Wszyscy beznadziejni oponenci Wójcickiego. Część pierwsza...

25 czerwca 2018, 21:36, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Obietnice gorzowskiego PiS-u dla Gorzowa, marszczą się jak papier toaletowy. Mimo tego pretendent tej partii do najważniejszego fotela w Ratuszu, zdaje się myśleć, że prawda jest niczym, a permanentny PR wszystkim. Nie dadzą gorzowianom matki i ojcowie, żony i kochanki, tego, co obieca przed wyborami kandydat Sebastian Pieńkowski.

Ma podobno program i śmiało go mieszkańcom prezentuje, chociaż kampania wyborcza jeszcze się nie rozpoczęła. Podobno pracowało nad nim wiele osób, chociaż kolejne jego odsłony wskazują, że autorów było tylko trzech – Stefek Burczymucha, Pinokio i Nikoś Dyzma. Wszystkie te deklaracje i obietnice, przypominają listę próśb do złotej rybki, a kluczowym słowem jest stwierdzenie: „Załatwimy w Warszawie”.

Swoją propagandę kandydat Pieńkowski kieruje przede wszystkim do osób starszych albo mało zorientowanych. We wszystkim ma pomóc kanonizowana nad Wartą na „Ciocię Cierpliwie Słuchającą” minister Rafalska. Byłoby błędem twierdzić, że nie zrobiła dla Gorzowa niczego dobrego, ale warto zmierzyć, czy werbalna kanonada obietnic i deklaracji, to coś więcej, niż wyborcza kiełbasa, za którą do Ratusza, wejdzie sfora wygłodniałych beneficjentów ewentualnej wygranej Pieńkowskiego. Gorzowskie „elity”: biznesowe, naukowe i polityczne, uległy fascynacji jej wszechmocą, ala ta ofensywa bezceremonialnego wodolejstwa, ma swoje granice.

W tym szaleństwie jest metoda, a „departament propagandy” przy ulicy Hawelańskiej jest wyjątkowo sprawny i metodyczny. Prostota i powtarzalność, krótkie hasło, najlepiej jedno zdanie: „Dzięki wpływom w Warszawie dużo załatwimy w Gorzowie”, wbijane jest gorzowianom do głowy non stop, przez Pieńkowskiego, i naprzemiennie przez syna znanej minister-Tomasza Rafalskiego, lub jej asystenta-Pawła Ludniewskiego. Gorzej z faktami, bo dotychczasowe efekty ich lobbingu, są opłakane. Obiecanego przez chór PiS-owych polityków dofinansowania hali sportowej nie będzie, a jeśli już, to w 50 procentach, a dokładniej w kwocie 15 milionów, które nie stanowią nawet 25 procent-kosztorys hali opiewa na więcej niż 60 milionów. Za te pieniądze nie da się inwestycji nawet rozpocząć. Podobnie z dofinansowaniem na stadion lekkoatletyczny, na który pieniądze miały już być, bo tak wiele miesięcy temu zadeklarowała minister Rafalska i kandydat Pieńkowski, ale z ministerialnych planów wyparowały.

Mało kto zadaje sobie trud weryfikacji takich obietnic, których nie powstydziłby się nawet drewniany produkt Gepetta-ten z długim nosem, i słynący z oszczędnego gospodarowania prawdą. Fakty są jednak takie, że wpływowy Pieńkowski i jego protektorka, nie zorganizowała też rządowej dotacji na rewitalizację Katedry, ani wsparcia Ministerstwa Kultury na renowację Willi Jaehnego, mimo iż ten pierwszy namawia teraz Wójcickiego do budowy Muzeum Historii Gorzowa, deklarując, że pieniądze znalazł po dwóch godzinach buszowania w internecie. „Zbyt puste to były słowa. Mam nadzieję, że to lobby, czy minister Rafalska, będą w stanie coś więcej wylobbować dla miasta” – skonstatował w wywiadzie Jacek Wójcicki.

Gra się tak, jak przeciwnik pozwala i odnosi się to nie tylko do porażek Polski w starciu z Senagalem i Kolumbią, ale również do lokalnej polityki, i potencjału oponentów Wójcickiego. Pozwalają oni urzędującemu prezydentowi na wszystko, bo przez cztery lata krzycząc: „Wilki, wilki!” albo „Wszystko w Gorzowie jest do bani!”, dzisiaj, nawet gdyby na miasto najechała chmara falubazowych najemników, albo Wójcicki chciałby podpalić Gorzów, by zbudować go od nowa, ich krzyki nic nie dadzą. Wszyscy są beznadziejni: mijają się z prawdą lub składają obietnice bez pokrycia.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości