Wiadomości

Dietetyczny kabaret w urzędowym wydaniu, czyli gorzowski teatr „centrum życia”

21 lipca 2026, 15:49, Marcin Kluwak
Ktoś, kto naiwnie sądził, że sprawa radnych mieszkających poza Gorzówem rozpłynie się w wakacyjnym upale, ten zupełnie nie rozumie mechanizmów tutejszego Matrixa. Próba dyskretnego zamiecenia problemu pod dywan na Komisji Skarg, Wniosków i Petycji skończyła się spektakularnym, darmowym widowiskiem, na które zeszły się całe tłumy media-obserwatorów. Scenariusz od lat pozostaje ten sam: na sesjach ma być czysto, sprawnie i bez pytań – głosujemy kolanem, klepiemy rączką, wyciszamy mikrofony. Jednak tym razem plan cichego wygaszenia tematu przy drzwiach zamkniętych legł w gruzach, a komisja zamieniła się w prawdziwy festiwal prawniczej gimnastyki i rzadko spotykanej twórczości obronnej.

Samo tło tej samorządowej epopei to materiał na wieloodcinkowy sitcom. Zaczęło się od zawiadomień do prokuratury, wniosków społeczniczki Aliny Czyżewskiej, wyciągania podgorzowskich adresów w Chwalęcicach, Wawrowie czy Santocku oraz spektakularnego oddania mandatu przez Ireneusza Zmorę. Sprawa trafiła aż do Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, a opozycja i społecznicy zaczęli domagać się rzeczy absolutnie bezwzględnej dla każdego samorządowego uciekiniera na wieś: weryfikacji logowań telefonów do stacji BTS w godzinach nocnych. Wystarczyłby jeden prosty ruch ze strony śledczych – sprawdzenie, gdzie dane urządzenie „idzie spać” – i cały ten teatr pod tytułem „ja tu tylko odwiedzam wnuki albo teściów” rozsypałby się w pył. Lawirowanie, że ktoś wprawdzie śpi pod miastem, ale sercem, duszą i podatkami nadal jest w Gorzowie, nagle przestałoby działać.

To, co wydarzyło się na samej komisji, przebiło jednak najśmielsze oczekiwania. Przydzieleni do weryfikacji rajcy rzucili swoje pisemne wyjaśnienia dosłownie na kilka minut przed otwarciem obrad, traktując resztę koleżanek i kolegów jak przeszkodę w drodze po dietę. Przewodniczący Cezary Żołyński – co sam szczerze przyznał – musiał uruchamiać swoje 35-letnie doświadczenie ze sceny aktorskiej i przechodzić na wyższe rejestry głosowe, by w ogóle zapanować nad tym rozgardiaszem.

Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA

Prawdziwym hitem posiedzenia okazała się jednak linia obrony Alberta Madeja. Radny, by udowodnić swoje „gorzowskie centrum życia”, przyniósł zaświadczenia z OSP Gorzów Siedlice, ARiMR oraz KRUS, a ciągłe przebywanie w Osiedlu Poznańskim tłumaczył szlachetną opieką nad teściami. Pytany o rachunki za prąd czy wodę z gorzowskiego adresu odpowiedział z rozbrajającą szczerością: wszystkie opłaty są na rodziców. I komisja, stosunkiem głosów 4 do 1, uznała wniosek za bezzasadny. Prąd płacą rodzice, nocuje się u teściów, ale mandat i dieta w Gorzowie pozostają absolutnie nienaruszone.

Resztę wniosków - dotyczących m.in. Jerzego Sobolewskiego, Haliny Kunickiej czy Artura Andruszczaka - załatwiono z równą elegancją. Robert Surowiec z rozczulającą troską przekonywał, że zarzucanie braku „centrum życia” ludziom zasłużonym dla gorzowskiego sportu czy uczelni jest wyjątkowo dziwne. Argumentacja porywająca: skoro ktoś przed laty pięknie biegał za piłką w Stilonie albo wykładał na uczelni, to automatycznie dostaje dożywotnie prawo do sprawowania mandatu, niezależnie od tego, czy fizycznie zasypia w Gorzowie, czy w willi pod miastem. Prawo prawem, ale zasługi są zasługami. Ostatecznie, dzięki wstrzymaniu się od głosu części radnych, cała szóstka została wybielona i uznana za krystalicznie czystych gorzowian.

Najpiękniejsza w tym wszystkim jest jednak perspektywa nadchodzących wyborów samorządowych. Ten kabaret wypalił tak głębokie piętno w świadomości mieszkańców, że żaden przyszły kandydat na radnego, który kupił lub planuje kupić dom w ościennej gminie, nie znajdzie już w sobie tyle zuchwałości, by pchać się do gorzowskiej rady. Konkurencja wyciągnie mu te logowania i podgorzowską hipotekę pierwszego dnia kampanii.

Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.

Radni, kryjący się za wykrętami o braku uprawnień prokuratorskich i narzekający na „grillowanie w mediach”, próbują udawać, że nic się nie stało. Jednak ta sprawa nie ucichnie. Przed nami sierpniowa sesja, na której te wnioski trzeba będzie oficjalnie klepnąć przed kamerami. I choćby prawnicy stawali na głowie, a koledzy z klubu głosowali za bezzasadnością, dla mieszkańców wniosek jest jeden: prawo w tym mieście jest elastyczne, a centrum życia radnego znajduje się dokładnie tam, gdzie co miesiąc wpływa przelew z miejskiej kasy.

Marcin Kluwak

Marcin Kluwak

marcin.kluwak@gorzowianin.com

Podziel się

Komentarze

KAMERA LIVE: GORZÓW NA ŻYWO

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości