Nasz kochany, dziki zachód

30 lipca 2011, 21:33
Gorzów z lotu ptaka (fot. Bartosz Zakrzewski)
Często z ust lokalnych polityków wypływają deklaracje o bezgranicznej miłości do Gorzowa. Część z nich jednak nie pochodzi z naszych stron, przez co nasuwa się pytanie o szczerość ich intencji. Postanowiliśmy więc zbadać, czy wychowanie się w danym mieście jest imperatywem poczucia z nim nierozerwalnej więzi.
W naszych rozważaniach przykładami osób przybyłych z zewnątrz stali się posłowie Elżbieta Rafalska z Prawa i Sprawiedliwości oraz Witold Pahl z Platformy Obywatelskiej. Oboje zawsze podkreślali wyjątkowość naszego miasta i przywiązanie do tego malowniczego miejsca. Dla kontrastu porozmawialiśmy też z rodowitym gorzowianinem z kolejnej strony politycznej barykady - radnym Pawłem Leszczyńskim z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Całość w klamrę spięła opinia fachowca, socjologa Jerzego Rossy, który również pochodzi z miasta położonego nad Wartą. Udało nam się więc uzyskać odpowiedź na pytanie postawione na samym wstępie, a przy okazji ukazaliśmy kilka ciekawych życiowych historii. Próbowaliśmy dociec też, czy ciepłe deklaracje dotyczące Gorzowa w ustach urodzonych poza Gorzowem polityków to wyraz pokrętnego populizmu czy wyrastającego z dojrzałości patriotyzmu lokalnego.

Na swoim miejscu

Elżbieta Rafalska przyszła na świat w położonej na skraju obecnego województwa lubuskiego Wschowie. Posłanka otwarcie przyznaje, że w tym miasteczku się ukształtowała, jednak swoje dorosłe życie postanowiła związać z Gorzowem. Był to świadomy wybór, wynikający z troski o własną przyszłość.

- Wybór Gorzowa wiązał się z wyborem uczelni. Przyjechałam tu na studia, skończyłam AWF i już tu zostałam. Zawsze mówię, że jest to miłość świadoma i z wyboru. Gdy się rodzimy nie mamy zupełnie wpływu na to, gdzie przychodzimy na świat. Możemy mieć szczęście mniejsze lub większe. Potem dokonujemy wyboru. Ja dokonałam go bardzo świadomie. We Wschowie się urodziłam i ukształtowałam. Wielkim światem był dla mnie jednak Gorzów. Tu zapuściłam korzenie.

Posłanka uważa Gorzów za miasto wygodne do życia. Jak sama mówi, miasto jest do ogarnięcia - daje wystarczające perspektywy, a równocześnie przemieszczanie się po nim nie zajmuje nam połowy życia. I to według niej jest bardzo funkcjonalne. Rafalska wskazuje też perspektywę rozwojową za jeden z największych atutów. Ale to nie wszystkie plusy: - W dodatku Gorzów jest ciekawie usytuowany, bo wygodnie można dojechać w różne miejsca Europy. Szybciej się przy granicy przyglądaliśmy zachodowi. Nie zapominajmy też o rzece, która dodaje każdemu miastu wiele uroku. Od czasu do czasu jadę do Warszawy po nauki i doświadczenia, ale gdy stawiam stopę na gorzowskim dworcu mam poczucie pewności, że jestem na swoim miejscu.

Precz z wyjaławianiem miasta

„Gorzów jest najważniejszy” to hasło, którym często posługuje się poseł Platformy Obywatelskiej Witold Pahl. Polityk urodził się we Wrocławiu, a czas studiów spędził w stolicy Wielkopolski. Kolejnym, lecz jak później się okazało, końcowym przystankiem okazał się Gorzów. - Kończyłem studia prawnicze i chciałem wykonywać ten zawód. Możliwości w latach osiemdziesiątych były dosyć trudne. Perspektywa pracy w dużym mieście była atrakcyjna, dlatego zdecydowałem się na Gorzów. Podjąłem aplikację sędziowską, a teraz mam możliwość wykorzystywania tych umiejętności. Przede wszystkim zaważyły więc perspektywy rozwoju zawodowego. W dodatku pracował tutaj mój wujek, co powodowało, że czułem się w Gorzowie trochę jak u siebie.

Według Pahla nie ulega wątpliwości, że Gorzów jest najważniejszy, ponieważ tutaj żyjemy i chcemy żyć jak najlepiej. Czym nasze miasto urzekło posła? Na początku ważną rolę odegrała architektura i historia, która wywołała na młodym prawniku duże wrażenie. Wraz ze zgłębianiem tych dwóch elementów rosło przywiązanie do Gorzowa. Prawdziwa miłość pojawiła się jednak w momencie, gdy Pahl zaczął działać społecznie. Jak wspomina, pojawiły się pierwsze problemy, z którymi należało się zmagać. Niektóre pozostały nierozwiązane do dziś.

- Człowiek wiąże się z problemami miasta i zaczyna się z nim utożsamiać. Raczej nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Była to miłość dojrzała. Gdy się poznaje walory, na pierwszy rzut oka, niezbyt atrakcyjnej dziewczyny, później dochodzi się do wniosku, że jest ona wartościowa. Tak samo jest z tym miastem.

Syn polityka Platformy studiuje prawo w Toruniu. Pahl marzy aby jego dziecko związało się z miastem nad Wartą, ale zdaje sobie sprawę, że problemem jest tutaj mało atrakcyjny rynek. Powrót młodych, kreatywnych i utalentowanych osób po studiach jest jednak szansą na przeciwdziałanie wyjaławianiu miasta.

