Barwy kampanii: wielki pic na wodę, fotomontaż i potiomkinowskie wioski

27 maja 2018, 21:39, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Zwolennicy Platformy Obywatelskiej mają prawo czuć się zawiedzeni, za to sam prezydent Wójcicki i dwójka jego konkurentów, mogą już otwierać szampana. Rozpoczynająca się właśnie nad Wartą kampania wyborcza, uświadamia nam, jak bardzo niepoważnie traktują swoich wyborców tutejsi politycy.

Lokalne sondaże, to nie codzienność, nie dziwi więc, że na poziomie politycznego teatru na prowincji, wywołują u niektórych orgazmy. W Gorzowie, dla przeciwników prezydenta Wójcickiego, mogą być co najwyżej powodem do politycznej impotencji, lub chociażby problemów z „erekcją”. Zarówno sonda przeprowadzona przez gorzowianin.com, jak i sondaże „Gazety Wyborczej” i „Gazety Lubuskiej”, nie pozostawiają wątpliwości: obecny prezydent nie ma z kim przegrać, i mocno deklasuje rywali.

Wbrew rewolucyjnym scenariuszom i unoszącą się nad platformerskim ludem nadzieją, że... „może tym razem będzie transparentne”, i bez zakulisowych gierek, kandydatem PO na prezydenta został Robert Surowiec. Prawda jest taka, że kandydat Platformy krytykuje urzędującego prezydenta najbardziej, choć jego partia z nieformalnej koalicji z nim, personalnie korzysta najwięcej. Uderza w Wójcickiego permanentnie, ale w rzeczywistości jest to uderzanie w lustro, w którym mógłby się przejrzeć, i zobaczyć opłakane efekty swoich kilkunastu lat „pracy” w samorządzie. Nienawidzi prezydenta, bo mimo oczywistych wpadek w ostatnich czterech latach, Wójcicki jest jego wyrzutem sumienia, a lenie nie lubią lepszych od siebie.

Na kapitański mostek miasta, próbuje się dostać Sebastian Pieńkowski. Człowiek bez właściwości, pozlepiany ze śliny PiS-owskiej nowomowy, który bez stojącej za nim partii, nie osiągnąłby w życiu niczego. Kanonizowana w mieście na świętą „ciocia Ela” wspiera go jak tylko może, ale podróż po gorzowskim piekiełku rozpoczęła słabo – od przypisania sobie w partyjnej gazetce zasług, których nigdy nie posiadała. Ta PiS-owska propaganda w pisemku „Dla Gorzowa”, którą zmasakrował w felietonie uznany mecenas Jerzy Synowiec, jest tak prymitywna, toporna i niemądra, że nie może być skuteczna. Większość zawłaszczonych „zasług” to efekty pracy marszałek Elżbiety Polak, władz miasta lub prywatnych osób zaangażowanych w sprawy miasta np. działaczy sportowych. Swoją propagandę Pieńkowski i kolesie, kierują wyłącznie do ludzi mało zorientowanych, ale infekuje tym całe miasto. Nawet gdyby kandydat PiS-u wybory wygrał, do Ratusza i tak nie wejdzie, bo jego ego jest tak duże, że nie zmieści się w drzwiach wejściowych.

Stojący przed zaangażowanymi w politykę gorzowianami dylemat jest widoczny jak na dłoni. Albo oddamy miasto Rawom, Sondejom, Płonkom, Cichowlasom i Ludniewskim, którzy własne poglądy wyleasingowali na użytek partii, albo uda się porozumieć z Wójcickim, i w kampanii przynajmniej nie robić za „pożytecznych idiotów” PiS-u. Mowa o najbardziej wiarygodnym komitecie, za którym stoi Jerzy Synowiec. Wystawianie kandydata na prezydenta ma sens, o ile on ma szansę na zwycięstwo, a kilkanaście procent Marty Bejnar-Bejnarowicz – poza dyskusją uczciwej i czującej miasto, to prezent dla PiS-u. Tak wiem, jest druga tura. Gdyby do niej doszło, a oczywistym faworytem będzie prezydent Wójcicki, konieczne będzie porozumienie z Bejnar-Bejnarpowicz. Problem w tym, że dzieli ich prawdziwy Rów Mariański, i nie zanosi się, by w kampanii wyborczej wojenne topory zostały zakopane.

I wreszcie prezydent Wójcicki. Jego głównym problemem jest miernota zaplecza politycznego, a także uleganie urokowi „oficerów prowadzących”. Nie od dziś wiadomo, że główną rolę w tym teamie odgrywa strateg od PR Adam Piechowicz, i „szara eminencja” mecenas Kurczyna. Gdyby dzisiaj kazali Wójcickiemu skoczyć z ostatniego piętra „Przemysłówki”, do której zakupu najpierw go namówili, ten miałby tylko jedno pytanie: „Czy mogę się pożegnać z rodzicami?”. Pewne jest, że jego Disnejowską rzeczywistość ostatnich czterech lat, gdy konkurenci mogli mu „skoczyć”, teraz zamieni się w tą Kafkowską, pełną absurdów i brutalnych oskarżeń, choć w mieście stało się w ostatnich czterech latach całkiem sporo. Choć oczywiście mogło więcej, a odłogiem leżą sprawy strategiczne, jak Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu, bez którego i w formie innej niż przygotowali urzędnicy, w mieście nad Wartą można zgasić światło.

Dobrze by było wyłączyć też telewizory, radioodbiorniki i internet już na czas kampanii wybiorczej, bo idiotyzmy gonią idiotyzmy. Nie wiadomo, czy pomysł Sebastiana Pieńkowskiego z tysiącem złotych „becikowego”, i zainicjowane przez Surowca uroczystości narodzin pięćsetnego dziecka w gorzowskiej porodówce, to efekt cynizmu czy po prostu głupoty. Nie inaczej z festynową „sraczką”: w pierwszym przypadku na Kwadracie, a w drugim, przy szpitalu. Tylko czekać, jak prezesi z Dekerta będą świętować tysięczny zgon w roku, bo średnio umiera tam do 945 osób, a przekroczenie magicznej liczby 1000., byłoby czymś „do sprzedania” mediom. Na tą chwilę partyjni kandydaci prezentują wielki pic na wodę, fotomontaż i potiomkinowskie wioski. Zza pudru i fasady troski o miasto, wyziera partyjniactwo. Inaczej mówiąc: dwóch diabłów ubrało się w ornat: jeden patriotyzmu, a drugi obywatelskości, i ogonem na mszę dzwonią.

A co z Radą Miasta i wyborczymi listami do niej ? Czekać na młodych ? Bez sensu. Najsmutniejsze jest to, że w Radzie Miasta jest wielu młodych ludzi, ale stali się tacy sami, jak wszyscy ci, którzy rajcowskie fotele okupują od trzech i więcej kadencji. Do samorządu powinni trafić ludzie nowi, którzy odnieśli sukcesy poza polityką


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości