Wiadomości

Co nas czeka w 2023 roku, czyli jak przetrwać turbulencje?

3 stycznia 2023, 21:24, Robert Trębowicz
Planeta Ziemia ponownie zatoczyła koło wokół lokalnej gwiazdy - naszego Słońca. Poobijani dobrodziejstwem inwentarza roku 2022 dobrnęliśmy do Anno Domini 2023. Wielu z nas zastanawia się, co on przyniesie. Wszelkiej maści scenariusze i wizje ze szklanej kuli jeżą włos na głowie. O ile ktoś te włosy jeszcze posiada. Życzmy sobie wszyscy, by pozytywnie nas zakończył.

W krajowej polityce zapowiada się gorący rok. Wina Tuska będą serwowane równie często jak  orlenowskie hot-dogi, grillowane na saudyjskiej ropie. Miłośnicy ładu średniowiecza zapewne przypuszczą niejedną krucjatę ideologiczną na liberałów. Wstyd mi, gdy znajomi zza Odry coraz częściej postrzegają nasz kraj jako cywilizacyjny skansen. Po kolejnej porcji dyrdymałów wygłaszanych przez polityków stojących na straży jedynie słusznych wartości nie mam praktycznie żadnych argumentów, by bronić pozytywnego wizerunku Polski.

Tematy zastępcze w polityce to sprawdzona metoda. Dzielić, antagonizować, polaryzować, by zebrać żelazny elektorat pod jedynie słusznym sztandarem. Niestety, przy okazji zrażamy do polityki rozsądną większość, która chce żyć wolna od ideologii w dobrobycie i spokoju.  Z dala od ingerencji państwa w codzienne życie. Mam coraz większe wątpliwości, czy oba skłócone przez polityków plemiona stanowią jeszcze jeden naród. Coraz mniej na to wskazuje.  Próbuję wysilić się na optymizm. Łatwo nie jest. Nie zamieciemy  pod dywan tego, co naprawdę czujemy. Złości, obaw i wątpliwości. Po obu stronach politycznej barykady.

Niespotykana od dekad inflacja rujnuje nasze aktywa. Strzyżenie portfeli trwa w najlepsze. Rządzący najwyraźniej przykozaczyli z optymizmem, kiedy trzeba było podejmować pierwsze działania tłumiące impuls inflacyjny. Mleko się rozlało. Ekonomiczny populizm bywa kosztowny. Teraz możemy jedynie zaśpiewać ulubioną przyśpiewkę kibiców, czyli  „Polacy nic się nie stało”. Na otarcie łez, za radą prezesa pewnego banku, pozostaje nam tylko przygarnąć kota. Lub psa, jeśli z kotem ktoś ma złe skojarzenia. O ile prezes zasponsoruje coraz droższą karmę. 

Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują również na to, iż kolejny rok przyjdzie żyć nam w cieniu wojny, której końca nie widać. Groźne pomruki z Kremla nie ustają. Co jakiś czas w narracyjnej fabule pojawiają się także groźby wobec Europy, w tym Polski. Mam cichą nadzieję, że to jedynie blef słabnącego niedźwiedzia, ale gwarancji nie da nam nikt.

Przynajmniej nie straszą Covid’dem, który spowszechniał jak jesienny katar. Pamiętacie zapewne atmosferę grozy serwowaną przez media ponad rok temu? Zamknięte lasy, maseczki na ulicach. Abstrakcja. Czuliśmy się jak na Marsie. Jeden problem z głowy.
 
By zakończyć optymistycznym akcentem: Każda noc się kiedyś skończy. Widocznie jako naród mamy trudną karmiczną lekcję do przerobienia. Musimy zapikować w kierunku dna, by doznać oświecenia. Wierzę, że wszyscy wyjdziemy z tego silniejsi. Tylko jakim kosztem? Początek procesu zdrowienia to zmierzenie się z rzeczywistością. Nie można zaklinać jej w nieskończoność medialną propagandą. Może w ramach postanowień noworocznych warto opuścić informacyjne bańki, by spojrzeć własnymi oczami na otaczającą nas rzeczywistość? Zbyt często robią nas w balona.
 
Pozostaje nadzieja, że zły czas przeminie, czego wszystkim nam w Nowym Roku 2023 życzę!

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News
Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia? Coś Cię denerwuje? Nagrałeś film lub zrobiłeś zdjęcie? Daj nam znać!
tel. +48 450 066 400
Wyślij nam wiadomość poprzez Messengera lub WhatsAppa

Podziel się

Komentarze

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości