Krzysztof utonął na basenie Słowianki. Ruszył proces ratowników

12 maja 2021, 14:00, ak
fot. Anna Kluwak
W środę 12 maja w Sądzie Rejonowym w Gorzowie ruszył proces w sprawie śmierci 54-letniego Krzysztofa na basenie Słowianki. Na ławie oskarżonych zasiada dwóch ratowników, którzy usłyszeli zarzuty narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia osoby nad którą ciąży obowiązek opieki. Zarówno Monika Sz., jak i Wojciech Ś. nie przyznają się do winy. Grozi im do 5 lat więzienia.

Do tragicznego zdarzenia doszło w środę 4 września 2019 roku na basenie gorzowskiej Słowianki. 54-letni Krzysztof pływał w basenie sportowym i w pewnym momencie zniknął pod wodą. Ratowników o tym, że ktoś znajduje się od dłuższego czasu pod wodą zaalarmowała inna osoba przebywająca na basenie. Mężczyzna został wyciągnięty spod wody przez ratowników, którzy przystąpili do reanimacji i wezwali na miejsce pogotowie. Niestety 54-latka nie udało się uratować, a lekarz stwierdził zgon. Jak informuje pan Seweryn, syn zmarłego mężczyzny, z nagrań monitoringu wynika, że 54-latek był pod wodą przez ponad 40 minut. Ponadto na monitoringu widać, jak ciało 54-latka znajduje się w wodzie, dokładnie na wprost ratowniczki Moniki Sz., która siedziała pod ścianą i nie widziała mężczyzny.

Prokurator prowadzący sprawę nie miał wątpliwości, że to właśnie ratownicy są odpowiedzialni za śmierć mężczyzny. Dlatego też zarzuty przedstawiono ratowniczce Monice Sz., która była odpowiedzialna za sektor na którym utonął 54-latek oraz kierownikowi ratowników Wojciechowi Ś. Oboje usłyszeli zarzuty z artykułu 160 § 2 kodeksu karnego, czyli narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia.

W środę 12 maja w Sądzie Rejonowym w Gorzowie ruszył proces ratowników. Zarówno Monika Sz. i Wojciech Ś. nie przyznają się do winy. Kobieta złożyła obszerne wyjaśnienia, natomiast mężczyzna odmówił składania wyjaśnień i odpowiadał tylko na pytania sądu oraz prokuratora i obrońcy. Oboje również nie zgadzają się z opiniami, które przedstawili biegli czy z wynikami eksperymentów procesowych. 

- Kiedy pokrzywdzony utonął nie zauważyłam tego, bo obserwowałam innych pływających. Do wypadku przyczyniły się względy organizacyjne, na które nie miałam wpływu. Pokrzywdzony nie dawał żadnych znaków, że coś się dzieje, że ma jakieś problemy. Siedziałam wtedy pod ścianą, w jednym miejscu i nie przemieszczałam się po niecce basenowej. Nie mieliśmy napisane dokumentach, że mamy chodzić po niecce basenowej. Byłam młodym pracownikiem i brałam przykład z bardziej doświadczonych kolegów. Pracowałam nieraz również z główną kierownik i ona nigdy nie zwróciła mi uwagi na to, że mam chodzić. Również brałam z niej przykład, ponieważ ona również siedziała w jednym miejscu – opowiadała oskarżona Monika Sz.

W momencie, kiedy doszło do tragedii na basenie przebywało trzech ratowników. - Kierownik zmiany ratowników nie jest w stanie być ratownikiem, nie da się pełnić tych obowiązków jednocześnie. Ratownik ma obowiązek nieustannie patrzeć na basen, a kierownik wtedy gdy zastępuje ratownika. Na mojej zmianie zawsze zastępowałem ratownika, ale miałem również inne obowiązki do wykonywania – podkreślał oskarżony Wojciech Ś.

Na ten moment zarówno Monika Sz., jak i Wojciech Ś. nie pracują już w zawodzie ratownika. Zapytani przez sędziego Łukasza Gawdzińskiego czy mają zamiar wrócić do zawodu, oboje zgodnie przyznali, że chcą już pracować jako ratownicy. Oskarżonym grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x