Wiadomości

Łączenie przez dzielenie, czyli biznes po gorzowsku

2 czerwca 2022, 19:05, Robert Bagiński
Ponoć jest to organizacja niezależna i tylko biznesowa. Rozgłos jej inauguracji miał zapewnić były europoseł Rosati, ale zapewnił jedynie rozgoryczenie. Przedsiębiorców – bo liczyli na rozmowę o biznesie, a była polityka.

Biznes lubi ciszę, ale to nie dlatego na temat Lubuskiej Federacji Przedsiębiorców Polskich wszyscy mówią półsłówkami. Przedsiębiorców zszokował nagi oraz brzydki fakt: organizacja mająca być niezależną reprezentacją małego i średniego biznesu, już na starcie zdeklarowała się politycznie. Spotkanie inauguracyjne w swej części oficjalnej wiedzie do konkluzji, że ma to być byt polityczny, a przedsiębiorcy to jedynie kwiatek do platformerskiego kożucha. Witamy w Polsce!

W wielkim skrócie – poseł Krystyna Sibińska oraz były prezes Stali Gorzów Ireneusz Zmora powołali do życia nową organizację. Esy-floresy o potrzebie reprezentacji w Lubuskiej Radzie Dialogu Społecznego, ale początek był słaby; bohaterem inauguracyjnego spotkania został polityk Dariusz Rosati. Nietakt wyczuł nawet prezydent Jacek Wójcicki, a także niektórzy przedsiębiorcy, którzy skonfundowani opuszczali salę. Miało być biznesowo, a było głównie politycznie. Po co to wszystko? Najważniejsze jest to, o czym jeszcze się nie mówi, bo podobno dżentelmeni o tym nie rozmawiają.

Geneza i sposób powołania organizacji konkurencyjnej wobec Zachodniej Izby Przemysłowo-Handlowej do złudzenia przypomina znany z mediów numer „na słupa”. Owszem, jest to organizacja szorstko pobłogosławiona przez Urząd Marszałkowski, ale chodzi o przyszłe fundusze europejskie – również te z krytykowanego przez platformersów Krajowego Planu Odbudowy. Rzut oka na sposób przyznawania Lubuskich Bonów Rozwojowych, na które przekazano w województwie 40 milionów, nie pozostawia wątpliwości – możliwości są ogromne, ale wszystko musi być hermetyczne. Nikomu nie jest potrzebny kolejny Mejza, smród i aferalna atmosfera.

Ni stąd, ni zowąd, wyrosła więc organizacja, która ma dać radę – tak, aby tort był dzielony również wśród swoich. Nie chcę przez to stwierdzić, że coś tu jest nie tak, albo jest nielegalne! W tym wszystkim umyka fakt, że nad Wartą jest już ważna oraz wpływowa organizacja – w dodatku z piękną i funkcjonalną siedzibą w willi Jaehnego. Trudno oprzeć się refleksji, że ktoś próbuje budować w kontrze do czegoś, co już dobrze działa, ale tylko dlatego, że nie ma na to wpływu.

Zza pudru troski o biznes wyziera zwykła zazdrość wobec ZIPH oraz chęć współudziału w podziale finansowego tortu w przyszłości. Ta ostatnia, przy wszystkich swoich wadach, choć zdecydowanie przeważają plusy i sukcesy – dość przypomnieć, że prezes Koralewicz został w tym tygodniu odznaczony państwowym orderem, nie afiszuje się ostentacyjnie z przynależnością swoich członków do określonych partii politycznych. Jest ponad tym wszystkim; to politycy są dodatkiem – nie odwrotnie.

Na fakt, że samorząd przedsiębiorców organizuje aktywny polityk, należy spoglądać jak na coś w rodzaju politycznej koterii. Ostentacyjne okazywanie tego przez poseł Sibińską, to dla biznesowej organizacji nokautujący cios, a nie nobilitujący ruch. Inna sprawa, że obserwowanie kolejnych mało transparentnych ruchów tej doświadczonej oraz ambitnej parlamentarzystki, staje się zajęciem nudnym i przewidywalnym: wiadomo, że na koniec i tak nic z tego nie wyjdzie.

Napędzam swoją wyobraźnię, by zrozumieć, po co budować coś w kontrze do Zachodniej Izby Przemysłowo Handlowej? Na myśl przychodzi mi tylko Hiro Onda – japoński żołnierz, który wiele lat po wojnie biegał po Filipinach z karabinem, bo nie wiedział, że Cesarstwo Japonii skapitulowało. Politycy też wielu rzeczy nie rozumieją, a według znawców przedmiotu, po wielu latach w parlamencie – odklejają się od rzeczywistości. Tu często o poczucie, że jest się tak zasłużonym dla miasta i regionu, że tantiemy z tego, należą się do końca życia. Nieomylność, to ich drugie imię.


Podziel się

Komentarze

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości