Podróż pociągiem do Gdyni jest jak loteria. Nigdy nie wiesz, czy dojedziesz do celu

11 września 2021, 11:36, Marcin Kluwak
Dwie lokomotywy podłączone do składu na stacji w Gorzowie. Fot: Mateusz Dynowski
Prawdziwą jazdę bez trzymanki zafundował pasażerom pociągu TLK Kociewie nasz narodowy przewoźnik. Ci, którzy chcieli dostać się bezpośrednim, porannym pociągiem do Trójmiasta czekało kilka przesiadek.

Wiele dzieje się na niezelektryfikowanych torach pomiędzy Gorzowem a Krzyżem, czy Zbąszynkiem, ale ci, którzy wybrali się w podróż do Trójmiasta, w piątek mieli wyjątkowego pecha. Śmiało można powiedzieć, że to historia niczym z filmów Stanisława Barei. Niby śmieszy, ale na dłuższą metę jest żenująca.

Wszystko  zaczyna się w piątkowy poranek na stacji Gorzów Wielkopolski. Z peronu 2 o godzinie 5:20. To właśnie wtedy w kierunku Gdyni miał wyruszyć skład TLK Kociewie. Niestety, jak to zwykle bywa, doszło do awarii taboru, a dokładniej spalinowej lokomotywy SU4210. 

Już kilka minut później do redakcji naszego portalu odezwali się rozgoryczeni pasażerowie, którzy zostali pozostawieni sami sobie. Jak wynika z ich relacji, oraz informacji na Portalu Pasażera, pociąg  85112, czyli TLK Kociewie został odwołany w całej relacji. Według naszych czytelników przewoźnik nie zapewnił komunikacji zastępczej. 

- Wszyscy podróżujący muszą kombinować z przesiadkami i próbować 'łapać' jakieś pociągi, przesiadać się 2-3 razy, mimo że bilety kupowali na pociąg bezpośredni relacji Gorzów Wielkopolski - Gdynia Główna, by dostać się do swojego miejsca docelowego. Może jak zostanie sprawa nagłośniona kolejny raz, to Polskie Koleje w końcu chociaż trochę się zainteresują i rozwiążą problem w jakimś procencie - pisze w wiadomości do naszej redakcji czytelniczka Ewelina. 

Faktycznie, bezpośrednia podróż pociągiem IC zakończyła się podróżą pociągami REGIO z przesiadkami: w Krzyżu, Pile i Bydgoszczy. Od tego miasta pasażerowie z Gorzowa mogli przesiąść się na pociąg IC Mieszko, który jechał z Wrocławia do Gdyni. 

To jednak nie koniec atrakcji, bo kolejne czekały na pasażerów popołudniowego pociągu do Gdyni. Tym razem chodzi o pociąg TLK Bory Tucholskie, który przyjechał do Gorzowa z 2-godzinnym opóźnieniem. Zanim wyjechał z naszego miasta, została podłączona do niego zepsuta lokomotywa, która miała obsługiwać poranne połączenie. Popularny kiosk, czyli SU4210 miał być niejako przy okazji odtransportowany do stacji macierzystej, czyli do Gdyni.  Pociąg daleko nie odjechał, bo już w Drezdenku “padła” kolejna lokomotywa. Jak informuje przewoźnik, na odcinku od Nowego Drezdenka do Gdyni została uruchomiona autobusowa komunikacja zastępcza. 

Kolejny dzień na kolei przynosi kolejne niespodzianki. Odważni, którzy zdecydowali się na podróż porannym TLK Kociewie do Gdyni, tym razem bez przeszkód dojechali jedynie do Starego Kurowa. Tam już wystąpiły kolejne problemy z taborem i jak czytamy na Portalu Pasażera, pociąg co prawda jedzie, ale do Krzyża dojechał z 62-minutowym opóźnieniem. Kolejne problemy pojawiły się na stacji Nakło nad Notecią. 

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy eksperta, Roberta Trębowicza z Forum Interesów Komunikacyjnych Gorzowa: 

- Liczne awarie to smutny obraz upadku trakcji spalinowej w PKP IC. Niezrozumiała polityka taborowa spółki, lata zaniedbań w zakresie utrzymania oraz rozwoju trakcji spalinowej. Takie są efekty, jeśli pociągi pasażerskie TLK/IC prowadzą lokomotywy konstruowane jako manewrowe. Pamiętajmy, że SU4210 to modernizacja kilkudziesięcioletniej lokomotywy manewrowej SM42.  Przy takiej polityce taborowej dla Gorzowa jedynym światełkiem w tunelu jest elektryfikacja.

Czekamy też na oficjalny komentarz przewoźnika, czyli PKP Intercity.

 


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości