Doktor Linda H.? Na bezrybiu rak jest rybą.

3 marca 2019, 20:20, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
W naszym gorzowskim kurniku aż się kurzy. Nic nie ilustruje lepiej nędzy panującej nad Wartą niż sytuacja w szpitalu. Tu wydarzyć się może wszystko, co nie ma szans wydarzyć się gdziekolwiek indziej.

Próba wypolerowania wizerunku gorzowskiego szpitala po konflikcie z chirurgami legła w gruzach. Owoce geniuszu kierownictwa tej placówki mnożą się jak purchawki po deszczu. Tym razem przekroczono granice nieprzekraczalne. Jedną z nich jest zatrudnienie w szpitalu lekarki, która powinna mieć problem z angażem w przychodni weterynaryjnej. Udając psychologa, wypuściła z więzienia schizofrenicznego mordercę, potem na lewych kwitach była szefową psychogeriatrów w Tworkach, miała produkcję lewych dowodów, pieczątek i recept, a w Gorzowie leczyła metodami, przy których afrykańscy szamani czuliby się mocno zawstydzeni. Jeśli kogoś zżera ciekawość, to niech wysmaruje dziecko whisky, i czeka na wyzdrowienie.

Wiceprezes placówki z twarzą tęskniącą za rozumem oświadcza: „Nie miałem innego wyjścia”. Idąc tym tropem, tylko czekać aż na pediatrii pojawi się Mariusz Trynkiewicz, a po odsiedzeniu trzyletniego wyroku za gwałt na pacjentce, posadę na ginekologii otrzyma Piotr P. Co tu dużo ukrywać, sposobem na rozwiązanie kadrowych problemów gorzowskiego szpitala, mogłoby być również sięgnięcie po bohaterów afery „łowców skór”, którym właśnie skończyły się zasądzone kary i są do wzięcia. A gdyby tak pomyśleć o jakimś kapelanie o wiadomych skłonnościach? Koniec. Kropka. To nie miejsce na głupie żarty.

Ktoś powie, że to robienie wideł z igieł, ale jeśli zatrudniającym Lindę H. towarzyszyła kalkulacja, że na bezrybiu rak jest rybą, to źle to o nich świadczy. Od wielu tygodni serwują pacjentom emocje jak na rollercoasterze: raz w dół i raz do góry. Wszystko, co robią, przypomina psa próbującego złapać własny ogon, a obserwacja kolejnych kryzysów staje się nudnym i przewidywalnym zajęciem. Ich piękna kariera na szpitalnej estradzie powinna dobiec końca. Jest wszakże jeden szkopuł: obaj posiadają partyjny parasol, czego efektem jest to, że osłabiona marszałek Polak zachowuje się tak, jak znane małpki: nie mówi, nie słyszy, nie widzi.

Pokusa oszczędzania w szpitalu jest duża, ale dociskając gwint, można go zerwać. Biegunka pomysłów w tej placówce już od jakiegoś czasu sprowadza się do absurdu poganiającego absurd. Wszystko wskazuje, że lansowana wręcz uporczywie wizja nowego otwarcia na Dekerta, to pic na wodę, fotomontaż i potiomkinowskie wioski. Arabskie przysłowie stanowi, że nigdy nie wiadomo, które źdźbło trawy złamie grzbiet wielbłąda. W praktyce oznacza to tyle, że może to być właśnie skandal z Lindą H. „Koń, jaki jest, każdy widzi”, a na bezrybiu rak jest rybą...


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości