Kadry trzeba wymienić, ale nie ma na kogo

18 września 2018, 21:24, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Dialog z wieloma kandydatami w tegorocznych wyborach, to rozmowa z magnetofonami - ciągle powtarzają nagrane wcześniej slogany. Już dawno przekonali mieszkańców, że na więcej poza pustymi obietnicami lania asfaltu, nie mają co liczyć.

W gruncie rzeczy nigdy nawet nie liczyli na więcej, bo możliwości starych już znają, a młodzi nie zachwycili. Winne są kadry, które w Gorzowie skarlały, jak mało gdzie indziej. Aż dziwne, że konstruując listy wyborcze, zwracano uwagę na formalne i nieformalne parytety wiekowe, a także płciowe, ale mało w której partii zwracano uwagę na parytet ludzi mądrych i bezinteresownych.

Gorzów i gorzowian umniejsza nie tylko marginalizacja gospodarcza i administracyjna, lecz przede wszystkim, „wsiowe” myślenie decydentów. Oprócz minister Rafalskiej i ekscentrycznego senatora Komarnickiego, parlamentarzystami z Północy są ludzie formatu powiatowego. Świat widzieli głównie na wczasach „all inclusive” w Turcji, Egipcie i Bułgarii, nowe technologie postrzegają przez pryzmat portali społecznościowych, a ich wizje nie wybiegają poza okres kadencji.

Tak, ale to nie wszystko. Problem z gorzowskimi elitami polega nie tylko na tym, że mamy słabego prezydenta i beznadziejnych radnych, ale na tym, że nie bardzo jest ich dzisiaj kim zastąpić. Jest sporo „sierot” po Tadeuszu Jędrzejczaku, znajdzie się kilku sensownych w „Kocham Gorzów” i Platformie Obywatelskiej, a nawet w PiS-ie, ale to wciąż mało. Wypłukanie Gorzowa z ludzi kompetentnych i wypuszczenie, aż ciśnie się na klawiaturę słowo „wygonienie”, tego kapitału intelektualnego poza miasto: na studia, do pracy, i tam, gdzie jest lepszy klimat i mniej układów, to bodaj największy cios, jaki zadano miastu nad Wartą, od zniszczenia go przez Armię Radziecką.

Może to przerysowana diagnoza, pikantne jest jednak to, że efekty tego stanu rzeczy widoczne są gołym okiem. Mowa o sposobie i poziomie realizacji inwestycji w strategicznym i historycznym dla miasta momencie. Owszem, trzeba spojrzeć na inwestycyjne problemy miasta w szerszej perspektywie. Bo przecież trudności ze znalezieniem wykonawców oraz realizacją inwestycji, nie dotyczą tylko Gorzowa. To sprawy, z którymi borykają się inne miasta, ze znacznie większym potencjałem. Warto to odnotować, ale koniec końców, cóż to ma za znaczenie. To nie może być żadne alibi dla nieudolności prezydenta, który powinien umieć przewidzieć, że nadchodzi rynek wykonawcy. W Zielonej Górze prezydent Kubicki przebudował centrum w kilka miesięcy, i to bez większych problemów, a w Gorzowie problemy dopiero się zaczną.

Nie ma ludzi, jest problem z kadrami, tak więc te istniejące i mieszkające nad Wartą, powinny być szanowane i doceniane. Tak niestety nie jest, o czym świadczy mniej niż słaba atmosfera w ratuszowych wydziałach. Co dalej ? Nie ma wątpliwości, że wokół Marty Bejnar-Bejnarowicz jest grupa sensownych osób, ale nie wiemy, jakiej próby są to ludzie. Wiemy za to, jakiej próby będą ludzie Sebastiana Pieńkowskiego, i dlatego lepiej trzymać ich od spraw miasta jak najdalej. Podobnie z Surowcem, który nie ma pomysłu na siebie, a co dopiero na współpracowników. Jest jeszcze prezydent Wójcicki, ale ten niepotrzebnie boi się lepszych od siebie.

Nie ma sensu, by gra gorzowskiej drużyny, a kimś takim powinni być wszyscy aktywni publicznie, polegała na wzajemnym łamaniu sobie nóg. Lepiej strzelać bramki, nie sobie nawzajem, i wygrywać sprawy dla miasta. Tylko, czy już będący w polityce, i aspirujący do niej, to wszystko rozumieją ...


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x