Bagietka z zakalcem: Maruderstwo kochamy bardziej niż żużel

4 czerwca 2018, 23:01, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Gdyby karano za malkontenctwo, gorzowscy politycy mieliby na karku kilka wyroków dożywocia, bez możliwości ubiegania się o złagodzenie kary.

Przykro to pisać, ale najbardziej Gorzowa nie lubią jego mieszkańcy, i to ci najbardziej w jego życie zaangażowani: posłowie, radni, działacze, dziennikarze, i wszyscy ci, którzy mają swoje forum oraz sposobność do publicznego zabierania głosu. Owszem, też ulegam manierze narzekania, bo to polski sport narodowy, a w Gorzowie, nie ma mniej zwolenników, niż Speedway. Ciągle słyszymy, że wszystko jest do bani, a w szczególności, i na przykład... i wtedy następuje litania: „Kwadrat” zabetonowany, drzewa wycięli, trawa nie skoszona, pies nas...ł na chodniku, ulewa zalała ulice a w Landsbergu tak nie było, Zielona Góra nas ograła, inwestycje były opóźnione. Same konkrety, a narzekających ogranicza jedynie czas antenowy lub ilość znaków w tekście.

Narzekają, bo zależy im na dobru wspólnym, na „małej ojczyźnie”, jak argumentują, której prezydent z Deszczna, nie rozumie. A przecież, to narzekactwo nie pojawiło się wraz z nastaniem Jacka Wójcickiego. Nie jest czymś nowym i w sumie, nikogo nie powinno dziwić. Romans gorzowskich elit z malkontenctwem zaczął się dużo wcześniej. Miał się dobrze, gdy Henryk Maciej Woźniak zamykał centrum i przerabiał postkomunistyczne bloki w „kamienice”, ale na dobre rozwinął się za Tadeusza Jędrzejczaka. „Słowianka” miała być katastrofą finansową, budowa galerii rozłożyła kilka warzywniaków, a Bulwary Nadwarciańskie zabiły gorzowskich kupców. I jeszcze ta Filharmonia Gorzowska, która leży podobno za miastem, chociaż ze „Złotej Kancelarii” jest do niej nie więcej niż 350 metrów. Czteropasmowa Kostrzyńska okrzyknięta została „autostradą do Łupowa”, a budowa nowego Urzędu Miasta „gigantomanią”. Dzisiaj dawni narzekacze mrugają okiem i chętnie by do dwóch ostatnich pomysłów wrócili, ale jest za późno.

Prezydent Wójcicki nie ma lepiej, choć w jego przypadku, „konikiem” malkontentów nie jest inflacja dużych projektów, ale problemy z realizacją tych zaplanowanych za poprzednika. Problemy, które w minimalnym stopniu wynikają z jego zarządzania, a w maksymalnym z sytuacji gospodarczej i na rynku pracy. „Realizacja inwestycji wygląda fatalnie” – to Marta Bejnar-Bejnarowicz, a wtóruje jej kolega z rajcowskich ław Jerzy Sobolewski: „My się przyzwyczailiśmy, że wszystkie inwestycje są oddawane nie w terminie”. Jakby żyli na innej planecie. Nawet nie próbują opinii na temat inwestycyjnych opóźnień w Gorzowie, konfrontować z sytuacją we wszystkich innych miastach. Wystarczy w Google wpisać słowa kluczowe „opóźnienia inwestycje”, a następnie dopisywać miasta: Bydgoszcz, Poznań, Zielona Góra, Wrocław, Gdańsk etc. by się przekonać, że nie narzekają z troski o miasto, ale są zwyczajnie upierdliwi lub niedoinformowani.

Po tym tekście też znajdą się tacy, co to zawyją, że jest on podlizywaniem się prezydentowi, albo napisany został za kasę. W tym mieście to standard i najczęściej „łakomstwo” zarzucają innym ci, którzy najwięcej jedzą, a interesowność, osoby z niej żyjące. Na pół roku przed wyborami, jest jeszcze jedna kategoria narzekaczy – to ci, którzy zamierzają kandydować. Wśród tych hałasów, najbardziej drażnią głosy osób, które miały już wpływ na sprawy Gorzowa, ale poległy na całej linii. Pierwszy z brzegu to ekswiceprezydent Artur Radziński, który właśnie reaktywował swoje jednoosobowe stowarzyszenie. „Zależy nam na krytycznym opiniowaniu tego, co dzieje się w Gorzowie” – zadeklarował człowiek, który sam był przedmiotem poważnej krytyki, i nie zawsze było to tylko narzekactwo. Karykaturalnie będzie wyglądało „wskazywanie faworyzowania w podziale środków wojewódzkich Zielonej Góry”, przez osobę, która za ich słabsze wykorzystywanie niż w Winnym Grodzie, jest bezpośrednio odpowiedzialna.

Taki urok miasta nad Wartą. To, że ktoś wypluł marchewkę, zanim pojawił się kij, nie oznacza, że ma rację. I dotyczy to wszystkich, także dawnych Ludzi dla Miasta, ratuszowych eksdyrektorów i prezesów: Kaźmierczaka, Gierkowskiego czy Klatty, ale również odepchniętej przez obecnego prezydenta, liderki „Kocham Gorzów”.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości