Wiadomości

Ruszył proces w sprawie kradzieży 7 milionów z OPS. Urzędniczki stanęły przed sądem w Gorzowie

2 marca 2026, 15:18, Anna Kluwak
Przed Sądem Okręgowym w Gorzowie ruszył proces czterech urzędniczek z Kostrzyna nad Odrą, które przez 15 lat miały ukraść z Ośrodka Pomocy Społecznej ponad 7,1 miliona złotych. Pieniądze dla najuboższych lądowały w kopertach urzędniczek, a z miejskiej kasy finansowano meble, sprzęt AGD, artykuły RTV, zakupy spożywcze czy transport cateringu służbowym autem na wesele córki dyrektorki w Niemczech. Kobietom grozi do 15 lat więzienia.

Nie masz czasu czytać? Posłuchaj naszego 60-sekundowego skrótu

Co musisz wiedzieć?

Proces dotyczy gigantycznej kradzieży 7 121 273,81 zł z budżetu OPS w Kostrzynie nad Odrą w latach 2006-2021. Oskarżone to Bogumiła R., Barbara S., Joanna S. oraz Lidia K. Mechanizm polegał na tworzeniu fikcyjnych decyzji o zasiłkach i podrabianiu podpisów. Oprócz gotówki, urzędniczki wydały 178 223,93 zł na prywatne zakupy, a dyrektorka wysłała służbowe auto z cateringiem na wesele córki w Niemczech (trasa 724 km). Kobietom grozi do 15 lat więzienia, a prokuratura zabezpieczyła ich majątek o wartości 1,6 mln zł.

W poniedziałek 2 marca 2026 roku w Sądzie Okręgowym w Gorzowie ruszył głośny proces czterech byłych urzędniczek z Kostrzyna nad Odrą. Była dyrektorka Bogumiła R., księgowa Barbara S., kasjerka Joanna S. i pracownica administracyjna Lidia K.oskarżone o wyprowadzenie z Ośrodka Pomocy Społecznej ponad 7 milionów złotych. Pieniądze, które miały wspierać najbiedniejszych mieszkańców, przez 15 lat zasilały prywatne konta i portfele oskarżonych. Była dyrektor Bogumiła R. przed sądem przeprosiła, ale jednocześnie zaczęła kwestionować kluczowe dowody prokuratury.

Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.

Jak przez 15 lat okradano mieszkańców Kostrzyna nad Odrą?

Sprawa, która wstrząsnęła regionem, wyszła na jaw przez przypadek. Gdy była dyrektor Bogumiła R. odeszła na emeryturę, nowa pracownica znalazła sfałszowaną dokumentację w starym kantorku. Przez 15 lat proceder pozostawał niewykryty, ponieważ kradzieże dotyczyły mniejszych kwot wypłacanych zawsze w gotówce, a zamieszane w nie były wszystkie osoby decyzyjne w ośrodku. Mechanizm był prosty: Lidia K. przygotowywała projekty fikcyjnych decyzji na podstawie podrobionych wywiadów środowiskowych. Następnie Bogumiła R. i Barbara S. fałszowały podpisy mieszkańców na listach płatności. Ponieważ w proceder zamieszany był cały pion finansowy, kontrole Urzędu Miasta przez półtorej dekady niczego nie wykryły.

Burmistrz Kostrzyna Andrzej Kunt nazwał to działanie haniebnym, podkreślając, że ofiarami padły osoby najsłabsze. Miasto występuje w procesie jako strona pokrzywdzona i domaga się zwrotu całości utraconych środków.

Podrabiały podpisy, aby kraść gotówkę. Meble, AGD i codzienne zakupy za pieniądze z OPS

Akt oskarżenia, który odczytała prokurator Agnieszka Hornicka-Mielcarek z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie, nie pozostawia złudzeń co do skali procederu. Śledczy zarzucają kobietom, że uczyniły sobie z kradzieży stałe źródło dochodu. Według ustaleń prokuratury Barbara S. wspólnie z dyrektorką podrabiała podpisy mieszkańców na listach wypłat, potwierdzając rzekomy odbiór zasiłków.

