Spalarnia to dla Gorzowa złoty interes. Przeciwnicy są w dużym błędzie.

20 lutego 2021, 21:22, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Zupełnie niespodziewanie na agendę miejskich dyskusji wjechały śmieci. Dzięki przełomowej decyzji wojewódzkich rajców będziemy mieli obiekt, jakiego nie powstydziłoby się żadne miasto. Chętnych jest wielu i zastanawiając się za długo, za kilka lat moglibyśmy się obejść smakiem.

Temat śmieci, od zawsze wywoływał emocje. Zwykło się uważać, że to temat śmierdzący – w przenośni i dosłownie. Tymczasem, budowa ultranowoczesnej spalarni odpadów w Gorzowie, to szansa na złoty interes; ryzyko żadne, a korzyści ogromne. Śmieci będzie nad Wartą tylko przybywało, a nie wszystkie można zrecyklingować. Efekt jest taki, że niezliczone ilości ciężarówek wywożą je za duże pieniądze do spalarni w Szczecinie lub Poznaniu, albo do cementowni na Dolnym Śląsku. Kto za to płaci? My wszyscy w comiesięcznych rachunkach.

Domorośli ekolodzy już zawyli, ale nie trzeba się tym przejmować. Osobników, którzy protestowali przeciwko ważnym dla miasta inwestycjom, Gorzów przerobił w ostatnich latach na pęczki. Zważmy na to, że o wielu z nich nikt już nie pamięta, a oni sami z oprotestowywanych obiektów, instytucji, obwodnic, dróg oraz mostów, ochoczo korzystają. Myślą, że temat spalarni może być dla nich polityczną trampoliną, ale cyniczne podgrzewanie emocji szybko sprowadzi ich na równię pochyłą.

Ta spalarnia to ogromna szansa. Dość powiedzieć, że w Europie jest takich ponad czterysta, a w Polsce tylko dziewięć. Uczestniczę w publicznym dyskursie już ćwierć wieku i nie mam wątpliwości, że jej znaczenie można przyrównać tylko do rozbudowy kanalizacji wodno-ściekowej w Gorzowie i wokół, a także do budowy zachodniej obwodnicy miasta, bez której nie byłoby dzisiejszej S3 w kształcie, jaki znamy. Te dwa przedsięwzięcia miały charakter ponadczasowy i prorozwojowy na dekady, podobnie jak planowana budowa spalarni śmieci.

Pojawiły się głosy, że taka inwestycja powinna powstać gdzie indziej, ale to opinie ludzi, którzy nie życzą miastu dobrze – nawet jeśli majaczą o tym, że Gorzów godzien jest co najmniej fabryk Elona Muska, laboratoriów Billa Gatesa oraz biurowców dla instytucji Unii Europejskiej. Im dłużej będziemy czekać na niemożliwe i nierealne, ten mityczny biznes z najwyższej półki, więcej będzie nam uciekało koło nosa okazji realnych. Gdy czytam wpisy tzw. ekologów, którzy solidnie przyłożyli się do opóźnień wielu innych inwestycji, a teraz nie podoba się im wszystko, co robi prezydent Wójcicki, cierpnie mi skóra.

Jeszcze słowo o samej spalarni, bo nazwa przedsięwzięcia kojarzy się słabo. Nie powinna, bo to będzie coś w rodzaju elektrociepłowni, opalanej nie węglem, ale śmieciami. Dla zobrazowania korzyści niech posłuży fakt, że wytworzony prąd oraz ciepło będą służyć kilkunastu tysiącom mieszkań. Jednym z powodów, dla których powstanie spalarnia jest też obniżenie naszych rachunków za wywóz śmieci. „Będzie większa emisja zanieczyszczeń do atmosfery” – wyczytałem na gorzowskich forach głos jednego z krytyków. Nic bardziej błędnego. Wymogi dla spalarni są bardziej rygorystyczne niż w przypadku elektrociepłowni opalanych węglem. Mieszkańcy Chróścika mogą się obawiać, lecz nie spalarni, ale składowanych śmieci. Ta pierwsza ma być alternatywą dla szkodliwego składowania ich na tamtejszym wysypisku, które za 5-6 lat trzeba by było powiększać.

Gorzów jest miastem zielonym i nie zmieni tego wycięcie kilkuset drzew, bez których nie byłby możliwy rozwój. Miała tu powstać nowoczesna serwerownia, która okazała się wyborczym humbugiem senatora Komarnickiego. Teraz pojawia się szansa na miarę proekologicznego miasta. Trend jest dobry, a przeciwnicy spalarni nigdy nie będą w stanie zaproponować niczego lepszego. Owszem, miasto potrzebuje śmiałych i odważnych wizji oraz pomysłów w innych obszarach, ale tak jak kiedyś musiało się wpierw uporać z systemem wodno-ściekowym oraz mostami nad Wartą, teraz musi zadbać o to, by nie utonąć w śmieciach.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości