Dla jednych róg, a innym tylko sznur

18 stycznia 2021, 22:29, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Lamenty i publiczne rozdzieranie szat przez samorządowców związanych z opozycją są uzasadnione. Władza otworzyła nowy front walki, ale to zbędne uderzanie kijem w klatkę. Pół biedy, że walczą z prezydentami, burmistrzami i wójtami, ale dlaczego karani są mieszkańcy.

Tak przynajmniej wynika z raportu Fundacji im. Stefana Batorego. Opracowanie poświęcone jest sposobowi rozdziału środków z drugiej transzy Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Okazało się, że rząd przestawił finansową wajchę i postanowił ukarać samorządy, gdzie większe poparcie uzyskiwały w ostatnich wyborach partie opozycyjne. To nic, że na końcu tej nitki są zwykli mieszkańcy, którzy od politycznej bieżączki starają się trzymać z daleka. Taktyka potwierdza tezę, że „dobrej zmianie” udało się postawić na głowie rzeczy, które od lat mocno trzymały się na nogach. „Geografia to przeznaczenie” – mówił podobno cesarz Napoleon; nie wspomniał nic o kartkach wyborczych.

W wielki skrócie z raportu wynika, że choć samorządowcy z PiS-owską proweniencją rządzą w gminach obejmujących 9 procent mieszkańców kraju, to trafiło tam blisko 30 procent wszystkich dotacji. W gminach popierających w ostatnich wyborach senatorów z bloku senackiego, chociaż stanowią jedną trzecią kraju, pojawiło się niespełna 10 procent środków z tego funduszu. Najlepiej widać to w dotacjach liczonych na głowę mieszkańca. W gminach popierających PiS jest to 253 złote, w gminach głosujących na tzw. anty PiS tylko 60 złotych, a w gminach neutralnych 134 złote. W Lubuskiem do podziału było ponad 84 miliony i fotografia ich rozdziału jest identyczna jak w raporcie Fundacji Batorego. Żadnej pomocy nie otrzymało 80 procent gmin, których mieszkańcy wyraźnie opowiedzieli się przeciw „dobrej zmianie”

Prosamorządowe frazesy płynące z ust rządzących nijak się mają do rzeczywistości. Obowiązuje zasada: z nami, albo przeciwko nam. Nieskrywanym celem jest wyrażenie wdzięczności, ale takie działania budzą wśród wyborców pusty śmiech; w trakcie kampanii uchodziły „czeki” z logiem partii, ale nie w centrum pandemii. Cóż, kiedy brakuje pomysłów realnych, pojawiają się te stworzone z iluzji. Próbką tych ostatnich, jest najnowszy pomysł geniuszy od krzyży, orzełków i wody święconej: chcą odebrać samorządom szpitale. Nie trudno zgadnąć, ze prezes Porwich zamiast prezesa Ostroucha zatrudni nie sześciu, ale sześćdziesięciu kapelanów. Stąd już żabi skok do tego, by szpital „wielospecjalistyczny” został przemianowany na „narodowy”.

Dziś jest jasne, że zza pudru troski wyzierają kompleksy i wola zemsty na samorządowcach. Gorzów jako tako sobie radzi, to duża zasługa z okresu ministrowania Elżbiety Rafalskiej, ale również samego Wójcickiego. Pokorne cielę dwie matki ssie – głosi przysłowie. Prezydent lawiruje pomiędzy rządzącym w kraju PiS-em a zarządzającą w regionie Platformą Obywatelską. Czuje się w tym jak ryba w wodzie, a skutecznych piruetów zazdroszczą mu inni. Nie ma sensu wkładania innego garnituru, skoro ten neutralny leży jak ulał. Mamy w Gorzowie swój złoty róg i wykorzystujemy go dobrze, ale to nie jest powód, aby innym podawać tylko sznur. To gra na granicy faulu i wróci kiedyś do PiS-u jak bumerang.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości