Chodzi o stado wolnych krów z Ciecierzyc, które zostało uratowane przez obrońców praw zwierząt. Na początku 2026 roku wyszło na jaw, że ze stada prawie 200 krów nie przeżyło ani jedno zwierzę. Prokuratura w Gorzowie wszczęła śledztwo w sprawie podejrzenia nielegalnego obrotu bydłem z naruszeniem przepisów weterynaryjnych. Śledczy sprawdzają zawiadomienie, z którego wynika, że część krów, która znalazła nowy dom w Lipkach Wielkich, mogła zostać sprzedana na ubój, mimo że miały dożywotni zakaz trafiania do konsumpcji.
W 2019 roku tą sprawą żyła cała Polska. Wszystko zaczęło od stada braci bliźniaków z Ciecierzyc w gminie Deszczno. Krowy latami żyły samopas, niszczyły plony i wchodziły pod samochody na lokalnych drogach. Ponieważ nie miały badań ani kolczyków, Powiatowy Lekarz Weterynarii nakazał ich wybicie, a urzędnicy zarezerwowali 350 tysięcy złotych na ich utylizację. Wtedy wybuchł ogólnopolski protest. Fundacje prozwierzęce zaczęły walkę o ich życie, a prośby o pomoc wysyłano do ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudy, prezesa PiS, a nawet do papieża Franciszka.
Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.
W rezerwacie Santockie Zakole powstało miasteczko obrońców zwierząt - około 200 osób dniem i nocą pilnowało stada przed transportem do rzeźni. Ostatecznie stado przejęło Biuro Ochrony Zwierząt z Zielonej Góry, któremu udało się zdobyć numer stada z ARiMR, postawić specjalną zagrodę i przeprowadzić badania, a następnie znaleźć im nowy dom.
Na przełomie stycznia i lutego 2020 roku dokładnie 186 krów trafiło pod opiekę małżeństwa w Lipkach Wielkich. Tylko w ciągu pierwszego roku padło aż 75 zwierząt. Powodem był wieloletni chów wsobny, wady serca oraz wzajemne tratowanie się bydła na pastwisku. Dr n. wet. Przemysław Cwynar po wizji lokalnej na 40-hektarowym wybiegu uznał, że winna jest tragiczna genetyka, a zwierzęta miały zapewnioną wodę i paszę.
Jak informuje TVP3 Gorzów, dziś po stadzie zostały już tylko kości, a sprawa trafiła do prokuratury. Pod koniec stycznia 2026 roku zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył współwłaściciel stada, który jest w trakcie rozwodu ze swoją żoną.
- Z zawiadomienia wynika, że część zwierząt miała zostać sprzedana w niewłaściwy sposób, czyli z naruszeniem ustawy o wymogach weterynaryjnych. One nie powinny być przedmiotem obrotu handlowego na cele spożywcze. Zawiadomienie dotyczy podejrzenia, że zwierzęta miały zostać sprzedane jako zdrowe osobniki w celu dalszej hodowli lub pozyskania mięsa i mleka - mówi w rozmowie z portalem gorzowianin.com prokurator Mariola Wojciechowska-Grześkowiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie.
Śledczy muszą teraz dokładnie zweryfikować, co stało się z każdą sztuką bydła. Konieczne będzie prześwietlenie całej działalności gospodarstwa oraz analiza dokumentacji weterynaryjnej. Będzie zabezpieczana dokumentacja oraz przesłuchiwani świadkowie.
- Postępowanie toczy się w celu stwierdzenia, co się z tymi krowami działo, ponieważ z zawiadomienia wynikało, że miało dojść do nieprawidłowości związanej z ich obrotem, z ich sprzedażą, a także, że część z nich miała paść - wyjaśnia prokurator Mariola Wojciechowska-Grześkowiak.