Planowana łącznica ma połączyć linię kolejową nr 203 z linią nr 273. W praktyce oznacza to możliwość bezpośrednich przejazdów pociągów między Gorzowem Wielkopolskim a Szczecinem, bez zmiany kierunku jazdy w Kostrzynie. W wariantach analizowanych przez PKP PLK pojawia się także relacja w stronę Zielonej Góry.
To właśnie dlatego temat od dawna wraca w Gorzowie jako jeden z kluczowych dla przyszłości kolei. Bez tej inwestycji trudno mówić o realnym skróceniu czasu przejazdu i sensownym rozwoju oferty połączeń.
Dla Kostrzyn nad Odrą łącznica nie jest jednak tylko elementem kolejowej układanki. Burmistrz miasta Andrzej Kunt wprost podkreśla, że samorząd bardzo dokładnie śledzi prace projektowe, bo inwestycja kolejowa zazębia się z innym dużym zadaniem.
– Pilnie śledzimy te plany przygotowania tego projektu, bo po drodze jest obwodnica Kostrzyna, która jest przygotowywana. Ona jest w realizacji po przetargu i do sierpnia tego roku ma być zakończony etap projektowania i przejść na etap wykonania – mówił burmistrz na antenie Radia Zachód.
Jak zaznacza, miasto nie jest biernym obserwatorem. – To bardzo ważne dla naszego miasta, a zwłaszcza konsekwencje wybudowania tej obwodnicy i stawiamy pewne warunki, o których prosimy, aby projektanci pamiętali – podkreślał.
Największe obawy Kostrzyna dotyczą codziennego funkcjonowania miasta. Linia kolejowa nr 273 przecina je na pół, a ruch drogowy opiera się na kilku przejazdach kolejowych.
– Mamy linię kolejową 273 Wrocław – Szczecin, która przecina miasto, dzieli miasto i trzy przejazdy kolejowe na tej linii właśnie to miasto łączą – mówił Kunt.
Już dziś ich zamykanie jest odczuwalne dla mieszkańców. – Jeżeli w tej chwili mamy sytuację taką, że ponad dwa razy średnio na dobę te przejazdy są zamykane, a w ciągu dnia częściej, to jeżeli ta łącznica spowoduje zwiększenie natężenia ruchu – a na pewno tak będzie – to jeszcze częściej te przejazdy będą zamykane – ostrzegał burmistrz.
W jego ocenie bez dodatkowych inwestycji może to sparaliżować miasto. – To odgrodzi jedną część miasta od drugiej, utrudni nam życie – podkreślał.
Dlatego miasto jasno wskazuje, czego oczekuje od inwestora. – Wnioskujemy o to, aby – jeżeli już – muszą nam budować wiadukty drogowe nad tymi przejazdami, bo inaczej po prostu podzielą miasto na pół – mówił burmistrz na antenie Radia Zachód.
Jak dodawał, to element, który powinien być traktowany jako integralna część projektu. – Kolej jednocześnie też musi projektować i pamiętać o tym, że te wiadukty trzeba wykonać – zaznaczał.
Drugim poważnym wątkiem są kwestie środowiskowe i hydrologiczne. Część łącznicy ma przebiegać w pobliżu rzeki Warty, na terenach istotnych z punktu widzenia ochrony przeciwpowodziowej.
– Elementem tej łącznicy jest nasyp po południowej stronie rzeki Warty, równoległy do rzeki, który może zakłócać zalewanie naturalnych polderów w okolicy Kostrzyna, kiedy woda jest wysoka – wskazywał Kunt.
Burmistrz podkreślał, że miasto nie może pozwolić na pogorszenie bezpieczeństwa. – Musimy dopilnować tego, aby nie wpłynęło to negatywnie na bezpieczeństwo powodziowe naszego miasta. Jeżeli się spiętrza wodę po jednej stronie rzeki, to wiadomo, gdzie ona może popłynąć – mówił.
Jak zaznaczał, to inwestycja o dużej skali oddziaływania. – To jest duża ingerencja w środowisko naturalne. Kanał ulgi musi być drożny, a bezpieczeństwo odpływu wody Warty w teren parku narodowego i w te poldery nie może być zakłócone – podkreślał.
Dla Gorzowa łącznica w Kostrzynie to szansa na realne połączenie ze Szczecinem i lepszą ofertę kolejową. Dla Kostrzyna to projekt, który może poprawić układ transportowy, ale też niesie ryzyko poważnych konsekwencji dla miasta.
– Zawsze zwracamy na to uwagę, bo to jest bardzo ważne dla naszego miasta – podsumowywał burmistrz.
Na razie przetarg dotyczy wyłącznie dokumentacji. To właśnie na tym etapie ważyć się będzie, czy i w jakim kształcie uda się pogodzić interesy kolei, Gorzowa i samego Kostrzyna. Od tego zależy nie tylko termin realizacji, ale też to, czy inwestycja faktycznie okaże się przełomem, a nie źródłem nowych problemów.