- Rynek nie jest tu tak atrakcyjny jak w Poznaniu czy Warszawie. To jest problem. Może jednak warto tu zainwestować. Młodzi ludzie muszą mieć świadomość, że pracując dla Gorzowa pracują też dla siebie i swojej rodziny. Mam tu na myśli wspólną akcję dotyczącą uczelni wyższej w Gorzowie, parku naukowo-technologicznego, zespołu klastrów przemysłowych o wysokim poziomie innowacyjności. Powrót takich osób będzie przeciwdziałać „pustynnieniu” i wyjaławianiu Gorzowa. Potrzeba nam ludzi odważnych, którzy będą krytykować władzę, ale za tą krytyką muszą iść doświadczenie zawodowe, kompetencje i czyny. Chciałbym, żeby mój syn należał do takich osób.

Co zrobiłeś dla Gorzowa?

Czas na głos rodowitych gorzowian. Paweł Leszczyński, radny Sojuszu Lewicy Demokratycznej i wykładowca Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej jest zwolennikiem koncepcji otwartości Gorzowa. Polityk opowiada się za tym, by miasto zapraszało wszystkich, którzy chcą z nim związać swoje życie: - Nie trzeba się tu urodzić, by mieć do tego miasta sentyment, by je kochać i by związać z nim swoje losy. Każdy, kto chce tutaj żyć, powinien być mile widziany. Gorzów powinien być miastem otwartym.

Leszczyński zaznacza, że jest wiele przykładów ludzi, którzy zostali gorzowianami, bo w pewnym momencie swego życia przyjechali tu, a dla miasta poświęcili wiele sił. Za przykład bierze urodzonego w Niemnie Zenona Bauera: - Po II wojnie światowej do naszego miasta przyjechało bardzo dużo osób z różnych miejsc Polski. Jedną z nich był Zenon Bauer, prezydent miasta w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. To jeden z przykładów ludzi, którzy się tu nie urodzili, ale dla Gorzowa poświęcili wszystkie siły i miłość.

Radny gorzowskiej lewicy jest zdania, że w dobie XXI wieku i otwartości nie można się kierować kryterium urodzenia, bo pachnie ono nacjonalizmem lokalnym. Polityk zauważa, że miasto zmienia swój charakter.

- Są tu przecież pracownicy TPV. Kolejny przykład to dr Gebreselassie z PWSZ. Czy jest gorszy z tego tytułu, że przyjechał tu wiele lat temu, np. za żoną? Nie powiedziałbym. Każdy ma prawo przyjechać do Gorzowa i tu być, ale też każdy ma prawo z Gorzowa wyjechać. Są różne uwarunkowania życiowe i my jako młodzi ludzie najlepiej o tym wiemy. Piękne jest jednak to, że po wielokroć ludzie rozsiani po świecie interesują się losami Gorzowa. Obiło mi się o uszy, że powstała kiedyś strona gorzowian mieszkających w Kanadzie. Ludzie pomimo tysięcy kilometrów w dalszym ciągu są z miastem związani.

Według Leszczyńskiego należy patrzeć na kryterium tego, co zrobiło się dla swojego miasta. - Nasuwa się od razu cytat Johna Fidzgeralda Kennedy’ego. Nie pytaj więc co Gorzów zrobił dla ciebie, ale co ty zrobiłeś dla Gorzowa.

Budowanie tożsamości

Dr Jerzy Rossa, urodzony w Gorzowie socjolog, zapytany czy w Gorzowie trzeba się wychować, by w pełni się z nim utożsamiać, odniósł się do pojęcia tożsamości kulturowej: - Powiedziałbym prowokacyjnie, że czasem dobrze się urodzić w pewnym mieście by je pokochać, ale czasem też dobrze urodzić się w pewnym mieście, by je znienawidzić. Z Gorzowem kojarzą nam się często miłe rzeczy, bo młodość jest czymś pięknym, ale nie zawsze i nie dla wszystkich młodość jest piękna. Jest też wiele miejsc, które nienawidzimy. Po gorzowskiej promenadzie przechadzaliśmy się z dziewczyną, ale też wokół Katedry ganialiśmy się z milicją, która rzucała w nas świecami dymnymi. Tożsamość jest czymś, co jest zbudowane z rzeczy dobrych i złych.

Socjolog dodaje jednak, że nie ma nic przeciwko, by miasto rozwijało się dzięki osobom przybywającym z innych zakątków kraju: - Podchodząc do zagadnienia pragmatycznie, jeśli ktoś nada miastu dynamikę, to bardzo proszę. Nie jestem do końca przekonany, czy sześćdziesiąt lat miasta wystarczy, by zdobyć całkowicie oryginalną tożsamość kulturową. Nie jestem do końca przekonany, czy taka tożsamość się wytworzyła. Dla ludzi z centralnej Polski nasze tereny to dziki zachód. Polskość tutaj, choć historycznie usprawiedliwiona, jest budowana tak naprawdę od niedawna. W związku z tym nie miałbym nic przeciwko, by ktoś dynamiczny i kreatywny z zewnątrz próbował się tu rozwijać.

Dom jest tam, gdzie serce

Gorzów pomimo swoich wszystkich wad jest miejscem wspaniałym. Malowniczym, charakterystycznym i unikatowym. Choć urodziłem się w innym mieście, od małego wychowywałem się właśnie tutaj. Każdy zakątek Gorzowa wiąże się ze wspomnieniami, lepszymi i gorszymi. Te wszystkie przeżycia związane z miastem spowodowały, że nigdzie się nie wybieram. Po prostu nie wyobrażam sobie osiąść gdzie indziej i pokochać miejsce, z którym nie wiążą mnie młodzieńcze wspomnienia. Choć moje zdanie różni się nieco od zgromadzonych powyżej wypowiedzi polityków, należy uznać, że dom jest tam, gdzie nasze serce.

Filip Praski

Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości