Budżet. Trend jest dobry: trzeba inwestować!

16 grudnia 2020, 21:48, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Nad Wartą nie będzie zaciskania pasa, a co za tym dalej idzie - inwestycyjny impet nie osłabnie. Miasto się zmienia na lepsze i warto ten trend utrzymać. Fajnie mieć prezydenta ponadpartyjnego; ten format odzwierciedla zaangażowanie środków rządowych i marszałkowskich w kluczowych inwestycjach.

W sytuacji pandemii, która będzie miała nie do końca znany, ale na pewno negatywny wpływ na budżet Gorzowa, realną kondycję finansów miasta zobaczymy dopiero za kilka miesięcy. Całkiem suchą stopą przez kryzys nie przejdziemy, ale przyszłoroczny budżet nadal można określać mianem proinwestycyjnego. Plany są ambitne, a ponad 380 milionów na inwestycje nadają blask pojęciu „rozwój miasta”. Pod względem inwestycyjnym, Gorzów będzie w 2021 roku grał w szachy, podczas gdy inni zaledwie w bierki. Zewsząd słychać, że trzeba zaciskać pasa, a nad Wartą trwa karnawał budów i remontów, które zmieniają miasto.

Jedną z przykrych oznak gorszych czasów jest ogromny deficyt, który zostanie sfinansowany kredytem w wysokości 156 milionów. Pocieszeniem jest fakt, że pożyczone pieniądze nie zostaną przeznaczone na cuda na kiju, ale na ważne dla miasta inwestycje. Ich lista jest bardzo długa: od hali widowiskowo-sportowej, przez modernizację stadionu lekkoatletycznego i zakup nowego taboru komunikacyjnego, kontynuuację budowy CEZiB-u, a na budowach oraz przebudowach ważnych arterii kończąc. Żyjemy w mało wybornych czasach, ale zaciągnięcie inwestycyjnego hamulca dzisiaj, nie pozwoli docisnąć gazu w przyszłości.

Trudno się oprzeć pragmatycznej refleksji, że wiele inwestycji nie byłoby możliwych, gdyby nie wsparcie rządowe i marszałkowskie. Gro przedsięwzięć ma dofinansowanie ministerstw oraz Urzędu Marszałkowskiego; nie mała w tym rola europoseł Elżbiety Rafalskiej z PiS oraz ponadprzeciętnej aktywności radnych wojewódzkich, ze szczególnym uwzględnieniem Mirosława Marcinkiewicza z PO. Poza dyskusją, kluczowa jest rola prezydenta Gorzowa. Jego taktyką jest dobra współpraca ze wszystkimi. Dla wielu zmurszałych polityków partyjnych jest ciałem obcym, ale i oni zrozumieli, że Wójcicki dysponuje czymś w rodzaju „soft power” – miękkiej siły; to oni muszą zabiegać o jego względy, a nie odwrotnie.

To ostatnie jest jedną z wielu korzyści, jaką ma Gorzów z bezpartyjnego prezydenta. Gołym okiem widać, że w mieście nie da się funkcjonować tak, jak to praktykują „platformersi” w zarządzie województwa. Tu trzeba działać spokojnie, ponad podziałami i szukać sojuszników. Sierotą jest pomysł, żeby włodarz miasta wiązał się tylko z jedną partią, by zapewnić sobie finansowanie ważnych przedsięwzięć. Takie relacje są szyte dziwną fastrygą, gdy raz jedna, a innym razem druga strona, doskonale widzi wystające frędzle. Kiedyś pisano i mówiono, że Gorzów boksuje powyżej swojej ligi. To nie jest prawda. Krajobraz Gorzowa już jest super, przyszłoroczny budżet oraz inwestycje tylko tą opinię potwierdzą, a perspektywa kolejnych lat jest otwarta. Dziś jednak nie o strategii rozwoju miasta.

Podsumujmy fakty. Wydatki budżetu wyniosą grubo ponad miliard (1 148 mln), przychody delikatnie przekroczą 950 milionów, a po stronie deficytu miasto musi zapisać ponad 200 milionów. Gdyby szukać dziury w całym, można domagać się budżetu zrównoważonego, ale takie rzeczy w czasach unijnych dotacji oraz rządowego wsparcia, dzieją się tylko w miastach, którym na imię Utopia. Trend z ratusza jest dobry: pandemia to stan przykry i bolesny również dla finansów samorządów, ale za kilka lub kilkanaście lat, nikt już nie będzie o niej pamiętał. Inwestować trzeba dzisiaj. Radni powinni to rozumieć, choć dobrze wiemy, że będzie to wrażenie przyjazne tylko dla niektórych.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości