Advertisement

Bagietka z zakalcem: Miasto układów. Kto blokuje rozwój Gorzowa?

18 czerwca 2018, 19:47, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Można zmienić prezydenta miasta, ale nie ma gwarancji, czy to zmieni stosunek miejscowych elit do spraw Gorzowa. One mają się dobrze, ale tylko na zdjęciach z bankietów i w loży VIP na stadionie żużlowym.Nawet tutaj w sporej części siedzą nie za swoje, ale dzięki darowanym im karnetom, do których publicznie nie chcą się przyznać. Oto, czego nikt nie chce powiedzieć wprost: Gorzów rozwija się w przeciwnym kierunku, niż powinien i mógłby inaczej, ale to nie jest na rękę jego skarlałym elitom.

Kilkanaście osób w mieście, no może dwadzieścia kilka, stworzyło w sektorze publicznym i podległych mu spółkach, system decydujący o tym, kto może tam pracować, kto otrzyma awans, zlecenie lub wyróżnienie, a kto nigdy nie zostanie zaakceptowany. Powiązania są nieformalne, a decydenci pochodzą z różnych opcji politycznych. System liczy sobie lata i ma swoich beneficjentów, co daje powody, by sądzić, że nie zniknie nigdy. Można oczywiście uśmiechać się i pukać w czoło, ale młodym uciekającym z miasta, do śmiechu nie jest – dostrzegają jego potencjał i piękno, walory przyrodnicze i położenie, ale wiedzą też, że tutaj bez układów, ani rusz.

Tak, tak, ludzie narzekający na brak perspektyw dla młodych, sami uwili sobie nad Wartą niezłe gniazdko, czerpiąc z możliwości lepszych, niż zwykli mieszkańcy. Znasz prezesa lub wiceprezesa szpitala, lub jesteś działaczem Platformy? Możesz liczyć na szczególne potraktowanie nawet pracę w miejscu, które były już prezes nazwał „żerowiskiem dla partii”. Chrześnica radnego nie ma pracy, a nie chce do „Lidla” – proszę bardzo, znajdzie się miejsce w Ratuszu. Co zrobić, by nikt nie oskarżył o nepotyzm? Technikę twórczo rozwinęło niegdyś dwóch ważnych gorzowskich urzędników: kuzynka dyrektora ZUS zatrudniona została przez starostę, a krewniaczka starosty, przez tego pierwszego. To przecież przypadek, że setki tysięcy złotych idą do fundacji X, która robi głównie duże eventy, a „Pozytywka” nie ma za co opłacić rachunków.

Zwykło się narzekać, że Wydział Zamiejscowy Urzędu Marszałkowskiego nie posiada kompetencji. Nikt nie dostrzega faktu, że kompetencji nie posiadają też jego pracownicy, bo w znacznej ilości są tam tylko i jedynie dzięki protekcji politycznej. Nie inaczej z radami nadzorczymi, gdzie karuzela kadrowa od lat kręci się wokół nazwisk związanych z polityką. Jakby w Gorzowie, wykształcenie, doświadczenie i stosowne kursy, posiadali jedynie członkowie rodzin o politycznych konotacjach. Syn radnego SLD w radzie MZK, a jeszcze inny pierworodny europosła tej samej opcji, w radzie nadzorczej Inneco, to oczywiście efekt „transparentnych” procesów decyzyjnych. Dzisiaj praca w Ratuszu lub Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim, nie jest niczym finansowo atrakcyjnym dla osób z ambicjami, ale dla wielu protegowanych przez środowiska „trzymające Gorzów”, to jedyne zajęcie, do którego się nadają.

Starzy wyjadacze mają naśladowców. To ci wszyscy asystenci, później urzędnicy, ewentualnie radni, którzy po latach zawodowej dysfunkcyjności, gdzie nie liczy się rynek pracy, ale jazda „na cudzych plecach”, stają się zawodowo niepełnosprawni. Potrafią lać wazelinę i wiedzą pod kogo się podczepić, kogo lajkować i kogo wychwalać, ale po latach wchodzenia w du...ę, na ludzi bezinteresownych, a nad Wartą takich jest wielu, patrzą jak na Murzyna na pogotowiu.

Ożywcza energia i uczciwość, powinny płynąć z Akademii Jakuba z Paradyża. Nic z tych rzeczy, w świecie ludzi małych, wszystko musi mieć rozmiar XXL. Władze tej uczelni mają coraz mniej czasu, aby przekonać nieprzekonanych, że inwestowanie milionów w marzenie o akademickości, zamiast w solidne wyższe wykształcenie zawodowe, ma inny sens, niż tylko zaspokajanie suto opłacanych potrzeb beneficjentów z Teatralnej. Nie od dziś wiadomo, że Gorzów miałby już uczelnię wyższą z prawdziwego zdarzenia, będącą efektem połączenia z AWF, gdyby nie ekscentryczna rektor i jej kamerdyner w roli kanclerza. Ambicje, układy i interesy, jak zwykle biorą górę nad interesem miasta, a ustawa wicepremiera Gowina „pozamiata” wszystko. Kto ma dzisiaj szansę na karierę w AJP ? Przyjaciele „króliczka”, a dokładnie rektor, bo ci, którzy artykułowali jak jest, a nie jak chciałaby ta pani, już w tej uczelni nie pracują.

Były szef TVP Gorzów „wyłudzający” z Urzędu Marszałkowskiego dotację, której dzięki kruczkom prawnym, nie spłacił do dzisiaj? Bułka z masłem, przecież to takie gorzowskie, a on sam pojawi się za chwilę na listach wyborczych. Groteskowa sytuacja, gdy wiceprezydentem odpowiedzialnym za inwestycje, zostaje szefowa wydziału, za bałagan w nich odpowiedzialna. Więcej, później wychodzi na jaw, że firma jej męża w tym właśnie okresie, była podwykonawcą prac wykonywanych na rzecz miasta. To samo spotkało liderkę opozycyjnego ruchu Ludzie dla Miasta, ale to nie są wyjątki, bo w Gorzowie wszyscy jadą na publicznym „bez trzymanki”. Potrafią nawet zrobić awanturę na sesji Rady Miasta, gdzie stanęła kwestia zarządzania cmentarzem, byle dokuczyć jednemu, a pomóc synowi. Elity dokonały „anszlusu” interesów Gorzowa i łatwo z tego nie zrezygnują. To blokuje miasto, bo ono jest piękne i ma potencjał, także ten ludzki. Niestety, pomiędzy nimi a elitami, jest głęboki Rów Mariański. To blokuje rozwój Gorzowa.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x