Gorzowianie potrzebują szczepionki na maruderów

9 kwietnia 2021, 14:05, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Pilnie potrzebujemy nad Wartą szczepionki na maruderów i sceptyków. Tutejsi aktywiści oraz komentatorzy, krzepko i chyżo krytykują wszystko, co jest nowe oraz nie po ich myśli. Na szczęście większość mieszkańców jest zdania odmiennego.

Tak przynajmniej wynika z badania pracowni IBRiS dla „Rzeczypospolitej”. Efekty sondażu malują obraz miasta, w którym ratuszowe hasło „Gorzów w sam raz”, nie jest wyświechtanym sloganem, ale nabiera rangi symbolu. Podobnie uważa aż 86 procent mieszkańców. Analizie poddano ich zadowolenie z życia w Gorzowie oraz ocenę usług komunalnych, ale assessmentowi poddany został również prezydent Wójcicki. Tu wyniki nie zaskakują – jego oponenci z Rady Miasta oraz spoza niej, mogą się spierać o duperele, ale nie zmienia to faktu, że 75 procent respondentów ocenia go dobrze.

Zaraz, zaraz – ktoś zapyta. Przecież znani komentatorzy i aktywiści twierdzą coś innego. To prawda. Dokonują cudów werbalnej ekwilibrystyki, by nie powiedzieć, że miasto się zmienia na lepsze. Deptak na Sikorskiego jest podobno krzywy i w lecie błyszczy, a Kwadrat szkaradny – bo pijaczki nie mogą się chować w krzakach; miasto opanowała „betonoza”, a przesunięcie pomnika Adama Mickiewicza to mord gorszy, niż zamach na Narutowicza. I tak dalej, i tak dalej. Karty, które etatowi maruderzy trzymają w ręku, są zupełnie zgrane. Doznania z czytania ich wynurzeń nie mogą się równać z doznaniami ludzi oderwanych od rzeczywistości lub odciętych od publicznych zleceń i etatów.

W Gorzowie jak w soczewce skupiają się wszystkie patologiczne postawy odrzuconych, którzy próbują zepsuć radość z miasta większości mieszkańcom. Jesteśmy chyba jedynym w Polsce miastem, gdzie zmiany nie cieszą, ale mobilizują sfrustrowanych zwolenników tego jak było. To ci sami, którzy nie chcieli zamknięcia Sikorskiego przez Wójcickiego, a wcześniej budowy Filharmonii Gorzowskiej przez Jędrzejczaka. Schemat jest od wielu lat taki sam: moje jest mojsze, a nasze swojskie. W obecnej sytuacji takich miast jak Gorzów nie ma miejsca dysfunkcyjną krytykę i horrendalne brednie, że ma być jak Berlin, Szczecin lub... Gryfino. Więcej w tym wszystkim żółci złości, niż krwi zaangażowania.

Nie można też opierać strategii na nadziejach, ponieważ potrzebne są śmiałe wizje oraz odwaga ich realizacji. Miasto pracuje nad strategią rozwoju, ale ona nie może się opierać na nadziejach, bo choćby do nowej hali sportowej sprowadzić tysiąc atletów, a każdy z nich zjadłby tysiąc kotletów, to nie stworzymy nic nowego, myśląc po staremu. W tych potwornych czasach musimy złapać flow, które poniesie gorzowskie sprawy do przodu. Karmienie się iluzją nowych fabryk pod Gorzowem w przeddzień czwartej rewolucji przemysłowej, to zwykła ściema. Uważnie śledzę te kwestie ze względów zawodowych i szanse widzę gdzie indziej.

Najważniejsze na dziś. Wykopyrtnięcie się na takich sprawach jak Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu, będzie nie do wybaczenia. Mury na szczęście rosną, ale należałoby rychło zmienić ofertę edukacyjną. Ot, przykład pierwszy z brzegu – liceum ze Słupska zlikwidowało klasę dziennikarską, powołując vlogerską. Nowych zawodów powstało w ostatnim roku bez liku, i mógłbym ich tu wymienić kilkadziesiąt, ale gorzowscy radni i urzędnicy tego nie ogarną. Nie oszukujmy się, nie ogarniają nawet menadżerowie międzynarodowych korporacji, których rady dla miasta mogą być cenniejsze, niż emerytowanych humanistów ściąganych do Akademii im. Jakuba z Paradyża. Zamiast podróży w przeszłość, potrzebujemy przyśpieszenia do przyszłości.

Po mieście chodzą niestworzone plotki, kto mógłby się mierzyć za dwa lata z prezydentem Wójcickim. Sondaż IBRiS-u nie pozostawia wątpliwości: on może przegrać tylko sam z sobą. Stanie się tak wtedy, gdy nie uruchomi wyobraźni i myślenia o przyszłości inaczej, niż tylko przez pryzmat remontów. Widać, że jest na dobrej drodze.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości