Wiadomości

Pracownicy szkół i przedszkoli mówią o stratach. Prezydent: nie może być uprzywilejowanej grupy

11 lutego 2026, 09:52, Anna Kluwak
fot. Anna Kluwak
Na sesji Rady Miasta Gorzowa wrócił temat pracowników administracji i obsługi szkół oraz przedszkoli. Radni mówili o błędach w komunikacji i realnych stratach finansowych, rodzice o bezpieczeństwie dzieci, a sami pracownicy zarzucali władzom mijanie się z prawdą. Prezydent Jacek Wójcicki podkreśla, że miasto nie może utrzymywać „uprzywilejowanej grupy”.

Sprawa braku waloryzacji wynagrodzeń pracowników administracji i obsługi gorzowskich szkół i przedszkoli cały czas budzi duże emocje. Po petycji podpisanej przez blisko 2,5 tysiąca osób i odpowiedzi miasta, w której nie przyznano dodatkowej waloryzacji, temat wrócił podczas sesji Rady Miasta Gorzowa, która odbyła się we wtorek 10 lutego. Padły mocne słowa radnych, a na koniec głos zabrali rodzice i sami pracownicy. Prezydent Gorzowa Jacek Wójcicki natomiast przekonuje, że miasto chce ujednolicić system wynagrodzeń i że nikt nie miał stracić.

Petycja i odpowiedź miasta. „Nie” dla dodatkowej waloryzacji

W połowie stycznia do Urzędu Miasta Gorzowa trafiła petycja pracowników administracji i obsługi, którzy domagali się przywrócenia waloryzacji wynagrodzeń. Dokument podpisało blisko 2,5 tysiąca osób. Jednak na początku lutego miasto odmówiło zmiany stanowiska, podkreślając, że działa zgodnie z prawem.

Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.

- Ten mechanizm w obecnych realiach zaczął prowadzić do zaburzenia proporcji płacowych pomiędzy różnymi grupami pracowników. W części szkół rodziło to napięcia i poczucie niesprawiedliwości - mogliśmy przeczytać w odpowiedzi miasta.

Radna Kozak: Nikt nie stracił? Stracił finansowo

Podczas sesji głos zabrała radna Anna Kozak, która wprost zakwestionowała narrację miasta o tym, że zmiany nie pogorszyły sytuacji pracowników. - Problemem w całej tej sytuacji był bardzo duży problem w komunikacji z pracownikami - mówiła Anna Kozak, radna Koalicji Obywatelskiej.

Zwracała uwagę, że przedstawiane przez miasto tabele wynagrodzeń oparte były na etatach, a nie na realnych wypłatach, i nie uwzględniały zmian wynikających z wypowiedzeń zmieniających ani mechanizmu ochronnego, który obejmuje nauczycieli w ramach Karty nauczyciela. - Nikt nie stracił finansowo? Stracił finansowo - podkreśliła.

Wskazała, że osoby, które podpisały wypowiedzenia zmieniające, nie mają wskaźnika waloryzacji, podczas gdy ci, którzy ich nie podpisali, taki wskaźnik zachowali. Jej zdaniem zabrakło też rozmów „poza protokołem” i zwykłego, ludzkiego wyjaśnienia pracownikom sensu wprowadzanych zmian. - Jeżeli będziemy w ten sposób komunikować zmianę i w ten sposób nią zarządzać, to będzie po prostu katastrofa - ostrzegała.

Radna Krupa: Nie czekajmy do przyszłego roku

Radna Marta Krupa podczas sesji mówiła, że rozmowy trwają, ale sytuacja wymaga uporządkowania. - Dziś mamy sytuację taką, że to się odnosi do przyszłości, a mamy luty. Mamy cały rok praktycznie przed sobą - Marta Krupa, radna Koalicji Obywatelskiej.

Zwracała uwagę na różnice w podwyżkach. - Pracownicy, którzy nie podpisali porozumień zmieniających, dostali podwyżkę blisko 400 zł brutto. Pracownicy samorządowi dostali podwyżkę blisko 200 zł, a pracownicy administracyjni i pomocy oświatowej, którzy podpisali porozumienia zgodnie z wolą miasta, nie dostali nic - podkreślała.

Apelowała, by nie odkładać zmian. - Jeżeli chcemy coś ujednolicić, chcemy wprowadzić wspólny system, to nie czekajmy do przyszłego roku. Pokażmy, że ta praca trwa i dajmy efekty już dzisiaj - mówiła.

Radni mówili też o braku procedur zarządzania zmianą i chaosie informacyjnym, który ich zdaniem - pogłębił konflikt.

Rodzice: To nie jest sprawa kadrowa. To sprawa naszych dzieci

Na końcu sesji głos zabrali mieszkańcy. Karolina Sabat, występująca w imieniu rodziców dzieci ze szkół i przedszkoli, mówiła spokojnie, ale stanowczo.

- Zabieramy dziś głos jako rodzice. Nie jako eksperci od tabel i nie jako strona sporu pracowniczego, ale jako rodzice, którzy codziennie powierzają miastu to, co mają najcenniejszego. Swoje dzieci - podkreślała Karolina Sabat, mieszkanka Gorzowa.

Podkreślała, że dla rodziców to nie jest kwestia tabel czy średnich wynagrodzeń. – To jest sprawa jakości opieki, bezpieczeństwa i stabilności placówek, do których chodzą nasze dzieci.

Wskazywała też na rozbieżność między publicznymi deklaracjami a rzeczywistością. – Na sesji w grudniu usłyszeliśmy zapewnienie, że nikt nie straci finansowo. Dziś wiemy, że nie była to prawda w odniesieniu do wszystkich.

Pracownicy szkół i przedszkoli: To są dokumenty na piśmie, nie opinie

Jeszcze ostrzej mówiła Anna Krajnik, pracownik administracji i obsługi. - Pani Prezydent i Pan Sekretarz mówią publicznie i piszą, że nikt nie stracił finansowo. To nie jest prawda. Część z nas dostała wypowiedzenia warunków pracy i płacy z niższą stawką wynagrodzenia zasadniczego. To są dokumenty na piśmie, nie opinie - podkreślała Anna Krajnik, mieszkanka Gorzowa.

Podkreślała, że obniżenie stawki zasadniczej oznacza realną stratę. - Jeśli ktoś ma niższą stawkę zasadniczą, to traci pieniądze. Dziś, teraz albo za chwilę. Nie da się tego inaczej nazwać - przyznawała wprost.

Zapowiedziała też, że część pracowników zdecydowała się na drogę sądową. - Za nas wypowie się sąd. Równolegle będziemy szukać pomocy wyżej, bo w mieście Gorzowie dialogu już nie ma - podkreślała.

Prezydent Wójciki: Nie może być uprzywilejowanej grupy

Do sprawy odniósł się prezydent Gorzowa Jacek Wójcicki. Tłumaczył, że miasto chce ujednolicić system wynagrodzeń w całym samorządzie.

- Dzisiaj pracownicy administracyjni oświaty zarabiają tyle albo i więcej co nauczyciele. W związku z tym nie mają ochrony karty nauczyciela - mówił w rozmowie z Radiem Gorzów Jacek Wójcicki, prezydent Gorzowa.

Podkreślał, że celem jest włączenie tej grupy do wspólnej puli pracowników administracyjnych miasta. - Trafili do tej samej puli pracowników administracyjnych, którzy pracują w Urzędzie Miasta, w Miejskim Centrum Pomocy Rodzinie, we wszystkich naszych miejskich instytucjach - mówił w radiowej rozmowie prezydent Wójcicki.

Przyznał też, że z drugiej strony był - jak to określił - „potężny bunt” innych pracowników samorządowych. - Kilku tysięcy ludzi, którzy mówili: czemu my nie mamy wskaźnika inflacyjnego, nie mamy premii. Była bardzo mocno uprzywilejowana grupa. Postaramy się, żeby nikt na tym nie stracił. Natomiast jeszcze parę szczegółów jest do dopracowania - mówił prezydent Wójcicki.

Spór, który nie gaśnie

Miasto mówi o ujednolicaniu zasad i porządkowaniu systemu. Pracownicy mówią o realnym pogorszeniu warunków pracy i płacy. Rodzice o bezpieczeństwie i stabilności szkół.

Sprawa pracowników administracji i obsługi w Gorzowie nie jest zamknięta. Część zapowiada procesy sądowe, a radni oczekują dalszych wyjaśnień. Emocje w tej sprawie wciąż są duże - bo chodzi o ludzi, którzy każdego dnia odpowiadają za funkcjonowanie gorzowskich szkół i przedszkoli.

Widzisz coś nietypowego albo masz sprawę z Gorzowa? Napisz, jak Ci wygodnie - Messenger, WhatsApp pod numerem tel. 45 00 66 400 albo formularz Raport na stronie. Sprawdzimy. Możesz zostać anonimowy

Podziel się

Komentarze

Zobacz, jak wygląda Gorzów teraz – kamera na żywo

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości