Prezes chciał dobrze, ale wyszło słabo

3 lipca 2018, 20:45, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Na pytanie, co się teraz stanie ze „Stilonem”, odpowiedź jest brutalnie prosta. Ten klub właśnie przestaje istnieć, i to za sprawą prezesa, który pomylił funkcję menadżera, z rolą prokuratora. Tym samym, lekarstwo w postaci nowego prezesa, okazało się gorsze od choroby, właściwie uśmiercając pacjenta, a poza dyskusją, na długie lata go upośledzając.

Prezes „Stilonu”, a jednocześnie szef sporej firmy, powinien prezentować umiejętności menadżerskie, a nie jedynie kibolskie. Te ostatnie charakteryzują się waleniem na oślep i bez opamiętania: aby było głośno i lała się krew. Efekt będzie stuprocentowy, tyle tylko, że ostatnia krew została właśnie spuszczona z podnoszącego się jak Feniks z popiołu „Stilonu”. Tak się dzieje wtedy, gdy kupy się nie sprząta, ale wrzuca się ją do wentylatora, by ubrudziła również innych.

Poza dyskusją skala przestępczej działalności w klubie była ogromna, ale nie powinno nikogo dziwić, że tak dzieje się w miejscach, gdzie głos kibola, liczy się bardziej niż sponsorów. Pozbawieni skrupułów działacze wiedzą jak przypodobać się tym pierwszym, a tych drugich traktują jak frajerów. Mając za sobą siłę gardeł i bejsboli, można swobodnie czyścić konta, a reszcie mydlić oczy. W tej sytuacji próba obarczenia odpowiedzialnością za klubowe malwersacje, prezydenta Jacka Wójcickiego, to już głupota. Łatwo przewidzieć, że nad wizerunkowym kryzysem „Stilonu”, nie zapanują już nawet najlepsi specjaliści od zarządzania kryzysowego, ale smuci fakt, iż ubrany w prokuratorską togę prezes, nie ma pomysłu na zmianę, tylko na siebie. Cel nie zawsze uświęca środki, a zarządzanie klubem, wymaga większych umiejętności, niż tylko lansowania się w mediach.

Wizerunku raz straconego, nie uda się szybko „Stilonowi” odzyskać. Przestępstwa są faktem i prokuratura sobie z nimi poradzi. Gorzej z kierownictwem klubu: zabrakło profesjonalizmu i mądrości, a za dużo było lansu i grania na siebie. Na pogrzebie nie puszcza się disco polo. Sytuacja w najbardziej utytułowanym klubie piłkarskim Gorzowa pokazuje jak w pigułce, wszystkie patologie „gorzówka”: pazerność działaczy, małe „deale” drobnych sportowych cwaniaków, i brak szacunku dla tych, którzy dzielą się ciężko zarobionymi pieniędzmi, bo ich na to stać. Próby ratowania „Stilonu” przed upadłością wyglądają karykaturalnie. Można tu dostrzec pewne analogie z gorzowskim biznesem w ogóle, gdzie uczciwy i rzetelny względem kontrahentów – jest tylko przedsiębiorcą, a ci umiejący kręcić i nie płacić – to już poważni biznesmeni.

Tylko niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, że klub i jego problemy, w przeddzień wyborów, stały się miejscem żerowiska dla polityków. „Cui bono?” – a więc, kto skorzystał i komu wywlekanie brudów oraz głupawy i nieodpowiedzialny atak na prezydenta Wójcickiego, przyniósł korzyści ? Kandydat PiS-u stoi z boku, prezydent słusznie próbuje się bronić, niesłusznie obrywa się Jerzemu Synowcowi, któremu wszyscy wypominają, że jest w komisji rewizyjnej „Stilonu”, choć nikt nie mówi tego, że dopiero od 4 czerwca br. i to właśnie on pierwszy podniósł zarzut nieprawidłowości finansowych w klubie. Całkiem inną sprawą jest jego prywatny sponsoring klubu i zawodników, ale zanim prawda dotrze na metę, ściema ma już tam sojuszników.

„Zgadza się, Robert Surowiec to mój znajomy. W sprawie startu Roberta w wyborach prezydenckich w obecności pana Radosława Sujaka wyraziłem swoją opinię. Robert Surowiec świetnie zarządza gorzowskim szpitalem” – napisał prezes Piotr Biłko w swoim liście otwartym do Prezydenta Miasta, dając obu panom pocałunek śmierci, bo chyba nie tak miało to wyglądać, i nie ma potrzeby, aby wszyscy myśleli, że jego ekscesy, to nie tylko próba nagłośnienia nieprawidłowości.

Pan Piotr chciał dobrze, ale wyszło słabo. Naiwnością byłoby wierzyć, że na pomysł ataku na prezydenta Wójcickiego wpadł sam, a narracja o odpowiedzialności komisji rewizyjnej klubu, w której J. Synowiec zasiada zaledwie od miesiąca, to przypadek. O całej sprawie: pieniądzach z akcji charytatywnej, wypłatach bankomatowych i kradzieżach na lewo i prawo, szkoda pisać. Jakie miasto, takie aferki. Co teraz ? Klubowi potrzebny jest klimat, ciężka praca krok po kroku, budowanie zaplecza i atmosfery. To będzie trwało i zweryfikuje, komu na klubie zależy, a kto chciał się na nim jedynie lansować...


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości