Marka Gorzowa. Czas na działanie…

8 marca 2021, 10:42, Robert Trębowicz
Robert Trębowicz - ekonomista, publicysta, specjalista ds. kolei. Twórca Forum Interesów Komunikacyjnych Gorzowa.
Miejscy urzędnicy coraz bardziej uświadamiają sobie potrzebę promocji Gorzowa. Pytanie tylko, czy czują klimat tego specyficznego miasta. Warto mieć wizje, by nie działać "po omacku".

Dotychczasowe próby promocji Gorzowa przypominają jeden wielki eksperyment. Ba! Jak promować produkt, co do nazwy, którego nie jesteśmy zgodni?! Gorzów vs. Gorzów Wuelkape... Zanim weźmiemy się za skuteczną promocję, zróbmy porządek z nazwą miasta. Czas najwyższy, bo zapraszać turystę do Gorzowa Wielkopolskiego w województwie lubuskim brzmi jak ponury żart. Panie prezydencie, państwo radni - odwagi! Słupki poparcia nie spadną, a maruderzy zawsze się znajdą. Patrzcie w przyszłość, zróbcie to dla przyszłych pokoleń. Młodzi tej sentymentalnej "wielkopolski" w Gorzowie zwyczajnie nie czują.

Druga kwestia to ciągnące się od lat problemy ze strategią marki miasta. Na początku wieku dumnie ogłosiliśmy się "Gorzowem - przystanią". Odważna kolorystyka, wizja skrojona idealnie pod 100 tys. miasto, które Paryżem nie będzie nigdy. Było przy tym sporo marudzenia. Za pomarańczowo, za czerwono, brak zieleni... Nowoczesna jak na tamte czasy koncepcja przekonywała mnie. Dynamiczne kolory dodawały energii szaremu miastu.

Po kilkunastu latach podjęto odważną próbę rebrandingu. Powstał "Gorzów - w sam raz".  Bez wielkiej rewolucji. Graficznie mniej eklektyzmu. Prosta forma. Dojrzała kolorystyka zgodna z panującymi trendami. Niestety, produkt nie został entuzjastycznie przyjęty przez statystycznego Kowalskiego, więc urzędnicy schowali go do szafy. Wielka szkoda. Gdyby w nowym logotypie dyskusyjne "w sam raz" zastąpić "przystanią", pogodzilibyśmy przysłowiowy ogień z wodą.

Tak doszliśmy do kuriozum. Miasto zgubiło swoją markę. Do tego stopnia, że barwami miejskich autobusów stał się kolor limonkowy i tak już zostało… Co dalej? Może również tę kwestię warto uporządkować, zanim na serio zajmiemy się promocją?!

W najbliższym czasie ruszamy do Frankfurtu, by promować Gorzów. Pytanie tylko, czy ktoś pomyślał o logistyce?! Jak mamy zbliżyć dwa miasta, jeśli nie dojedziemy ani pociągiem, ani autobusem?! Pociąg do Frankfurtu to marzenie, mimo że torami technicznie dojechać można. Autobusem także trudno dotrzeć. Może miasto planuje turystów …teleportować?! Liczę, że w ślad za promocją pojawią się także połączenia. Dla mieszkańców Frankfurtu oraz Gorzowa.

Trochę lepiej jest w przypadku Berlina. Pociągi tylko z przesiadką w Kostrzynie, ale miasto komunikacyjnie jest w zasięgu. Problemem pozostaje cena biletów. Jak na kieszeń gorzowian, relatywnie wysoka. Cena zapewne wynika z obowiązujących taryf. Niestety. Jeśli chcemy cywilizacyjnie zbliżyć Gorzów z Berlinem, stawiając na masowe kontakty mieszkańców, trzeba koniecznie coś z tym zrobić. Nawet gdyby oznaczało to dotacje do biletów. Polowanie w Kostrzynie na osoby z "biletami grupowymi" to partyzantka z ekonomicznej konieczności, która wskazuje na transgraniczny problem do rozwiązania.

Zbliżenie mieszkańców obu miast to nie tylko szansa rozwoju Gorzowa, ale także poprawa komfortu życia. Kontakty gospodarcze, kultura, turystyka. Zakładam, że wielu z Was chciałoby spędzić wiosenne weekendy, zwiedzając malownicze zakątki Berlina. Osobiście znam takich osób co najmniej kilkanaście. Niemcy także mogą być zainteresowani spokojnym klimatem Gorzowa. Zjeść obiad na nadwarciańskim bulwarze, pospacerować klimatycznymi uliczkami Nowego Miasta. Być może także wybrać się w krótki rejs po Warcie, odwiedzić kosmetyczkę, fryzjera, stomatologa… Stwórzmy pod to solidną bazę. Współpraca transgraniczna to mocny fundament pod strategię marki miasta. Wykorzystajmy nasze położenie. Niech Gorzów będzie miastem otwartym na świat. Zyskamy na tym wszyscy.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x