Wiadomości

Miliony zniknęły z OPS. Dziś pracownicy mierzą się z falą hejtu

10 kwietnia 2026, 11:09, Marcin Kluwak
fot. Anna Kluwak
W Sądzie Okręgowym w Gorzowie trwa proces czterech byłych pracownic Ośrodka Pomocy Społecznej w Kostrzynie nad Odrą, oskarżonych o wyprowadzenie z kasy placówki ponad 7 milionów złotych. Ale dla miasta ta sprawa nie kończy się na sali rozpraw. Burmistrz Andrzej Kunt przyznał w Radiu Zachód, że po tej aferze trzeba odbudować zaufanie do instytucji, która miała pomagać najsłabszym mieszkańcom.

To właśnie te słowa najmocniej pokazują, jak duży ślad zostawiła ta sprawa. Bo choć proces dotyczy czterech konkretnych osób, cień padł na cały ośrodek i na ludzi, którzy pracują tam dzisiaj. Dla mieszkańców to nie jest tylko kolejna sprawa karna. To historia o pieniądzach, które miały trafić do potrzebujących, a według śledczych przez lata zasilały prywatne kieszenie.

To nie była zwykła instytucja

O sprawie zrobiło się głośno w lipcu 2025 roku, kiedy to Prokuratura Okręgowa w Gorzowie skierowała do sądu akt oskarżenia. Sprawę opisywaliśmy w artykule pt.: Zamiast pomagać – kradły. 7 mln zł trafiło na konta czterech urzędniczek z Ośrodka Pomocy Społecznej.

Sam proces ruszył w marcu 2026 roku. Przed obliczem temidy stanęły: dyrektorka Bogumiły R., księgowa Barbary S., kasjerka Joanny S. i pracownicya administracyjna Lidii K. Z aktu oskarżenia wynika, że przez 15 lat z Ośrodka Pomocy Społecznej w Kostrzynie nad Odrą miało zniknąć ponad 7 milionów złotych.

Proceder był zorganizowany i przemyślany. Urzędniczki poświadczały nieprawdę w dokumentach, podrabiały podpisy na listach wypłat, a następnie wypłacały pieniądze z konta OPS i dzieliły je między sobą. Z ustaleń śledczych wynika, że uczyniły sobie z tego działania stałe źródło dochodu. Wszystko działo się na szkodę Urzędu Miasta w Kostrzynie nad Odrą - mówiła w rozmowie z gorzowianin.com  prokurator Mariola Wojciechowska-Grześkowiak, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Meble, sprzęt i codzienne zakupy. Na to wydawane były pieniądze z OPS

Przywłaszczone środki wydawano na prywatne potrzeby – m.in. na jedzenie, artykuły higieniczne, sprzęt AGD i RTV, meble oraz elementy wyposażenia wnętrz. Łączna wartość takich zakupów to ponad 178 tysięcy złotych. Jedna z kobiet, jak ustalili śledczy, używała służbowego samochodu OPS do prywatnych celów – również dla swoich współpracownic.

Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.

Właśnie dlatego ta historia tak mocno uderzyła w mieszkańców. Nie chodziło o anonimowe publiczne pieniądze, tylko o środki przeznaczone na pomoc społeczną. O pieniądze dla tych, którzy często i tak żyją na granicy.

Burmistrz mówi wprost o odbudowie zaufania

W rozmowie w Radiu Zachód burmistrz Kostrzyna Andrzej Kunt nie ukrywał, że miasto do dziś mierzy się ze skutkami tej afery.  - Odbudowa zaufania, budowa wizerunku to są zawsze zagadnienia trudne w każdej sytuacji, a szczególnie wtedy, kiedy dotyczą to instytucji, która jest po to, żeby pomagać najsłabszym - mówił burmistrz Kostrzyna nad Odra. To zdanie dobrze oddaje sedno problemu. Bo nawet jeśli proces toczy się przeciwko konkretnym osobom, mieszkańcy patrzą szerzej. Patrzą na OPS jako całość. Na miejsce, do którego przychodzi się po pomoc, a nie po kolejne rozczarowanie.

Cztery oskarżone i kilkadziesiąt osób, które pracują dalej

Burmistrz zwrócił też uwagę na coś, co w takich sprawach często ginie w cieniu wielkich kwot i głośnych zarzutów. Akt oskarżenia dotyczy czterech osób, ale w ośrodku pracuje jeszcze kilkadziesiąt innych. To oni dziś muszą wykonywać swoją pracę, chociaż nie mają nic wspólnego z zarzutami. Andrzej Kunt podkreślał, że w OPS pracuje jeszcze czterdzieści parę osób, głównie kobiet, które cały czas wykonują niełatwą pracę, a jednocześnie zmagają się z przykrymi reakcjami i hejtem.

Proces trwa, ale skutki są od dawna poza sądem

Druga rozprawa nie przyniosła przełomu w samej istocie sprawy, bo najważniejsze ustalenia były znane już wcześniej.  Kobietom grozi do 15 lat więzienia. Miasto występuje w procesie jako strona pokrzywdzona i domaga się zwrotu utraconych środków. To jednak nie zmienia faktu, że nawet najwyższy wyrok nie zamknie od razu skutków tej sprawy w społecznej pamięci.

Marcin Kluwak

Marcin Kluwak

marcin.kluwak@gorzowianin.com

Podziel się

Komentarze

Zobacz, jak wygląda Gorzów teraz – kamera na żywo

Vmedia

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości