„Kler” to niestety prawda o Kościele

28 września 2018, 21:32, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Byłem na filmie „Kler” i uważam, że on pokazuje to, co wszyscy podświadomie lub świadomie czuli. On nie obnaża duchownych z godności, ale obnaża prawdę o Kościele. Jest trochę jak z politykami – im dalej i na prowincję, tym gorzej.

Bohaterowie „Kleru”, to osoby żądne władzy i pieniędzy, a przy tym śmiało realizujące potrzeby z najniższych pięter hierarchii „Piramidy Maslowa”. Oczywiście, jak to w kinie, wszystko jest przejaskrawione. Inna sprawa, że im dalej od miast wielkości Szczecina, Poznania, a tym bardziej Warszawy czy Łodzi, a bliżej dawnych stolic województw, a dzisiaj powiatów, tym bardziej „Kler” odzwierciedla rzeczywisty obraz Kościoła i jego relacji z politykami, a przede wszystkim z wiernymi.

Politycy na prowincji nie mają łatwo. Jeśli wojewoda, marszałek lub poseł, są skonfliktowani z biskupem, a prezydent miasta lub radny z wpływowym proboszczem, daleko nie zajadą. Nie inaczej dziennikarze i tutaj na niezależność oraz odwagę, pozwolić sobie mogą tylko nieliczni. Ot, portal gorzowianin.com, który miał odwagę zwrócić uwagę, na fakt bezprawnego parkowania kilkudziesięciu księży na Starym Rynku. Reszta milczy, nawet o tym, że na remont Katedry wydatkowane są miliony publicznych pieniędzy, na które nikt nie ma wpływu, bo przetargi są dla proboszcza Kobusa tym samym, czym cnota dla papieża z rodziny Boirgia.

Młodzi bez ogródek podkreślają zakłamanie, lenistwo i brak autentyzmu duchownych. Z kolei ludzie w wieku średnim i starsi, podkreślają arogancję, pazerność, a niekiedy uprzedzenia. Dlatego wiem, że powody, dla których wielu wierzących w Boga oddala się od Kościoła jako instytucji, tkwią w księżach, a nie w filmie „Kler”. Krytykować go będą przede wszystkim ci, którzy go nie zobaczą, obawiając się, że mógłby im zburzyć wizję Kościoła, jako instytucji świętej. Nie wiem co gorsze, zdrada Judasza, czy produkcja przez księdza ze Słonecznej marihuany. Nie mam problemów z kapłańskimi romansami, gdyż takie zdarzają się również w małżeństwach. Ale myśl, że mężczyzna opowiadający słodkie kawałki o Niebie, mógłby dotknąć moją córkę, wywołuje u mnie odruchy wymiotne. Uwielbiam ludzi, którzy upadli i się podnieśli. Po pierwsze – bo znam tę sytuację, a po drugie – tylko w ten sposób można nauczyć się życia. Na odległość wyczuwam fałszywą religijność, która jest parawanem dla grzeszków mniejszych i większych.

Mówienie, że sojusz tronu i ołtarza w Lubuskiem, ma miejsce dopiero od czasu przejęcia władzy w kraju przez PiS, jest nieporozumieniem. Bez problemu można znaleźć w sieci zdjęcia, gdzie eksmarszałek Jabłoński czy poseł Sibińska, konkurują z politykami „dobrej zmiany” o to, kto bardziej otrze się o sutannę biskupa. Sięganie po każdą dostępną nieruchomość oraz dotację w mieście i regionie, przy wydatnej pomocy wiernopoddańczych polityków, nisko w pas pokłonionych przed wielokaratowym pierścieniem „ekscelencji”, ma charakter obcy stylowi i atmosferze pierwszych wieków chrześcijaństwa. Problem w tym, że gdy „ekscelencje” proszą, ulegają im w Lubuskiem wszyscy: od marszałek, przez prezydentów i burmistrzów, a na wojewodzie kończąc.

Pamiętam czasy sekretarzowania AWS-owi, gdy listy wyborcze były konsultowane z biskupem, on sam pisał listy w sprawie obsady stanowiska wojewody lubuskiego do premiera, wpływowi duchowni rekomendowali do pracy w Urzędzie Wojewódzkim, a inni decydowali, kto może występować w mediach. Był nawet taki, który potrafił zadzwonić do znanego dziś polityka, i zadać pytanie: „Przyjąłeś dzisiaj komunię, ale czy aby powinieneś?”. Jakby był bogiem, choć taki status w mieście posiadał.

Analiza lubuskich wydatków z poprzedniej perspektywy budżetu europejskiego, w zakresie Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, wskazuje na to, że unijne pieniądze tylko w części szły na infrastrukturę typu sale wiejskie czy chodniki, bo jedną trzecią programów w ramach działania „Odnowa wsi”, stanowiły dotacje dla parafii. Nie lepiej to wyglądało przy działaniu „Małe projekty”, za które remontowano kościelne ławki, ołtarze i wejścia do kościołów, choć w tych samych miejscowościach niszczały świetlice i ośrodki zdrowia. Najlepszym przykładem jest gorzowski Pałac Biskupi, który przemianowano na Instytut im. Wilhelma Pluty, by otrzymać dotację, a który jest zwykłą noclegownią dla kościelnych dygnitarzy.

Jezus z Nazaretu nie zakładał żadnego Kościoła, a jeśli już, to gdyby spotkał się dzisiaj z Jezusem z wyobrażeń katolickich duchownych, miałby problem ze zrozumieniem, o co chodzi z tymi sakramentami, płaceniem za nie, z pedofilią czy dziwnymi strojami facetów, którzy w kolorowych sukienkach wyglądają jak wyciągnięci z podręczników o Średniowieczu. Osobiście zawdzięczam księżom sporo, widziałem wspaniałych duchownych, którzy wykonują świetną pracę. Jest ich bardzo wielu, znacznie więcej niż tych pazernych, zboczeńców o zwykłych chamów. Nie oceniam wszystkich, przez pryzmat marginesu, ale zacznijmy mówić o tym marginesie w sposób otwarty. To my jesteśmy Kościołem, nie ono.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości