretyków, to właśnie on przygotował wiernych z surmami, by dali sygnał do ataku na Zmorę. Sęk w tym, że to nie jest takie proste, a spisek mocno się rozlazł i szwy wyszły na wierzch.

Najpierw skrót przebiegu zdarzeń. Kibiców „Stali” ogarnęła orgia złości, bo podobno zabrakło komunikacji z zarządem klubu. Na celownik wzięto absolutnie najlepszego w kraju menadżera sportu Ireneusza Macieja Zmorę. Inna sprawa, że on sam nie pomógł sobie, bo w jednym z wywiadów skonstatował: „Mogę zrezygnować w każdej chwili”. Ataki na niego były trochę na oślep i głównie na portalach społecznościowych.

I tyle tego, co było widać na powierzchni. Pod dywanem trwała walka buldogów, a dokładniej, rozmowy ze sponsorami o możliwych zmianach i perspektywach. Haczyk polegał na tym, że duża spółka Skarbu Państwa mogłaby sponsorować „Stal Gorzów”, ale w zamian za to, że zmianie ulegnie zarząd, który później wymieni prezesa. Ekswojewoda z PiS już siodłał białego konia, by wjechać nim na Jancarzową murawę, ale prezes Zmora jest człekiem niegłupim i pola bez walki nie odda. Z nieświadomymi swej roli kibicami podpisał porozumienie, co teoretycznie złowrogi anszlus na jakiś czas powstrzymało, ale że to sprawę zakończy, dolarów przeciw orzechom bym nie dał.

I tu dotarliśmy do najważniejszej lekcji, że gdy do klubu sportowego, stowarzyszenia lub jakiegokolwiek innego przedsięwzięcia, z brudnymi butami wkracza polityka, może się to skończyć karykaturalnie. Jest coś interesującego, że niemal na każdym etapie rozkminiania tematu, pojawiał się poprzednik Zmory, i tego nikt nie kryje. Oprócz niego samego ma się rozumieć. Ba, choć „Zimna Zośka” już za nami, to w VIP-owskiej loży było w piątek zimno jak na Spitsbergenie. Prezes Zmora i „w czepku urodzony” ręce sobie podali, ale były chłodniejsze, niż penis pingwina.

PiS obiecał za pomoc w przejęciu „Stali” pół województwa i córki jej lubuskich liderów, a eksprezes postanowił zagrać va banque. Ostatecznie, to nie pierwszy jego alians z tą stroną sceny politycznej. „Władek musi coś dostać” – mówił w taśmach prawdy z gabinetu prezydenta Jędrzejczaka kilkanaście lat temu jeden z liderów PiS nad Wartą, a chodziło o przetargi. Dzieliło ich wszystko, ale nie interesy – podobnie zresztą jak ostatnio, gdy przejmowano władzę w Powiecie Gorzowskim.

Na dzisiaj scenariusz przejęcia „Stali” poległ na całej linii, ale spora w tym zasługa prezydenta Wójcickiego. Wszyscy dookoła stąpali po cienkim lodzie, bo temu klubowi potrzeba wszystkiego, ale nie bycia przedmiotem politycznych targów. Przyprawą tych ostatnich jest nepotyzm i gierki, a klub potrzebuje menadżera. Aż się człowiek wzdryga na myśl, że kompetentnego Zmorę, mógłby zastąpić wspomniany nominat z Hawelańskiej.

Prawda jest czarniejsza, niż prosta, a problem w tym, że eksprezesa nie interesuje nic, poza swoją osobą. Zawsze można powiedzieć: „Nie chodzi o politykę, ale o mój ukochany klub”. I sporo w tym racji, bo trudno byłoby wytłumaczyć odrzucenie oferty dwóch milionów rocznie z państwowej spółki, za delikatną korektę w zarządzie. Na taki heroizm stać największych albo świętych, którzy potrafią „Bogu świeczkę i diabłu ogarek”.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x