Z kolei Joanna S. usłyszała zarzut przywłaszczenia 6 273 233,78 zł oraz udziału w zakupach prywatnych na kwotę 151 334,58 zł. Najcięższy zarzut usłyszała Lidia K., która jako pracownica administracyjna miała przygotowywać projekty fikcyjnych decyzji i listy wypłat na pełną kwotę ponad 7,1 miliona złotych. Pieniądze były wypłacane w gotówce z rachunku w Gospodarczym Banku Spółdzielczym w Barlinku.

Jak urzędniczki dzieliły ukradzione pieniądze?

Podczas rozprawy przytoczono wcześniejsze wyjaśnienia Bogumiły R., w których opisała moment podziału łupów. Pieniądze miały trafiać do kopert w jej gabinecie. -  Na samym początku podział był na trzy osoby. Na mnie, na księgową i na kasjerkę. Moim zdaniem od początku dzieliłyśmy to po równo - wyjaśniała w śledztwie Bogumiła R., była dyrektorka OPS w Kostrzynie nad Odrą.

Z czasem do grupy dołączyła czwarta osoba. Dyrektor tłumaczyła, że Joanna S. musiała zostać włączona w proceder, ponieważ jako kasjerka fizycznie wypłacała pieniądze i jej brak wiedzy o oszustwie byłby "podejrzany". Podczas poniedziałkowej rozprawy obrona Lidii K. dopytywała, czy ktokolwiek mógł widzieć moment przekazywania kopert z gotówką. Bogumiła R. przyznała, że jej pokój był ostatni w korytarzu, co sprzyjało dyskrecji.

Dlaczego dyrektorka nie podtrzymuje wcześniejszych zeznań?

Choć Bogumiła R. zaczęła od słów przeprosin, w sądzie oznajmiła, że nie podtrzymuje swoich wcześniejszych wyjaśnień w kluczowych punktach. Kwestionuje ona wyliczenia prokuratury dotyczące lat 2007-2011, twierdząc, że brakuje dokumentacji na kwotę około 339 tysięcy złotych. Zaprzeczyła również, jakoby wspólnie z Barbarą S. robiła zakupy za pieniądze ośrodka. Wskazała przy tym na inne osoby, jak Elżbieta P. czy Sylwia H., które miały realizować zamówienia.

- Naszym zadaniem nie było przywłaszczanie pieniędzy, żeby te pieniądze przekazywać na bieżące remonty. Nie zgadzam się z kwotą za faktury 178 tysięcy. Nie robiłam zakupów z panią S. - przekonywała przed sądem była dyrektor.

W trakcie rozprawy oskarżona zaczęła kwestionować pojedyncze decyzje administracyjne, wskazując na drobne błędy. Przykładem był zasiłek celowy, gdzie w aktach figurowała kwota 318 złotych, podczas gdy oskarżona twierdzi, że faktycznie chodziło o 317 złotych.

Sędzia Joachim Wieliczuk dopytywał, czy oskarżona kwestionuje całe oszustwo, czy jedynie różnicę jednej złotówki. Dyrektorka potwierdziła, że chodzi jej o błędy w wyliczeniach prokuratury, co według niej podważa rzetelność aktu oskarżenia.

Kto zapłacił za catering na niemieckie wesele córki dyrektorki?

Osobnym punktem aktu oskarżenia jest wykorzystanie mienia publicznego do celów prywatnych. W czerwcu 2016 roku Bogumiła R. miała polecić kierowcy Grzegorzowi G. oraz Sylwii H. przewiezienie cateringu na wesele swojej córki do miejscowości Brunswick w Niemczech. Trasa liczyła 724 kilometry w obie strony. Koszty paliwa oraz czas pracy personelu (łącznie 565,50 zł) zostały rozliczone w kartach drogowych jako wyjazdy służbowe, m.in. na trasie do Polic.

Urzędniczkom grozi do 15 lat więzienia

Prokuratura uznała, że urzędniczki zrobiły sobie z kradzieży stałe źródło dochodu. Dlatego za wyprowadzenie z miejskiej kasy ponad 7 milionów złotych oskarżonym kobietom grozi od 1,5 roku do 15 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo sąd może nakazać im zwrot wszystkich ukradzionych pieniędzy. Na poczet przyszłych kar i obowiązku naprawienia szkód, prokuratura zabezpieczyła mienie oskarżonych - w tym nieruchomości i pieniądze - o łącznej wartości ponad 1,6 miliona złotych.

Fotoreportaż



Podziel się

Komentarze

Zobacz, jak wygląda Gorzów teraz – kamera na żywo

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości