Grupa Trzymająca Gorzów

27 lutego 2019, 21:57, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Fala mętnych interesów i interesików już wiele lat temu podmyła fundamenty przyszłości Gorzowa. Jedno z częstszych pytań, jakie zadają mi czytelnicy felietonów, brzmi: Czy o sprawach naszego miasta decydują ludzie bezinteresowni?

Wiem, kogo mają na myśli – nie prezydenta, tego lub innego radnego, lecz całe środowisko: polityków, znanych biznesmenów czy szefów ważnych instytucji. Odkąd politykę i polityków traktuję jedynie jako przedmiot obserwacji, odkryłem, że większość motywacji lokalnych decydentów, ma swoje źródła w ich osobistych lub grupowych interesach. Nie chodzi o wielkie przekręty, raczej o małe i średnie „deale”, ale wygląda na to, że los miasta nad Wartą znajduje się w rękach pazernych egoistów.

„Mam już dość pisania. Trzeba iść do Marcina i sprawa będzie załatwiona” – to konstatacja przedsiębiorcy ze społecznym zacięciem, który do niedawna nie rozumiał politycznego teatru, w którym jedni piszą wnioski, wiszą u klamki decydenta lub angażują w społeczną inicjatywę własne finanse, a inni załatwiają wszystko jednym telefonem lub publicznym krzykiem. Słusznie uznał, że każdy kolejny prezydent ma swojego suflera lub skarbnika, i zamiast absorbować aktora, lepiej rozmawiać z reżyserem.

Ze świeczką w Gorzowie szukać tych, którzy robią coś za swoje, choć na szczęście tacy istnieją. Więcej jest jednak person z innego wymiaru. Bywają kaznodziejami bezinteresowności, ale jak dojdzie do przetargu, konkursu ofert lub po prostu rekrutacji na magistracką posadę, to ideały odstawiane są na bok. Przykładów jest bez liku. Te z ostatnich lat - kluby sportowe, rodzinne biznesy wiceprezydent czy szefowej LdM, dziwna transakcja „Przemysłówki” i polityka kadrowa w miejskich spółkach, ale też te zamierzchłe – szczególnie interesy znanego senatora, a niegdyś wziętego biznesmena.

To wszystko ma swoje konsekwencje. Tak wiele lokalni politycy mówią o młodych, ale po cichu myślą ze współczuciem, że musiało im strasznie nie wyjść w życiu, skoro jeszcze nad Wartą mieszkają. Wszyscy oni zachwalają Akademię im. Jakuba z Paradyża, ale mało kto z decydentów traktuje ją poważnie. Łatwo to sprawdzić – dzieci gorzowskich polityków nie studiują na gorzowskiej uczelni. Wyjątkiem jest „cudowne dziecko” z Deszczna, a dzisiaj prezydent Gorzowa Jacek Wójcicki.

Efekt? Gorzów jest dzisiaj wspólnotą osób starszych, którzy nie potrzebują pracy i niczego nowego. W miarę dobrze czują się tutaj lokalni biznesmeni, którym interes jakoś się kręci, a także urzędnicy. Ci ostatni pracują za grosze, bo praca w miarę stabilna i nie wymaga kreatywności. Miasto jest wypłukane z ludzi, którym chce się robić coś więcej, bo widzą, że bezinteresowność nie jest tutaj w cenie. Symboliczny „Marcin”, to wytrych do tego, aby można było ominąć to, co blokuje rozwój miasta od dawna: tumiwisizm.

Łatwo wymienić nawierzchnię dróg i zakupić nowe tramwaje, szczególnie gdy poprzednik załatwił finansowanie. Clou sprawy jest to, dla kogo się to robi i jak długo miasto będzie „własnością” kilkudziesięciu osób, którym degrengolada i brak perspektyw dla innych, mocno służy. Gorzów jest w rękach niewielkiej grupy, ale grupy trzymającej wszystko. Jak podskoczysz za bardzo, a nie jesteś niezależny finansowo i zawodowo, to lepiej szukaj miejsca gdzie indziej.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x